Niewiadoma jest niebezpiecznie piękna

Zanim poznamy nowe dni roku 2011, jeszcze upłynie trochę czasu. Nowy rok musi się rozkręcić, a my jeszcze tkwimy w starym, jeszcze jakby związani wspomnieniami, emocjami jesteśmy przy tych faktach, wydarzeniach, które zapadły nam w rożny sposób w pamięci. Jesteśmy w starych dniach a już bije dzwon noworoczny. Jakie będą ten owe dni, które powoli, acz systematycznie będą rozkręcać machinę następującego czasu? CZAS. Biegnie szybko i odkrywa dobre i złe strony życia. Od jakiegoś czasu, muszę to przyznać otwarcie wszem i wobec, nie lubię ostatniego dnia starego roku i pierwszego nowego. Perspektywa gniecie, a poza tym… z czego mam się cieszyć? Z tego, że jestem starszy? Moja psychika nie znosi granicznych dni, bo lepiej się witać niż żegnać. Przypomniał mi się taki dowcip, który mam nadzieję nie obrazi nikogo. Dlaczego pewien dżentelmen wstaje zawsze o piątej rano? Żeby się dłużej w tym dniu lenić…

JAKI BĘDZIE NOWY ROK na torach żużlowych? Dla polskiego sportu. Apetyty zostały podkręcone maksymalnie i szykuje się eskalacja oczekiwań. Nie lubię za bardzo wyśrubowanych ambicji i warto zawsze realnie patrzeć na codzienność.

Polska reprezentacja żużlowa przyzwyczaiła nas do złotych medali, do medali w ogóle, co jest zjawiskiem niebezpiecznie rutynowym. Wszystko wskazuje na to, że i w tym nowym roku polscy żużlowcy będą złotymi medalistami. Indywidualnie Tomasz Gollob spełnił swoje ambicje i wielu fanów, toteż nie tylko on ale i jego sympatycy chcieliby, żeby było kolejne złoto i kolekcjonowanie tytułów mistrzowskich świata. Trudna sztuka, bo speedway nie jest sportem pozbawionym ryzyka kontuzji, która nagle w uciekającym sezonie wyeliminowała z gry Emila Sajfutdinowa. Już wydawało się, że wraca na dobre do gry, lecz jeden moment z udziałem Golloba posłał sympatycznego Emila do kąta. Szkoda, bo na pewno walka w wykonaniu Sajfutdinowa byłaby barwna i podnosiła adrenalinę na każdym stadionie. Emil, rosyjska dusza podparta młodzieńczością jest przykładem nowej fali w sporcie, który zgnuśniał nie z powodu uczestników serialu Grand Prix, tylko z przyczyn zastygłej koncepcji rozgrywek zarządzających ludzi tym cyrkiem.

Czy Tomasz Gollob ma szanse na powtórkę wyczynu? Oczywiście. Potrafi  niemalwszystko, doskonały nie jest, bo takich ludzi przecież nie ma, choć kręcą się po świecie jak wiemy omnibusy z nosem w chmurach. Niektórzy mają daleko do tych chmur, nawet jak noszą buty na obcasach jak koturny.

Co będzie, to będzie… nowy rok odkryje karty na nowo, nawet te przykryte pod dywanem.

A polska młodzież? Duża siła, musi jednak być bardziej przygotowana na podium. Kiedy generalnie speedway dołuje, u nas nie brakuje nie tylko wiernych fanów, lecz również talentów. Tylko szlifować diamenty nadziei. Cierpliwie i nie dać poszaleć fantazji na boki.

SPEEDWAY jest obciążony mnogością imprez bez granic, sam serial Grand Prix wydłuża niemiłosiernie czas. Starty w ligach gdzie tylko się da i za ile się da, wykańczają niektórych skutecznie. Paranoja, nikt nad tym nie panuje z rozsądkiem. FIM? Ach, pilnują tam przede wszystkim obsad sędziowskich oraz obrad Jury. Ważniejsze są tłumiki i tasiemiec turniejowy SGP. Schemat działań żużlowych prominentów na forum FIM jest archaicznym sumowaniem wyjazdów na imprezy. Logistyka turniejowa musi być raczej klarowna i nie męcząca nawet najtwardszych zawodników. Bo nie ma siły i tam gdzie nie ma rutyny, jest przemożna ambicja i popędy niezmierzone, zmęczenie bywa bardzo groźne dla organizmu i o eliminację łatwo. Widowiska tracą potem aktorski sens, z placu boju zostają wykastrowani głowni bohaterowie i łamie się scenariusz emocji.

POLSKI KRAJOBRAZ. Na powierzchnię wyjeżdża coraz bardziej lodowa zabawa z Sanokiem w tle. Może nawet nie w tle. A rozruszał ten interes nie sztab ludzi, nie  Pezetmotowski Giekażet tylko Paweł Ruszkiewicz. Mozolnie wchodził straganami w ten sport, kulinariami, pamiątkami i opanował rynek od Vojens po Tarnów. Nie wsydził się sam podawać kiełbasę z rusztu i nie nie miał żadnych oporów by postawić na absolutnie niszową dyscyplinę: wyścigi na lodzie. Ba! Ten sport nie istniał w Polsce, bo próby na warszawskich Stegnach za sprawą Ryszarda Opary, mimo pokaźnego jego wkładu sponsorskiego, nie dały jednak prolongaty na kontynuację imprez. W Sanoku chwyciło i główny animator może mieć powody do satysfakcji. Takich przedsiębiorców potrzebuje każdy sport. Karkołomne wyścigi na lodzie mają więc już korzenie nad Sanem.

Czy frekwencja w nowym roku obniży się na polskich stadionach? Nie sądzę. Powinna utrzymać się na takim samym poziomie, gdyż nie liczę, że wzrośnie, bo raczej mamy status quo, a jedynie rozgrywki na najniższym poziomie mają niezadawalającą publiczność. Kibice doskonale wiedzą, gdzie i kiedy mają zobaczyć mecz, turniej. Polska widownia żużlowa jest wyjątkowa i nie ma równych od lat na europejskiej arenie. Światowej także.

Mamy na karku nowe dni, których nie znamy. Poznamy. Próg starego i nowego jest zawsze otoczony niepokojem niewiadomej, która nadejdzie. Nie sieję pesymizmu, podnoszę obiektywizm i realistyczne patrzenie na czas, który dla jednych jest nadzieją, dla drugich tradycją, dla innych hipnotycznym wyzwaniem ponad wszystko.

Czy to nie jest tajemniczo dzikopiękne?  Takie jak film “ Jedz, módl się, kochaj” z Julią Roberts i Javierem Bardemem. Historia uczy, że każdy może znaleźć nawet drobne szczęście. Tego życzę w roku 2011 każdemu.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s