Szybkość nie wybacza nikomu

Robertowi Kubicy i nie tylko…
dedykuję

Demony szybkości nie zwalniają ani na chwile, jakby szukały szczęścia w niebezpieczeństwie. Motocyklowe mistrzostwa świata, wyścigi samochodowe, żużlowe mijanki na granicy ryzyka. Szaleństwo prędkości jest znane nie od dziś i zmieniają się tylko parametry, otoczenie, ludzie. Kibice oglądają z zapartym tchem wszelkiego rodzaju wyścigi, są świadkami wypadków, tragicznych zdarzeń i nikt nie odchodzi od pasji, która gna przed siebie, każe wybierać coraz to nowe wyzwania. Bohaterowie imprez nie są zmęczeni, oni kochają adrenalinę i tłumy przyglądające się wyścigowym atrakcjom. Włoska gazeta Corriere dello Sport napisała, że “tylko prędkość oddala śmierć”. Zadumałem się mocno nad tym określeniem. Jak i nad wypadkiem Roberta Kubicy w rajdzie  amochodowym w malowniczej okolicy gór ale imprezie, która była tylko wyskokiem Polaka z testów i jazd F – 1 na hiszpańskim torze w barwach zespołu Renault. Czarny bolid Roberta Kubicy został przez team “skrojony” na miarę oczekiwań  lidera zespołu. I kiedy trwały jazdy Polak wyskoczył sobie na mało znaczący rajd i stało się nieszczęście. Skoda wypadła z trasy, wpadła na barierę ochronną, która przekroiła auto i ciężko raniła zawodnika, pilot wyszedł bez szwanku. Sportowy świat i nie tylko sportowy przecież, obiegła wiadomość o wypadku Roberta, polskiego asa samochodowej przygody, pierwszego Polaka, który w wyścigach F- 1 zabłysnął jako niezwykły fighter, któremu obce jest ryzyko i potrafi pojechać brawurowo, pięknie przyłożyć się na trasie, by przy dużej szybkości minąć rywala. Mijanki w F-1 są na wagę złota, wyścigi dzięki Polakowi nie zawsze były nudne. Uwielbiany przez Włochów, bo tam zaczynał od małego w gonitwach gokartowych, Robert wyrosł na zawodnika cenionego nie tylko za to, co robi na torze, lecz i za wiedzę, która pozwala doskonalić konstruktorom bolidy. Sympatyczny i z aspiracjami na mistrzowską koronę. Świat w 2007 roku zamarł z przerażenia, kiedy Polak w wyścigu o Grand Prix Kanady w Montrealu wyleciał jak kondor nad tor, koziołkował kilka razy na pełnej szybkości i uderzył w barierę. Cisza w takich przypadkach jest niesamowita, bolid stał, z przodu wystawały nogi zawodnika. Anioł a może Archanioł nie pozwolił za długo leczyć się Polakowi. Niebiosa okazały się szcześliwe. Bez obciążeń Robert Kubica zaczął ścigać się z rywalami. Tory F – 1 są znaczone wypadkami tragicznymi, szybkość i kruchość bolida nie wybaczają kierującemu brawury, drobnego błędu. Maciej Wisławski znakomity pilot rajdowy powiedział, że kiedy jedzie się z Robertem, to wyczuwa się idealne zespolenie człowieka z autem, jakby pojazd słuchał we wszystkim kierującego a ten nie używając hamulców, aksamitnie prowadząc samochód był zgraną parą.

Motorowy, samochodowy świat wciąga asów w swoje szranki, daje szanse wolności pasji i czasami okrutnie każe w najmniej oczekiwanych chwilach. Nie chcę przypominać słynnych wypadków, dramatów i tragedii. Kiedy Brazylijczyk Ayrton Senna na włoskiej ziemi w Bolonii / 1994/ tragicznie zakończył karierę posmutniał wtedy bardzo świat najszybszych bolidów. Odleciała w niebo niezwykła osobowość. Zdarzenie nie zahamowało jednak pozostałych w dalszym śrubowaniu prędkości, bo demony kochają świat dwóch i czterech kółek. Uwielbiają i nic nie jest w stanie powstrzymać ich przed  opętańczym gnaniem przed siebie, choć śmierć czyha na każdym zakręcie.

Makabryczne wypadki nie odstraszają, gwiazdy szukają dalej szczęścia i pędzą po życiowe korony.

Samochody, motocykle, narciarze w karkołomnych zjazdach, motorowodniacy. Ludzie połamani jak zapałki i kiedy zwykłemu śmiertelnikowi wydaje się, że to niemożliwe by wyjść z opresji bez szawanku, bohaterowie ponownie stają na starcie. I tak się hartują.

Żużlowcy są w tym świecie w czołówce, mają tragiczne kroniki i wypadki, które nie tylko są nieprawdopodobne, ale są opatrzone klauzulą “jechać dalej, zielone światło nadal się pali”.

Jednak wszystko ma swój kres i nie można igrać z “ogniem”. Sygnały z nieba są czasami nie do zresetowania.

Speedway ma swoje tragiczne dzieje i ma wypadki wpisane w życiorysy. Zawodnicy mają połamane niemal wszystko, spawają obojczyki, tracą przytomność i znów ją odzyskują by jechać na maksa po zwycięstwa. Są tacy, którzy mają szczęście i tacy, którym zabrakło odrobiny tego łutu i albo giną, albo resztę życia spędzają na wózkach. Samo życie. Godne podziwu w walce z losem, w pokonywaniu przeszkód klinicznych i rehabilitacyjnych. Twardziele nie do pokonania. Mężczyźni, którym tylko zły los może pokiereszować karierę. Kiedyś żużlowy świat modlił się o życie małego Erika Gundersena. Wymodlił, choć Duńczyk nie wrócił na tor. Ocalił wszak życie. Kiedy Tomasz Gollob jak torpeda na wrocławskim stadionie wyleciał poza tor, zamarły serca widzów. Obolały pojechał prędko na turniej GP, by zachować srebrny medal, bo złoty był już niemożliwy. Robert Kubica jest w świecie moto symbolem niezwykłej duszy, człowieka urodzonego do sportu, gdzie prędkość jest wyzwaniem nie do opanowania i kiedy dochodzi do wypadku w tym nieszczęściu, gdzieś jednak wyłania się rąbek nadziei na powroty do jazd szaleńczych. Znów. I znów. Zauroczenie z miłością.

“Tylko prędkość oddala śmierć” napisało Corriere dello Sport. Czasami okrutnie zrozumiała prawda, a czasami zalana oceanem łez.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s