Nie mamy króla, jest Wałęsa

Miliony ludzi na całym świecie oglądały futbolowy mecz pomiędzy Realem Madryt na Barceloną. Ekscytujące widowisko na Estadio Mestalla w Walencji wygrali Królewscy z Madrytu po golu w dogrywce strzelonym przez Portugalczyka Cristiano Ronaldo. Blaugrana albo jak kto woli Duma Katalonii została pokonana taktyką portugalskiego trenera Realu Jose Mourinho. To najlepszy szkoleniowiec świata w branży. Wygrani dostali Puchar Króla. Była na meczu i królowa. Patrzyłem z zadrością na mecz tak prestiżowy, na pełny stadion i oprawę niepowtarzalną w swoim gatunku. Mecze pomiędzy Realem a Barceloną trzymają w napięciu kibiców nie tylko Półwyspu Iberyjskiego. Niesamowite zjawisko kulturowe, socjologiczne. Nie mamy króla i takiej imprezy, nie mamy takich drużyn urodziwych i tradycji pielęgnowanej z namaszczeniem.

Patrzyłem z zazdrością na mecz, na popisy i pomyślałem sobie, że powinniśmy w żużlu stworzyć namiastkę takiej formuły. Nie mamy króla ani królowej, choć marzy się niektórym monarchistyczny porządek i dwór. Wszystko jeszcze przed nami, historia nie jest zamknięta, ona rodzi się przecież. Nie fantazjujmy na razie po królewsku, lecz po chłopsku może, bo gdzie nam do takich escytacji pucharowych. Ale, ale…

Mamy człowieka legendarnego a jest nim Lech Wałęsa i mieszka w Gdańsku. Jest tam i speedway z tradycjami. I drużyna Lotosowa, która ma ambicje. Jest stadion a będzie nowy na piłkarskie Euro – 2012, Arena Baltica. Piękna stadionowa bombonierka. Liczę, że kiedy wygaśnie piłkarski ogień, przyjdzie pora i na żużel na tym obiekcie, który jest do chwalenia się gdzie trzeba. Pytam zatem, czy nie warto pokusić się o urodzenie imprezy, która będzie głośna a trofeum stanowić Puchar Wałęsy. Jaki marzy mi się mecz? Zgadnijcie…

Po kolei. Mamy rachityczny Klubowy Puchar Europy, który wskutek indolencji promotorów jest imprezą do odbębnienia. Już kiedyś pisałem, że w takiej  formie, przy takim braku prestiżu nie warto się ścigać. Może zatem ten Klubowy Puchar Europy namaścić legendą Człowieka z Gdańska, którego zna cały świat. I co za tym idzie pozyskać sponsora, który przekona startujących, że warto wyskakiwać z butów, żeby zdobyć główne trofeum. Wszystko musi mieć ręce i nogi. Już przed laty Lech Wałęsa miał spróbować, w turnieju na torze w Gdańsku, przejechać się na motocyklu bez hamulców. Niestety nie wszystko wtedy wyszło, bo pogoda oraz obiekcje zablokowały start Wałęsy na motorze. Nie oto jednak chodzi w moim wywodzie, bo marzy mi się na stałe w Gdańsku finał Klubowego Pucharu Europy imienia Lecha Wałęsy. Czekam zatem na głosy w tej sprawie. Wiem, że nie wszystko jest możliwe, na pewno może udać się mecz na koniec sezonu pomiędzy mistrzami Anglii i Polski. Brytyjczycy mają regres, ale historycznie wszystko od nich przecież zaczęło się na żużlu od kiedy Johnnie Hoskins sprowadził  speedway do Anglii z kontynentu australijskiego. No tak, nie uzyska się od razu efektu hiszpańskiego pucharu królewskiego, bo inny sport, diametralnie inne tradycje i zainteresowanie przekraczające wyobrażenia pań zasiedziałych w filharmonicznych fotelach. Futbol w wydaniu królewskim jest niesamowitym zjawiskiem. Niepowtarzalnym.

Sugestie kieruję do Giekażetu i jego lidera Piotra Szymańskiego, który może wjechać do historii z nową imprezą, która wymaga pracy i przygotowania wielomiesięcznego. Także cierpliwości i wizji, praktycznej wyobraźni, że warto coś takiego urodzić. Proszę mnie nie studzić w pomyśle, wiem co piszę, nijak ma się ranga takiego królewskiego pucharu do pucharu wałęsowskiego kreowanego w żużlu. Futbol to futbol i jeszcze Hiszpanie zwariowani na punkcie piłki. A czy nie ma zwariowanych u nas kibiców na punkcie żużla?! Każdy pomysł na progu ma kłopoty, najważniejszy jest start i konsekwencja w realizacji. No to jak, zaczynamy?

Mamy kilkanaście memoriałowych turniejowych i brutalnie myślę, że na tym nie koniec. Takie życie. Jest Złoty Kask, który jakimś zrządzeniem losu nie ma rangi a kiedyś miał. Nawet finał indywidualnych mistrzostw Polski seniorów nie ma blasku, jakoś jest tak sobie urządzany, choć zasługuje na więcej, na bardziej wystawny piedestał. Czy mamy za dużo imprez i każda jest gdzieś wciśnięta i nie bardzo ma wydźwięk opowiedni? Robić byle jak, to lepiej nie robić nic. Bijemy się o rutynowe edycje Grand Prix na oślep, a nie mamy tradycyjnie, bardzo mocno ugruntowanej imprezy. Takiej oto pardubickiej Zlatej Prilby. Kalendarz żużlowy w Polsce jest załadowany szczelnie, ani mysz się nie prześliźgnie, a co dopiero żużlowiec z hukiem tłumika.

Takie refleksje mnie dopadły po meczu, gdzie Królewscy z Madrytu dali czadu Dumie Katalonii.

W Polsce obok derbowych meczów, które wyciskają adrenalinę/ Zielona Góra – Gorzów, Rzeszów – Tarnów, Toruń – Bydgoszcz/ nie ma tzw. klasyków czyli pojedynków w stylu piłkarskiego hitu Górnik Zabrze kontra Ruch Chorzów, czy aby nie “ urodzić” takiego pojedynku?! Wydaje się, że dziś derby Ziemi Lubuskiej mogą urastać do emocjonalnego widowiska z dużym ryzykiem oglądania… Jednak ryzykiem… To jest polski problem.

Tyle propozycji z fotela i głowy, a na razie jedziemy w premierze Grand Prix na torze Leszna. Pięciu ziomali kontra reszta żużla na tym świecie. Podium powinno być ozdobione na biało – czerwono. Powodzenia.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s