Nudne… atrakcje

“Pan tylko ma przyjemność, jak pan rżnie”, napisał ktoś do poety i felietonisty Antoniego Słonimskiego, którego teksty były znakomite. Co do rżnięcia…” Ktoś mnie zapytał z żalem, czemu piszę tylko o rzeczach złych, o smutnych przejawach naszego życia a nie podnoszę stron dodatnich” ripostował Antoni Słonimski i tak oto dalej kontynuował: “Muszę przyznać, że rżnięcie istotnie sprawia mi przyjemność, ale nieraz entuzjazmuję się i piszę rzeczy pochlebne, tylko że o tym ludzie jakoś bardzo szybko zapominają”.

Muszę i ja ze swojej praktyki przyznać z przykrością, że tak jest.

Kiedy zastanawiam się nad żużlowym kalendarzem dochodzę do wniosku, że od czasu zmiany formuły indywidualnych mistrzostw świata, czyli od piętnastu lat mamy show w niezmienionej formule. Zaczęło się indywidualnie od tasiemcowych turniejów, a co nowe to nowe i zawsze budzi zainteresowanie, lecz gdy mieliśmy szybkie odsyłanie zawodników “pod prysznic” zaczęły się nudy i dyrektoriat serialu z Ole Olsenem na czele skrócił i wyrzucił, co było nikomu niepotrzebne a rozciągało imprezę monstrualnie. I tak jest do dziś. Karuzela kręci się po tych samych miejscowościach i mimo szumnych zapowiedzi nie pobudza do rozwoju. Ustalmy raz na zawsze, że nie jestem przeciwnikiem serialu Grand Prix, mam inną optykę na rozgrywanie mistrzostw świata, a turnieje GP postrzegam jako duże show mające nie tylko być atrakcją, ale i promocją żużla. Widowiska GP wyobrażam sobie jakby ponad sezonowe, które pobudzają wyobraźnię i przyciągają coraz to możniejszych sponsorów, wszak kiedy rośnie kapitał można się rozwijać, jeśli jest mądre zarządzanie i wizja przyszłości. Takiej nie ma i kataryniarsko mówi się o organizacji GP w Australii albo w Rosji. Jakoś milczy się o ekspansji na Chiny, a wiadomo, że kiedy tamtejsi wezmą się do roboty za cokolwiek, jest rozruch i odźwięk światowy. Jakby obawiano się wjazdu do Państwa Środka i nie bardzo rozumiem zamykania się w obrębie Starego Kontynentu, z dominacją Polski. Mamy więc ciągle to samo, choć trwają w kuluarach non stop dywagacje na temat ekspansji GP w Wielki Świat. Na razie mamy Europę i muszę przyznać, że nawet w jej obrębie nie ma nowości, a zatem promocja i poszukiwanie atrakcyjnych rynków nie jest najważniejsza. Raczej utrzymywanie kasy na poziomie wypracowanym głównie przez polskich oferentów, którzy za wszelką cenę mają apetyty do organizacji turniejów GP.

Rządzący światowym vel europejskim żużlem jakby zastygli w parametrach technicznych i ważna jest miska pod zużyty olej, od przyciągania nowych fanów, posiania idei w miejscach, gdzie speedway może rozwinąć skrzydła. Jest zrutynizowany serial GP i  mamy Puchar Świata w drużynowej kategorii. Są kłopoty z organizacją półfinałów PŚ, bo zainteresowanie jest małe. Juniorzy będą teraz podobnie jak seniorzy prowadzeni przez serial GP. Marnie to widzę, ginie bowiem ten niespodziankowy jeden turniej. I powielanie starego.

Z zazdrością patrzę na Ligę Mistrzów i mecze poziomu Barcelony z londyńskim Arsenalem.Telewizyjny przekaz na cały świat, niebywałe zainteresowanie kibiców sportowych i nie tylko piłkarskich. Wówczas uprzytamniam sobie co jest z pucharem klubowym na żużlu. Padaka. Straszna. Nikt nie widzi sensu rozdmuchania tego typu rozgrywek.  Namawiam prezesa Unii Leszno Józefa Dworakowskiego do wyjątkowej inicjatywy, by zorganizować  czwórmecz mistrzów ligowych Anglii, Szwecji, Danii i Polski. Otwarcie sezonu? Może… Co roku na innym torze, może się coś nowego zacznie i będzie końcem rachitycznego klubowego pucharu jaki firmuje nieudolnie Europejska Unia Motocyklowa. Raz po raz walę w trąby o klubowym, europejskim pucharze, gdyż nie ukrywam, że po raz pierwszy na łamach Sportu pisałem o takiej inicjatywie bodaj w roku 1976. Mieliśmy wtedy licznych prominentów w łonie Międzynarodowej Federacji Motocyklowej. I co ? Ano nic. Pamiętacie taki żydowski dowcip? Kiedy zapytano Izaaka jakie ma marzenie… odparł jednym tchem: żeby zdechła koza sąsiada.

Co zrobi prezes drużynowych mistrzów Polski nie wiem, może inny/ Władysław Komarnicki/ podejmie inicjatywę za rok. Przekonuję do projektu z sensem i wiarą w sukces. Obecna oferta żużlowa jest mało agresywna; od lat piszę i mówię, że nie jest interaktywna i nie ma takiej federacji, która jest chętna do nowych projektów. Dlaczego? Speedway jest w regresie, a korzenie wiodą z Wysp Brytyjskich i nie ma takich, którzy przejęli by aktywność. NOWE jest cudownym wynalazkiem, które zmusza do jeszcze lepszych rozwiązań. Na razie cisza. Mamy samozadowolenie i tak sobie myślę, że kiedy rosyjska armada zawładnie serialem GP, może wtedy coś się ruszy w zastygłym towarzystwie robienia tego samego. Konkurencja jest katalizatorem postępu. A więc?

Kiedyś były cudowne finały światowe na starym londyńskim Wembley. Tam każdy wiraż miał inne parametry i ściganie było przednie. Coś przeszkadzało? Ironizuję trochę, oczywiście bezpieczeństwo jest lekarstwem na wypadki, jestem jednak zwolennikiem  fantazji oraz poszukiwania czegoś nowego, lepszego, oferowania atrakcji bez granic. Komuś wydaje się, że to, co jest, jest rajem dla kibiców, zawodników i niechaj trwa. Broń Boże! Dlatego czasami rżnięcie sprawia mi przyjemność, jak wyraził mistrz Słonimski.  Rżnięcie czego? Ano międzynarodowego towarzystwa żużlowego w stanie letargu.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s