Praga pachnie bzami

on

Mało zachęcający tytuł dla zagorzałych fanów żużla, raczej dla romantyków i miłośników praskich uliczek, knajp, piwa i duchów szwejkowskich oraz spacerów hrabalowskich pod zamkiem na Hradczanach i wzdłuż Wełtawy. W stolicy Czech mamy kolejny turniej serialu Grand Prix na stadionie Marketa, trzeci w tym roku i wszyscy mają nadzieję, że to będzie ściganie się w formacie najlepszych zawodników świata. Premiera na torze Leszna była nieco nerwowa, jak to bywa z pierwszymi wyścigami sezonu. Drugi turniej na słynnym Ullevi w Goeteborgu na sztucznej nawierzchni został niestety storpedowany przez deszcz, bo o tej porze roku w Skandynawii nie ma gwarantowanej pogody. Dziwię się niepomiernie, że organizatorzy nie lokują turniejów z zgodzie z meteorologią i położeniem geograficznym i w tym miejscu mam obawy o finał tegorocznegio serialu, który ma nastąpić z początkiem października w Gorzowie. W żużlu na pogodę nie ma mocnych i kiedy deszcz przystąpi do ataku zawodnicy na trudnym torze mają jazdy tam, gdzie nie trzeba lądując w szpitalu. Nie inaczej było na Ullevi i sędzia musiał przerwać imprezę w warunkach budowlanych, z błotem na kevlarach i okularach zalepionych szczelnie mazią. Uczestnicy wyglądali jakby byli aktorami filmu rajdu Safarii wiosenną porą, gdzie afrykańskie bezdroża przypominają upiorne rozlewiska. Arbiter nie miał żadnych wątpliwości w kwestii przerwania zawodów, zwłaszcza, że motocykle powoziły żużlowców w niekontrolowanych kierunkach.Tak było z Australijczykiem Jasonem Crumpem, który wpakował się w tym błocie pod bandę i wybił sobie bardzo skutecznie bark. Bolesna sprawa i nieprzyjemna. Sędzia Wojciech Grodzki powiedział wreszcie stop, choć obrońca tytułu mistrzowskiego Tomasz Gollob zaczął się w takich warunkach rozkręcać. Było to po 16 wyścigach i  ostatecznie zwycięzcą został 23 – letni Australijczyk Chris Holder mocno naciskany w  ekstremalnych warunkach przez kalifornijskiego weterana żużlowych wojen Grega Hancocka. Poszalał też trochę brazylijski Szwed Antonio Lindbaeck, który ostatecznie w momencie przerwania zawodów był trzeci. Polaków było czterech, na szesnastu, kiedy jechali trójką dali się ograć Crumpowi.

Ullevi, na którym bywałem ongiś wiele razy zachowało urok i niespodziewane rozstrzygnięcia. Na tym stadionie kładzie się nawierzchnię żużlową na bieżni, która od 1985 roku została zaprojektowana na mistrzostwa świata lekkoatletyczne. Nie zawsze od tamtego czasu słońce świeciło żużlowcom, były też wpadki ze źle przygotowanym torem. Ale to już było i chyba nie wróci więcej? Wróciło jednak w innej postaci, bo niebiosa polały Ullevi serdecznie. Czy można w takich warunkach się ścigać? Raczej nie. Pamiętam taki rok/1984,/ kiedy w finale mistrzostw świata Duńczyk Erik Gundersen niemal na betonie był pierwszy a zawody przypominały jazdy gęsiego aż do nudności. Teraz także było gęsiego, choć z biegiem czasu mimo ciężkich warunków doszło do popisów mijania się w błotnej kąpieli. Jeden z komentatorów TV wyraził opinie, że było dobrze, chyba dlatego, że Janusz Kołodziej był czwarty w tym kuriozalnym turnieju.

Jak będzie tym razem na normalnym torze w Pradze na Markete, w mieście pachnącym na wzgórzach bzami i majem?

