Szaleństwa mają swoje końce

Światowe agencje donosiły wcześniej o społecznych niepokojach w turystycznej Tunezji. Biedni nie mogli wybaczyć bogactwa elitom rządzącym. Władza uciekła z kraju, ucichło, jednak problemy drzemią nadal nie tylko na pustyni. Nie minęło wiele czasu i zaczęła się poważniejsza awantura w Egipcie, w stołecznym Kairze niebezpiecznie kipi. Turyści uciekają z wygodnych miejsc, gdzie mogli oglądać rafy koralowe. Nie brakowało i Polaków, którzy ewaukowali się z państwa, gdzie eskalacja niebezpieczeństwa rosła z dnia na dzień.

Z jednej strony mamy cudowne miejsca wypoczynkowe, piramidy a z drugiej kairski kocioł uliczny z rannymi i zabitymi. Władza obrosła przez lata w synekury nie chce oddać tego, do czego się przyzwyczaiła, ale po drugiej stronie barykady ma naród, który domaga się przyzwoitości społecznej i sprawiedliwości w normalnym życiu. Jedni mają góry, drudzy doły. Musi nastąpić przełom i wygra na pewno ulica. Korespondenci obrazują dramatyczne sytuacje z Egiptu, a na sportowych stronach gazet, na portalach mieliśmy zamykanie zimowego okienka transferowego w futbolu. Wyścig o najlepszych trwał w najlepsze i właściciele wielkich klubów wykładali niebotyczną kasę. Zderzenie faktów z Afryki z futbolowymi transferami, które biły rekordy, zmuszały do głębokich refleksji.

Gdzie są granice, gdzie jest rozsądek i skąd takie wynaturzenia?

Oto hiszpański napastnik Fernando Torres z Liverpoolu przeszedł do Chelsea, jak podała hiszpańska Marca, za 58 milionów euro, co jest rekordem zimowego okienka transferowego. Klub Romana Abramowicza, londyńska Chelsea nie podała oficjalnie za ile piłkarz zmienił angielskie kluby, lecz rodzime media Torresa spekulują i wiedzą dużo.  Nie chcę drażnić czytelników innymi kwotami transferowymi, zarobkami w świecie sportu, niemal jak w show biznesie; utarło się już powszechnie, że w tenisie gaże są nieproporcjonalnie wielkie jak na małą piłeczkę, dalej ogromne transfery zarobki w piłce nożnej, koszykówce, siatkówce, hokeju na lodzie i tym podobniej. No a w golfie? Boli głowa i sprawa jest nie do uleczenia oraz zrozumienia nie tylko polskim emerytom… Nie żartujmy ze spraw, które mają przykre reperkusje wcześniej czy poźniej.

A jak jest w polskim żużlu, czy odbiega w ofercie zarobków od innych państw? Oczywiście, że odbiega, jakoś daje radę, mimo łatania dziur, odwlekania wypłat w czasie  sezonu. Do premiery zwykle musi być wszystko cacy i spec komisja wydaje licencje. Więc jest spinanie budżetu i gonienie zaległości. Czyszczenie. Startujemy. Jedziemy. Jakże często pod górę. Zaczynają się schody. Polska rzeczywistość płatnicza jest oryginalna mimo wstydliwych list dłużników. Polski żużel nie jest wyjątkowy w zaległościach płatniczych, inne sporty borykają się również z podobnym zwyczajem usankcjonowanym w polskich realiach finansowych. Jakoś się lepi, jakoś się udaje i kabaret funkcjonuje. Mamy wirtualne budżety, zestawianie nadziei z oczekiwaniami jest operacją żmudną ale jak pokazuje życie wychodzi na swoje klub z klubem, zawodnicy też, choć nie zawsze i nie wszyscy. Są lepsi i gorsi. Zagraniczni i polscy.

Sygnalizuję polski system zalegania z wypłatami. To może podrzędny problem, choć dla wielu jest nadrzędnym. Podkreślam w tym felietonie szaloną dysproporcję windowania transferowych operacji, które dla zwykłych śmiertelników są księżycowymi. Skąd ta kasa?

Właściciel londyńskiej Chelsea Roman Abramowicz jest paliwowym potentatem, mógłby kupić nie jeden polski żużlowy klub, rosyjski żyd imponuje zakupami i drużyną, która ma spełniać jego ambicje. Ropa naftowa jest źródłem niewyczerpanym, zawsze  będzie siłą napędową dla realizacji marzeń niewyobrażalnych. Co tam taki Fernando Torres, skuteczny napastnik, wzmocni ofensywę zespołu Abramowicza, który chce mieć korony w Anglii  oraz na europejskiej scenie. Kilkadziesiąt milionów euro za transfer porażają, wskazują na eskalację zjawiska w sporcie, które oderwane od życia budzi strach, rodzi pytanie co dalej… Kair płonie, ludzie w jednych majtkach pragną chleba, to syndrom czasów, kiedy jedni przelewają z bankowych kont krocie, a drudzy mają same zera.

Czy świat wariuje, czy spirala nakręcenia jednych rzeczy nie może być korelowana z realnym patrzeniem na codzienne życie?

Wszystko wymaga realizmu i normalności, choć nigdy jak to się mówi: syty nie zrozumie głodnego. Mnie chodzi o coś innego, o powstrzymanie eskalacji transferowych kwot, wirujących przerażająco niebezpiecznie. Mamy federacje, mamy związki nad klubami. Nikt nie jest jednak w stanie umówić się na normalność i spożytkować bezgranicznie głupio wydawane pieniądze na cele społecznie potrzebne. Nie ma porozumienia, podobnie jak z windowaniem stawek za przyznawanie turniejów Grand Prix na żużlu i wyszarpywanie sobie z ręki organizacji imprez za coraz większe pieniądze… “ bo ja muszę”. Obłęd.

Wielki gracz zarabia, najlepszy golfista świata jest multimiliarderem, bo trafia piłeczką do dołków cudownie, ktoś skacze jak ptak, pędzi bolidem jak szatan, inny jedzie na żużlu  niczym artysta, ktoś pływa jak zwinna ryba i biegnie jak gazela. Artyści sportu mają swoje, nie zazdrości się bożyszczom, chwali, stawia pomniki i buduje konta. Kibice uwielbiają mistrzów i wybaczają niemal wszystko. Jednak gdzieś poza nimi trwa wielka bitwa o nieobotyczną kasę i wydzieranie sobie asów za wszelką cenę.

Straszne, że cena nie gra roli… Torres świetnie strzela bramki, ale żeby to było w skali arcydzieła na miarę Michała Anioła ?

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s