Pieniądze kupują czas

Jest takie powiedzenie, nie wiem czy amerykańskie czy angielskie. Nie ważne. Jest.

Co liczy się w karierze młodzieńca, który chce zrobić karierę? Praca, praca i jeszcze raz praca. Talent oczywiście. Rozważne decyzje. Jak mawiają przezorni, życie to umiejętność przewidywania. Nikt nie jest jednak jasnowidzem. Trzeba zatem iść prostą drogą. W sporcie, a jest w nim niestety bardzo dużo takich negatywnych przypadków, kiedy taleentem interesują się klubowi wychowawcy młodzieży pojawia się za plecami tata. Bardzo dobrze kiedy dba o interesy niedoświadczonego adepta, źle gdy zaczyna dyktować monstrualne żądania, które ewidentnie manierują młodego. Wyrasta w atmosferze roszczeń i w takiej sytuacji rwie się wątek pracy nad sobą. Gubi obrabianie talentu abu być dobrym, najlepszym. Kasa przysłania świat. Piszę o tym, gdyż żużel nie jest pozbawiony ojcowskich mecenasów, którzy widzą w tym osobisty interes. Pociecha jest materiałem do bogacenia się za wszelką cenę. Ile zostało zepsutych takich talentów?

Prezesi klubowi z jednej strony idą na takie układy i płacą, z drugiej zżymają się okrutnie  i negocjują warunki. Oczywiście świadkami takich manewrów są młodzi, którzy jakże często nie myślą o startach tylko o potrzebach materialnych i szpanowaniu w środowisku. Przykłady mistrzów mają inne życiorysy, inne drogi dochodzenia do majątków. Wpierw wyniki a potem inwestycje. Trudno czasem zrozumieć tym, którzy mamieni ofertami tracą sens zrobienia kariery ponad prowincjonalnej. Speedway jest sportem, w którym relacje ojciec – syn są nieodłącznym fragmentem istnienia. Dotyczy to zarówno spraw zawodniczych, jak i sędziowskich, rozmaitych funkcji organizacyjnych związanych z imprezami, turniejami. Mało jest takich sportów, gdzie rodzinne konotacje mają takie silne powiązania. Na pewno jest to przykład do badania socjologicznego. Podobnie jak i ożenki młodych, co już kiedyś poruszałem, a wydaje mi się, iż duże niebezpieczeństwo uprawiania żużla powoduje szybkie wiązanie się z kimś bliskim, by poczuć się w swojej rodzinie bezpiecznie. Mieć kogoś na  dobre i złe. Speedway jest nielicznym sportem, gdzie statystycznie mamy takie ożenki w młodym wieku. I rychłe zakładanie rodzin, również ciekawa sprawa dla socjologów.

Mamy także inne interesujące problemy w obrębie żużla, które wybijają go na czołówkę nietuzinkowego sportu, gdzie człowiek rozdaje karty nie zawsze w emocjach, acz w większości. Mamy przede wszystkim dramaty, które decydują o losie na całe życie, lub go niweczą okrutnie. Adrenalina powoduje zachowania niekontrolowane, toteż nie bardzo lubię kiedy reporter na goraco rozmawia po jakimś incydencie na torze z zawodnikiem i słowa lecą żywiołowo jak liście na silnym wietrze. Trzeba mieć bardzo silne nerwy, opanowanie by nie wypalić jak z armaty i mieć na sumieniu zdanie, zdania , które nie mieszczą się w normie. Piłkarze światowej elity rzucają “fuckami” bez ograniczeń, co rejestruje kamera telewizyjna. Powiedziałbym, że to jest normalka, podobnie jak plucie na murawę, co też wyłapuje sprytnie kamera, a raczej powinno się eliminować takie obrazy. A są sporty wolne od takich ujęć i wszystko wygląda po ludzku.

Obecny świat szuka sensacji na siłę, to co kiedyś nie mieściło się w wymiarze pisma, gazety, ich pozoimu, dziś w pogoni za czytelnikiem, słuchaczem, widzem jest prezentowane wielokrotnie. Krew, pot i łzy mamy w zasięgu oczu. Dotyka nas dramat, wciska się wszędzie. Tragedia i twarz wykrzywiona bólem, jest dla niektórych mediów pożywką potrzebną jak człowiekowi tlen. Czy faktycznie tak być musi? Kiedyś na początku mojej kariery dziennikarskiej miałem opozycję redakcyjną, która zazdrosna o popularność żużla, brutalnie wekslowała mnie stwierdzeniami, iż tak się dzieje, bo kibice są żądni krwi na torze, uwielbiają tylko wypadki etc. Wielu nadal tak myśli i nie mam na to wpływu, bo penetracja ludzkiego nieszczęścia jest obecna teraz niemal wszędzie. Na ekranie, na pierwszych stronach gazet. Podobnie, jak i seks musi być na zamówienie o każdej porze. Jest jednak ogromna różnica pomiędzy jednym a drugim, chyba wiecie gdzie leży przyjemność a nieprzyjemność. Żartów nie ma; krew, pot i łzy zarabiają na ekranach i szpaltach. Makabryczny wypadek publikowany jest dla podnoszenia oglądalności, nakładu, w pośpiechu nie analizuje się tych faktów. Odbiór jest dwuznaczny i wyciska piętno w nieopierzonych głowach. Ot, co.

Mamy przykłady z życia bulwersujące, bo oto dowiaduję się, że były sponsor Unii Tarnów, prezes Rafinerii Trzebinia stanie przed sądem razem jeszcze z trzema osobami. Zarzuty prokuratorskie są bardzo poważne i jest groźba 10 lat więzienia. Sąd  rozstrzygnie. Z jednej strony mamy klub, dwukrotne mistrzostwo Polski, sponsoring rafineryjny w świetle jupiterów i mocne nagłośnienie medialne. Z drugiej strony mamy potem zarzut pod adresem prezesa sponsora o inne sprawy. Kibice mają dylematy oceny moralnej a były prezes objeżdża Polskę z książką o Tomaszu Gollobie. Jest o czym rozmawiać i chyba warto. Milczenie nie jest złotem w takim przypadku. Mamy więc dyskusje zakulisowe; co jest wartością a co blichtrem, co się w życiu liczy a co podlega surowej naganie. Nie każde złoto jest złotem. Nie pieniądze a charaktery. O tym zresztą na wstępie napisałem w kontekście targowiska o talenty. Nie każda słodka chwila jest słodka a gorycz pojawia się w czasie trawienia. Wszystko ma swój czas. A on bywa niemiłosiernie cierpliwy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s