Petr Ondrasik, doktor praw zresztą, były reprezentant Czech jest zagorzałym animatorem udanych turniejów GP na niedużym przecież stadionie Breznova, skąd z dachu głównego budynku widać malowniczą Pragę układającą się czerwonymi dachami i kremowymi ścianami domów. No i ta soczysta zieleń, która barwi dodatkowo miasto. I „nitka“ Wełtawy przecinająca urokliwie urbanistykę. Praga jest jak bombonierka, zwłaszcza wiosną i jesienią, bo kolory dodają jej urody z latami nieprzemijającej. Inaczej niż bywa z ludźmi. Zlata Praha przyciąga turystów całego świata, którzy przedeptują ją tam i z powrotem.Nie maluję już więcej Pragi, jestem pod wrażeniem tej stolicy, dobrze tu przyjechać a jeszcze przy okazji na speedway.

W klasyfikacji GP prowadzi Tomasz Gollob, za nim Hancock z USA, trzeci jest wygłodniały sukcesu Rosjanin Emil Sajfutdinow, który tu kiedyś był wygraną rewelacją a też wylądował po karambolu w szpitalu na dłużej. Na ogół spodziewana jest tradycyjnie walka bez przypadków losowych, oczekiwany jest mocny i urozmaicony polski doping, gdyż biało – czerwoni zwykle dominują i organizatorzy liczą na sprzedaż biletów głównie polskim kibicom. Nie mylić z kibolami. Żużlowi fani z Polski mają w sobie coś z akcji „ małyszomania“.

Każdy z uczestników turnieju na Markete, gdzie funkcjonuje klub żużlowy Olimp może wywinąć niespodziankę i wjechać na podium. Bywało one w przeszłości ozdobione Polakami, grano hymn narodowy a kibice wiwatowali szumnie zdopingowani jeszcze Staropramenem, dobrym czeskim browarem. Inne też są prima.

Należy się spodziewać w zasadzie pierwszych zawodow sezonu, które dadzą odpowiedź na ile stać wybrańców klubu Grand Prix w optymalnych warunkach. Jestem optymistą.

Oczywiście jedna czwarta uczestników GP to Polacy z liderem Gollobem na czele. Znów wspomnę, że organizujemy trzy turnieje tego serialu, czyli dominacja rynkowa i sportowa absolutna. Co z tego wynika? Zostawmy refleksje na kiedy indziej. Dobrze?

Praska prawda, jazdy na maksa i szum nowych tłumików. Tak będzie? No właśnie, co z tym polskim problemem, który został wykrzyczany na lewo i prawo a teraz po pierwszych przedbiegach ucichł beznamiętnie, mimo, że był nagłaśniany spektakularnie przez osoby szukające na siłę rozgłosu. Problem legł pod wycieraczką.

Żużlowy świat jest wygłodniały wyścigów normalnych na takim torze właśnie jak praski. Czesi nazywają speedway plochą drahą. Klub w Pradze, dawniej Ruda Hvezda, zawsze miał dobrych zawodników, reprezentantów Czech z których chyba Jirzi Stancl i Antonin Kasper jr zapisali historię najbardziej. Turnieje GP obrosły w stolicy Czech tradycją, jak niemal wszystko w tym mieście. Czy placha draha jest popularnym sportem u naszych południowych sąsiadów; otóż nie tak bardzo, bo hokej, piłka nożna, tenis wiodą prym, a w malowniczym parku Fuczika, tam na Stromovce na kilkudziesięciu kortach kształtują  się od świtu talenty na miarę Navratilovej, Kodesza, Lendla. A hokej na lodzie? No tak, speedway jest niszą, na którą jednak warto „skoczyć“ do Pragi, wypić dobre wino, skosztować piwa, spojrzeć dniem, nocą jak pięknieje miasto majowo i pachnie wcale niedyskretnie bzami. To je Zlata Praha i speedway, ahoj!!!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s