Rozbijanie pamięci

Bywają sprawy bardzo delikatne, choć niektórym wydają się, że to codzienność. W Polsce istnieje bardzo duże parcie na dokumentowanie faktów, nie zawsze ukierunkowane właściwie. Niedawny problem, który poruszył światowe media z krzyżem na warszawskim Krakowskim Przedmieściu rozbujał dyskusje na polskim rynku do zenitu. Ostatecznie zakończył się tak jak powienien, choć czas trwania walk ideowo – politycznych targał namiętnościami Polek i Polaków do czerwoności i angażował służby porządkowe. Jesteśmy krajem w którym pomniki są wyznacznikiem historii i emocji natychmiastowych, pobudzanych politycznymi wyzwaniami. Ach, gdyby w ślad za pomysłem szło także duchowe uspokojenie i właściwe postępowaie godne bohaterów na cokołach, jednak różnie z tym  bywa w codziennej rzeczywistości. Często pomysły są lekiem na kompleksy, czasem okazją na wybicie się w tłumie i zaistnienie, no bo kiedy jeśli nie teraz. Polskie krajobrazy, tłumy i uwielbienie w danej chwili a potem kopanie  po kostkach. Nie ma średniej nastrojowej, amplituda emocji  jest nie do opanowania. Łzy szczęścia i nieszczęścia, uniesienia, uwielbienia, hołd idei, by momentalnie wjechać w buraki i zatracać coś, co jeszcze przed chwilą było piękne. Jesteśmy niesamowitym narodem, który potrafi zmobilizować się pod batutą Jerzego  Owsiaka, by w innych sprawach prostych i oczywistych dla świata niszczyć niemal świętości. Duma bywa fałszywa. A co to jest niezależność? Znakomita francuska aktorka Fanny Ardant, jedna z ikon europejskiego kina/ Sabrina, Wieczna Callas, Kobieta z sąsiedztwa, 8 kobiet, Byle do niedzieli/ powiedziała, iż niezależność ma swoją cenę, wymaga rezygnacji z bezpieczeństwa. Mówi, że podczas swego życia musisz wciąż podejmować decyzję: wolność czy bezpieczeństwo?

Moja inwokacja w tym felietonie dotyczy ogólnych, polskich spraw, jakże często niezrozumiałych dla innych nacji. Tacy jesteśmy, jacy jesteśmy. Czasami Kiepscy, czasami Nobliści. Zawsze jednak potrzebny jest rozsądek, umiar i zrozumienie przestrzeni duchowej, politycznej. Nie każdy ma wyobraźnię, kiedy działają emocje  wtedy słowa wyprzedzają przewrotnie myślenie.

Sport nie jest wolny od bohaterów godnych uwiecznienia. Mamy dla przykładu lekkoatletyczny Memoriał Janusza Kusocińskiego, jest bokserski Memoriał Feliksa Stamma. Speedway bije wszystkie sporty uwiecznianiem dramatów, tragedii, dlatego też memoriałałowych turniejów mamy bez liku. Jeśli czegoś jest w nadmiarze, ginie wielkość uwiecznienia faktów, postaci. Rozmywa się bohaterskość i wkrada zwyczajność. Memoriał Alfreda Smoczyka ma rangę na miarę Leszna, stadion imienia Wielkiego Alfreda, w Gorzowie jest Memoriał Edwarda Jancarza, tamże stadion nosi imię niezapomnianego żużlowca, który zginął tragicznie poza torem. Niebezpieczny żużel ma swoją kronikę martyrologii i jego historia znaczona jest turniejami Ku Pamięci.

W Rybniku, ongiś kopalni talentów, odżyły inspiracje nazwania stadionu imieniem Antoniego Woryny. Pomysł nie jest nowy, bo już kiedyś inicjowano takie próby, ale upadły, gdyż… No właśnie… Sprawa jest delikatna, bo Rybnik ma w dorobku nie tylko tego znakomitego zawodnika, ma kilku, którzy rozsławiali klub i miasto, ba Polskę! Urządzanie referendum w takich przypadkach nie ma sensu, jednych już nie ma, drudzy są, no cóż kuźnia rybnicka jest sławna i żużlowe kroniki zapisane są nazwiskami zawodników, którzy byli medalistami mistrzostw świata, reprezentowali Polskę. Kogo wybrać na sam szczyt? W takich przypadkach rola jest trudna i szalenie odpowiedzialna, gdyż nie można zrobić historycznie fałszywego kroku by nie zranić nikogo. Pośpiech jest często potem ganiony. Trudno i głupio wycofywać coś, co już zostało wykonane. A zatem warto poświęcić dużo czasu na zastanowienie się, przemyślenie dogłębne i wybranie decyzji akceptowanej przez większość. I w takich przypadkach nie może być mowy o insynuacjach, że ktoś kogoś nie szanuje, albo że nie chce tego czy tamtego wynieść na cokół. Lepiej się dłużej przespać z problemem, niż palnąć jak łysy o beton.

Co zrobią w Rybniku z nazwaniem stadionu przy ul. Gliwickiej trudno wyrokować, demokracja ma swoje prawa, zarazem niesie z sobą potężny bagaż odpowiedzialności za decyzję na kolejne lata. Sugeruję jednak, co czyniłem już wcześniej przy podobnej próbie, o słuszną konsultację, by nie zrobić czegoś, co mocno podzieli ludzi i będzie wlokło się latami w kulisowych dysputach. Wyzwoli zło…

Korzystając zaś z okazji, chciałbym zmobilizować rybniczan do powrotu z Memoriałem redaktora Jana Ciszewskiego, znakomitego komentatora radiowego i telewizyjnego, na stadion. Tamże takie turnieje były organizowane w silnej obsadzie. Jakoś wola upadła, a trzeba wiedzieć, że Jan Ciszewski na rybnickim stadionie zaczynał swoją wielką i sympatyczną karierę. Rybnik słynął kiedyś ze świetnej organizacji imprez z mistrzostwami świata włącznie i zbierał zasłużone międzynarodowe pochwały. Jaka dziś jest sytuacja rybnickiego żużla szkoda pisać… leży na łopatkach. W takim środowisku!  Bogatym i zarazem bardzo trudnym. Przykre to zjawisko upadku wielkości tradycji, co jest chyba bolesne dla całego polskiego żużla.

Jak widać w trudnych chwilach znajdują się hasła zastępcze, które jednak wcale nie oddalają zasadniczego problemu jaki niebezpiecznie drąży rybnicki klub, niemal legendarny, owiany sławą gwiazd i drużyną marzeń sprzed lat. Wczoraj było lepsze od dziś.

 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s