Darcy i polska fala

Zanim przejdę do sedna muszę oddać hołd norweskim ofiarom, które zginęły z ręki i pomysłu człowieka, który perfidnie wymyślił zbrodnię, okrutną i ze względu na swoją jawność niesamowicie bolesną i porażającą. Straszne.

I w tych godzinach tragicznych dociera do mnie dramatyczna wiadomość z Londynu, że Amy Winehouse została znaleziona martwa w swoim mieszkaniu. 27 – letnia piosenkarka miała głos, który balsamował dusze. Świetna na estradzie, niestety oplątana nałogiem alkoholowym i narkotykami nie dawała sobie rady i… nie dała. Smutne, że nikt nie pomógł. Tylu wokół „przyjaciół“… Help Yourself. Piękno ma wiele postaci, ale tylko jedną duszę. Życie biegnie, pędzi i nie ma czasu na wrażliwość, bo czasem jest błogosławieństwem a czasem przekleństwem.

Solidna firma wielkopolska w postaci Józefa Dworakowskiego, prezesa Unii Leszno ma rozterki. Prezes podjął decyzję o odejściu z klubu, rezygnuje jesienią tego roku, koniec, kropka. To, że ktoś odchodzi, ma dość obowiązków i chce zająć się swoimi sprawami zawodowymi i osobistymi mnie nie dziwi. Gorzej, że Józef Dworakowski sączy pewną gorycz i oświadcza wszem i wobec, że to były stracone lata. Oddał swój czas, zachłysnął się emocjonalnie światem żużlowym i kiedy znalazł się w środku tej machiny, jako przedsiębiorca doszedł do wniosku, że już nie warto tracić ani czasu, ani pieniędzy. Jako prezes z Unią odniósł sukcesy mistrzowskie, międzynarodowe w postaci serialu Grand Prix, drużynowych mistrzostw świata, złota i laurów. A jednak odchodzi z goryczą. Czy  świat żużlowy na progu każdego wita i hołubi a potem kopie i wyrzuca bezceremonialnie? Coś w tym jest i sam doświadczałem przyjemności i nieprzyjemności zarazem. Trudna grupa do współżycia, na pewno. Czasem człowiek nie oczekuje darów, zadawala go podziękowanie i serdeczność za wkład serca, o pieniądzach nie wspominając, wystarcza zrozumienie oddania duszy dla innych. Taka satysfakcja. Wydaje mi się, że dopóki ktoś daje, dopóty jest dobrze. Jeśli jest inaczej robi się „be“. Prezes Unii ma dość, wyczuwa się wyraźnie, że tak to jest. Wspomina na tych Lamach szczerze, że ma przed sobą żniwa i nie myśli o innych sprawach. Jako przedsiębiorca napomyka o finansach w lidze szwedzkiej, ograniczeniach kosztów i o tym, że niedzielne transmisje TVP zostawiają kibiców w domach. O sobotnich terminach ligowych już pisałem i wydaje mi się, że to musi się stać w interesie klubów. I kibiców!

W Polsce mamy z jednej strony ogromne sukcesy międzynarodowe, z drugiej jest ligowa rzeczywistość, taka piłkarsko – barcelońska. Rozbuchane budżety w niektórych klubach a w innych dno.

Jak to się mówi, Polska to biedny kraj bogatych ludzi. Zagraniczni zawodnicy przyzwyczajeni są do honorariów piłkarskich, część polskich żużlowców również nie wyobraża sobie życia bez takich stawek. Prezesi klubów sami kiedyś na oślep wywindowali gaże wyrywając sobie zawodników na siłę, podpłacając bez wyobraźni i nie zastanawiając się co będzie w środku sezonu i później. I to co musi wystarczyć w lidze szwedzkiej na cały sezon, w Polsce wystarcza na kwartał. Pięknie.

Odejścia z czynnych funkcji takich ludzi jak prezes Dworakowski zmuszają do refleksji i smutnych myśli nie tylko dlaczego, ale i czy otoczenie nie może zrobić czegoś by zatrzymać wartości, na polu kompromisu rozwiązać problem dla dobra klubu, polskiego żużla. Prezes ma dużo do powiedzenia, nie jest malowanym działaczem; środowisko i jego bolączki zna od podszewki i wie, co zrobić, żeby zmienić na lepsze. W Polsce jest jeszcze tak, że chwile słabości są wykorzystywane przez innych, ponieważ nie wszyscy lubią twardych ludzi, nie tolerują kompromisów i akceptują jedynie takich co dają a nie odbierają, gdy jest krucho w kasie. Bywa i tak, że na stanowiska prezesów czyhają inni żądni sławy i występują w roli cudotwórców by leczyć swoje kompleksy. Są tacy klubokrążcy… Znam jednego alfę i omegę od wszystkich spraw, nie tylko od żużla,  nawet od płukania gardła.

Zapędziłem się daleko a tu jak mówi prezes Dworakowski na horyzoncie żniwa.

W angielskim Poole w pierwszym turnieju mistrzostw świata juniorów wygrał sympatyczny Darcy Ward, australijski chłopak, czystej wody talent, uśmiechnięty, świeży powiew w zrutynizowanym gronie. Widziałem go w akcjach kilka razy i jestem przekonany, że Australia będzie miała z niego wielką pociechę. W ogóle Antypody w tym wcieleniu mają dobry zastrzyk talenciaków, podobnie i my. Chris Holder, Troy Batchelor, Darcy Ward i kapitan Jason Crump w roli maga. A polska fala?

Maciej Janowski rośnie w siłę, był drugi za Wardem, są bracia Pawliccy, Piotr jr i Przemysław. Fajne chłopaki i ojciec Piotr Pawlicki może być dumny z takiej ferajny na żużlowych torach. Aż dziw bierze jak mogliśmy drużynowo wypaść z obiegu i to na rawickim torze w drużynowych mistrzostwach świata, które często obstawialiśmy złotem. Indywidualnie także i myślę, że w finale w Gnieźnie na początku października Polacy odegrają głowną rolę, kontrolując przebieg walki wcześniej w Holsted i Pardubicach. Czyli Ward kontra polska młodzież? Chyba tak.W premierze pojechali równo, w barażu. Kolejne turnieje pokażą kto jest stabilny w jazdach po złoto, Australijczyk ma już dwa mistrzostwa świata z rzędu na koncie, świetny bilans i hat trick mu się marzy, lecz co zrobić z Janowskim i braćmi Pawlickimi? Ściganie się w wydaniu młodzieżowym ma posmak dużej świeżości i optytmizmu na lepsze jutro w tym sporcie.  Ach, na dobre żniwa.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s