Pod choinką cudny blask

Może nie trochę a dużo. Polski żużel leży tam jako duży prezent dla kibiców. Opakowany mistrzostwami świata i Europy. Wielgachny gift. Powoli trzeba odpakować… Wstążki, jodełki, bombki, dużo tego, powoli dojdziemy do środka.

Czym jest speedway dla ludzi? Dla kibiców, którzy nie widzą świata poza tym sportem? Od dawna myślę o tym na polskim gruncie, od lat w globalnej skali, bo żużel inny ma wymiar w Polsce, zupełnie inny poza, odmienny w Anglii dokąd przywędrował z Australii, sprowadzony przez Johnnie Hoskinsa, którego miałem okazję kiedyś poznać na starym Wembley w Londynie, dzięki ówczesnemu prezydentowi światowego żużla Władysławowi Pietrzakowi. To były dobre czasy dla tego stadionu, dziś istnieje w zupełnie innej szacie, w innej sytuacji leży angielski speedway. Leży. Wspomniany Hoskins sprawiał wrażenie człowieka wesołego i niezmiernie sympatycznego. Dzięki niemu na Starym Kontynencie trwa ekscytacja sportem, który u jednych wzbudza niebywałe podniecenie, a innych odstrasza agresją jazd w lewo. Polska jest frekwencyjnym fenomenem żużla, co wprowadza w ciągłe osłupienie Skandynawów, budzi szacunek Anglików, Czesi zazdroszczą, Włosi nie bardzo rozumieją takie zainteresowanie, Niemcy mają mieszane uczucia nie od dziś, Rosjanie czy Ukraińcy nie mogą mimo pierestojki przyciągnąć magnatów finansowych, inne nacje mają naszą ekscytację gdzieś tam, bo pielęgnują zupełnie inną filozofię uprawiania sportów. Amerykanie, którzy mają wszystko niemal inne niż my, raz po raz fundują pojedyńcze okazy mistrzów świata, wyluzowanych i roześmianych; bo nie tylko wynik jest dla nich ważny, lecz przede wszystkim radość wykonywania szaleńczych, motocyklowych figur na torach małych i dużych. A na Antypodach skąd przywędrował do Europy speedway mają dużej charyzmy Kangurów, oto Australijczycy wyraźnie zdystansowali Nowozelandczyków, choć nadal żywą legendą Kiwi pozostają Ivan Mauger z Barrym Briggsem. Niemal mityczni reprezentanci żużla, którzy kiedyś byli mistrzami świata a po zakończeniu kariery są aktywnymi ambasadorami tego sportu.

W tym konglomeracie historii, ekscytacji, sław, ścigania się ze szczytowymi emocjami zainteresowanie Skandynawów żużlem budzi u mnie głęboki szacunek, bo tacy Szwedzi kultywują przecież sporty zdrowia, które można uprawiać od lat 2 do 102, a mimo wszystko speedway jest dla ich emocją nie do zatarcia, utrwaloną nie tak dawno sześcioma tytułami mistrza świata przez Toniego Rickardssona. Prawdziwa historia na ekran filmowy. A Duńczycy? Co zrobili w tym sporcie dzięki Ole Olsenowi wzbudza respekt i zwala na kolana każdego. Uff. Ale się rozciągnąłem w tym kawałku od Kalifornii po Ural. Kiedy nie tak dawno byłem w USA rozmowy tam na temat speedway’a przypominały mi rozmowy z pewną góralką na temat Roberta de Niro. – A był on na Gubałówce, jak nie był, to jaki on tam Niro…

No dobrze, na Times Square w Nowym Jorku płonie choinka, w Watykanie strzela w niebo jodła a pod nią  wcale nie licha stajenka, Warszawa dziś jest rozświetlona na miarę  super tanecznego walca, Kraków ma swoje wawelskie tradycje. Piła miała ongiś turnieje mikołajkowe a dziś ma tylko wspomnienia po białych jazdach w świątecznych czapach. Boże Narodzenie przywołuje wspomnienia więc jak nie sięgnąć do pamięci tegorocznej, która daje nam satysfakcję z jazd polskich żużlowców. Oto we włoskim Terenzano Tomasz Gollob  sięgnął po tytuł mistrza świata, nareszcie! Został przez Międzynarodową Federację Motocyklową wybrany jako osobowość roku w sportach motocyklowych, a myślę , że nie tylko w tym gatunku sportów jest wybitną postacią, bo reprezentuje od wielu lat światowy poziom, doskonalony i utrwalany, uwielbiany przez kibiców nie tylko w Polsce. Mimo, że to jego pierwszy, indywidualny tytuł mistrza świata, fachowcy doskonale wiedzą, iż Tomasz Gollob jest kompletnym zawodnikiem, żużlowcem, przed którym chylą czoła starzy i młodzi. I chyba mu nikt nie zazdrości, tak mi się wydaje, co jest chyba ewenementem na ludzkim padole. Budowanie autorytetu trwa krócej lub dłużej i jest to inwestycja na zawsze. Tomasz Gollob poza innymi inwestycjmi życiowymi taką również poczynił. Autorytet niekwestionowany od Ipswich po Gorzów.

Polak został indywidualnym mistrzem świata, a zespołowo pod wodzą kapitana Tomasza Golloba polska drużyna w duńskiej jaskini lwa na torze Vojens została znów mistrzem świata i tym wspaniałym laurem podkreśliła swoją wartość i markę.

Takie oto prezenty mamy pod tegoroczną choinką i cieszą one serca niezmiernie. Czyż nie tak? Jeszcze mamy mistrza Europy Sebastiana Ułamka i młodzież  niezwykle utalentowaną, która staje na podium i będzie stawać. Przyszłość budzi w nas dumę i rodzi pytanie zarazem, czy mamy w zanadrzu talent na miarę osobowości sportowej Tomasza Golloba? Mamy?

Odpakowany prezent jest paką piękną w historii polskiego żużla a wywalczony dar jest cenny i bardzo mobilizuje wszystkich. Tak?

Hej kolęda, hej! Dobre szuka lepszego.

Wigilijne wspomnienia w kręgu sportu żużlowego mają urodę opowieści, która  dźwięczy w uszach jak każde polskie podium i zagrany z tej okazji narodowy hymn.  Mazurek Dąbrowskiego brzmi jak najlepsza kolęda w blasku choinki z tytułami mistrzów świata. A te cudne bombki? Po prostu czad! Jak wyczytałem niedawno:  Jak ktoś chce, to szuka sposobu. Jak nie chce, szuka powodu.

Jeszcze Polska, jeszcze żużel i choinki blask. Hej!

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s