Dlaczego, dlaczego…

Nie raz, nie dwa pisałem, mówiłem, że speedway jest jak życie, wartki, przewrotny, nie zawsze sprawiedliwy, do ostatniego wyścigu nieprzewidywalny. Każdy start wielka niewiadoma; nie tylko ile punktów będzie na koncie, lecz i to, czy wszystko ze zdrowiem będzie O.K. Ekstrema. Nerwy. – Jeśli startujesz nie możesz myśleć o najgorszym, bo nie ugrasz nic. Zostaniesz pod taśmą i rywale uciekną, mówi stary wyga żużlowych potyczek. Kontuzje nieodłącznie są związane z każdym sportem, stres może dopaść też szachistę a jeśli ma słabe serce potrzebny będzie lekarz. No ale speedway…

Totalna ekstrema. Od początku kariery, ponieważ każdy chce zaistnieć, wbić się w elitę jak najszybciej. Sport, speedway, wyścigi o punkty, przetrwanie, awansowanie, bycie mistrzem, utrwalanie kariery. Po każdych zawodach telefony do domu, mamy, narzeczonej, żony, że wszystko jest w porządku. Kończy się turniej, mecz i przychodzi ulga, nie zawsze, bo może być ból i pobyt szpitalny.

Karkołomna karuzela.

Żużlowy świat zszokowany został wypadkiem Szweda Tommy Janssona, który na sztokholmskim stadionie wpakował się na Weslake pod bandę i umarł niemal na rękach ojca, byłego żużlowca. Tommy był wielką nadzieją szwedzkiego żużla i przy swojej skromności, talencie, urodzie bożyszczem nie tylko fanek tego sportu. Kochali go wszyscy. Dobrze pisana kariera, już z sukcesami została brutalnie przerwana. Szok, cała Szwecja była zapłakana.

Wypadek duńskiego trzykrotnego mistrza świata Erika Gundersena na torze angielskiego Bradford był także szokiem. Potem jego kolega z reprezentacji Jan O. Pedersen o mało co nie stracił życia. Chłopcy z „Gangu Olsena“ wypadli z gry.

Angielska gwiazda Kenny Carter o twarzy niewiniątka jeździł jak szatan, miał pecha, bo wówczas na topie byli Amerykanie i kalifornijski as Bruce Penhall najlepszy. Kenny na angielskiej farmie wziął dubeltówkę i strzelił wpierw do żony a potem do siebie. Dramatyczny finał, Carter był talentem, czasem nerwusem, jaki ogromny ładunek stresu musiał w nim się zgromadzić, że zginęło młode małżeństwo. Zgroza.

Australijska gwiazda Billy Sanders wplątany w trójkąt małżeński nie potrafił się opanować i poradzić sobie z tym, że kolega z reprezentacji podchodził do jego żony. Podjął więc decyzję o zakończeniu swojego żywota samobójczo w samochodzie.

Polski kryminalny epizod wstrząsnął środowiskiem pewnej styczniowej soboty, kiedy to druga żona internacjonała Edwarda Jancarza, Katarzyna nie wytrzymała napięcia w sprzeczce i pchnęła nożem wybranka. Nie uratował go już nikt ani nic. Edward Jancarz zapisał bogaty rozdział w kronice polskiego i światowego żużla i jedna sprzeczka zakończyła życie wybitnego sportowca. Dziś gorzowski, piękny stadion nosi jego imię.

Szokiem ogromnym było morderstwo popełnione przez dwóch młodych zawodników zielongórskiego klubu, którzy zabili człowieka w niecnych celach. Kariera jednego zapowiadała się bujnie, skończył jednak w kryminale na długo.

Nie wymieniam przypadków zaskakujących, w których zawodnicy uczestniczyli w niewinnych karambolach a potem okazywało się, że niestety nie ma już dla nich powrotu na tor. Bywało i tak, że jeden wiraż decydował o wszystkim. Mamy memoriały, turnieje pamięci, wspomnienia i żal.

Oto młody zawodnik rybnicki odbiera sobie życie, popełnia podobny akt młodzieniec z zielonogórskiego klubu. Talenty dopiero kształtowane a już z dorobkiem i nadzieją na sukcesy, a jednak podejmują decyzje najgorsze, ostateczne. Odchodzą na zawsze.

Rodzą się i kłębią myśli trudne, pytania nurtujące bez przerwy czy tak musiało być i dlaczego, dlaczego tak się stało…

Niedawno słoweński żużlowiec, dobrze znany w Europie i na polskich torach Matej Ferjan znaleziony został w swoim samochodzie w garażu martwy. Dlaczego tak sie stało? 34 – letni zawodnik już nie pojedzie w wyścigach, które w jego wykonaniu tak lubili kibice. Matej Ferjan nie był tuzinkowym, południowa dusza, co się stało?!

Speedway dzięki swojej adrenalinie przyciąga kibiców różnej proweniencji, jest w swojej oglądalności niezwykle rozpięty społecznie. Działa jak magnetyzm, jest niemal tak ekstremalny na widowni, jak i na torze. Zagadkowe zjawisko, rozmawiałem nie raz i nie dwa ze specjalistami rożnych profesji i ani psycholog, ani socjolog nie byli w stanie wytłumaczyć tego problemu. Potrzebny psychiatra czasami? Żużel przyciąga i wciąga jak narkotyk w swoje arkana. Pobudza do robienia kariery poprzez popularność a jeśli jakiś tryb się zatnie powstaje syndrom stresu i nie radzenie sobie w trudnych sytuacjach.

Presja na wynik, na zdobywanie punktów jest taka sama jak w innych sportach. Ambicje ma każdy sportowiec, nie ma wyboru. Wybujałe roszczenia i proza życia weryfikują wiele spraw utkanych wcześniej, trzeba sobie poradzić z hossą i bessą. Ważne jeśli ktoś ma wpływ w sytuacjach kryzysowych, rodzina, bliscy… Nie zawsze czujne oko dostrzega to, co boli innego. W trudnych momentach nie można być samemu, poważnym zagrożeniem jest pozostawienie kogoś wobec wyzwań, jego ułomności i rozterek.

Inny aspekt dotyczący wypadków. Ciągle pokutuje problem przygotowywania torów pod siebie, robienie czegoś co może zakłócić walkę rywalowi. Eliminacja czystej gry. Nie fair, choć z tym się walczy, problem pozostaje od lat ten sam i nawet tragiczne chwile nie są w stanie opamiętać tych, co chcą na siłę zrobić ze sportu brudną walkę.

Pozostawiam ten felieton do przemyślenia nad losem, który nie zawsze wybiera właściwą drogę i potrafi pokiereszować szyki najlepszym, najzdolniejszym, zapisać tragicznie historię.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s