Wyspy bez gwiazd

Brytyjskie, oczywiście… Przeglądam historię mistrzostw świata, indywidualnych finałów, drużynowych, par. Docieram do nazwisk, które były bardzo mocnym potwierdzeniem, że speedway jest bajeczny, finezyjny i bardzo charyzmatyczny. Nazwiska brytyjskie, tamtejsza liga była poligonem dla wielu zawodników, którzy jeśli tam przyjeżdżali, kształcili swoje talenty w doborowym towarzystwie. Dostać się na listę startujących nie było łatwo, ponieważ tamtejsi zawodnicy byłi  na tyle mocni, że nie ustępowali miejsca. Z Polski startowali najlepsi w liczbie palców jednej ręki, którzy musieli spinać się na maksa, by utrzymać się w elicie i nie wrócić do kraju bez niczego. Funt miał swoją wartość w stosunku do naszej waluty, mecze były organizowane w stylu, który zapadał w pamięci na zawsze. Wieczorna pora, światła, trybuny z barami, atrakcje dla kibiców, nie tak jak u nas… Speedway  na Wyspach Brytyjskich nie był w czołówce sportów, futbol poza dyskusją, krykiet, golf, inne sporty, które przebijały wielokrotnie popularność polskiego żużla i tłumy na stadionach. Królewskie Wembley w Londynie ze światowymi finałami było porównywalne frekwencją z naszymi finałami na Stadionie Śląskim, niezwykle ekspresyjne turnieje chwytające za serce w dramaturgii. Wembley przez długie lata było Mekką żużlowego świata i tam organizowano finały, cudowny stadion z charakterystycznymi wieżyczkami budził sentyment i zachwyt. Po przebudowie londyńskiego stadionu, dziś nie ma tam żużla, jest tylko wspomnienie wspaniałych turniejów i halowe Millennium w Cardiff nie zastępuje tamtej atmosfery, choć organizatorzy bardzo się starają i robią wszystko aby nawiązać do tradycji. Udaje się to tylko połowicznie, Wembley zasiadało 80 – 90 tysięcy fanów. Millennium  Stadium nie jest tak duży jak londyńska Mekka, to jeden problem, drugim jest regres brytyjskiego żużla i brak gwiazd na tamtejszym rynku. Z jednej strony Brytyjczycy nie mają asów na miarę Petera Cravena, braci Collinsów z Peterem na czele, Malcolma Simmonsa, Dave Jessupa, Johna Louisa, Michaela Lee, Johna Davisa, Chrisa Mortona, Kenny Cartera, Marvyna Coxa, Jeremy Doncastera, Simona Wigga, Kelvina Tatuma, Marka Lorama, Gary Havelocka… z drugiej zainteresowanie już nie takie, wyparte przez inne sporty. Toteż dziś nie ma wielkich gwiazd na brytyjskim rynku, zatrudnienie znajdują zawodnicy średniej klasy, liga nie jest takim poligonem z którego drogi wiodą na szczyty mistrzostw świata. Startują, bo startują… Nie ma już takiej ekscytacji rozgrywkami, zapełnienie wspomnianej hali w Cardiff okupione jest ciężką pracą organizatorów od turnieju do turnieju, bo ledwo kończy się jeden już następnego dnia ukazują się inseraty w „Speedway Star“ reklamujące kolejne widowisko. Halowy turniej ma specyfikę inną od zawodów na otwartym stadionie. Kryzys angielskiego żużla, nowozelandzkiego, amerykańskiego odbija się na poziomie ligi, co skutkuje spadkiem frekwencji, zanikiem popularności najlepszej ligi świata, bo za taką ją uważam. Mówi się, iż polska liga zastępuje brytyjską, mam odmienne zdanie choćby w samej organizacji meczów, turniejów, porze dnia etc. To, że startuje elita w naszej lidze jeszcze o niczym nie świadczy, gdyż fakt uczestnictwa np. gwiazd na przyjęciu towarzyskim nie dowodzi udanej imprezy. Liczy się atmosfera i… oczywiście nie wszystko jest u nas „ be“, wcale nie, jest jednak inna „inność“ od brytyjskiego ducha, tak to określę, podczas imprez żużlowych od Glasgow po King‘s Lynn. Wpływ na spadek popularności brytyjskiego żużla wiąże się także z kryzysem innych nacji, nie tylko tych o których wspomniałem powyżej; nie ma charyzmatycznej gwiazdy w Niemczech, Włosi to beznadziejna sytuacja, Czesi jeżdżą w kratkę. Obudzili się na szczęście Rosjanie, cicho w Finlandii.

Jest jeszcze jeden poważny problem obniżenia poziomu ligowych rozgrywek na Wyspach, otóż windowanie płac w polskiej lidze powoduje ogromne ciśnienie na starty u nas a kluby nadal wyszukują byle kogo, byle był… Niezrozumiała sytuacja „ speców“ od żużlowego rozeznania na rynku międzynarodowym. Eskalacja stawek w polskiej lidze nadal trwa, mimo dużego lamentu o kłopotach finansowych. Prezesi konstruują budżety wirtualne w oparciu o małe kwoty dziś, licząc, że jakoś to będzie i wraz z rozkręcaniem się sezonu sponsorzy zlecą się na stadion. Niestety praktyka nie zdaje egzaminu, choć ćwiczona nie od dziś dawała kiedyś efekty przetrwania do końca sezonu. Inne czasy dziś, inne były wczoraj. Płaci się horrendalne gaże gwiazdorom, innym zostaje pytanie „ kiedy będą uregulowane zaległości“, mimo obostrzeń licencyjnych. Polska praktyka wypłat jest znana już na dobre i zawsze skutkuje protest w obliczu ważnego meczu. Panowie, jeżeli nie mam na tyle, to wyskakuję ze skarpetek.

Lecę jednak na Wyspy, które mimo wszystko są kolebką żużla, co oczywiście nie oznacza, że musi być tam cudownie i kryzysy nie mają miejsca. Mają i skutkują.

Osią każdego widowiska są gwiazdy, ich pozycja, jazda i uroda wyścigów. Dziś wybiera się ten rynek, gdzie lepiej płacą, liczy się wygoda i podnoszenie umiejętności odchodzi na plan dalszy. Patriotyzm? Jest w sercu, zaś istotą jest kasa na koncie. Nie chciałbym aby mieć przekonanie, iż polska żużlowa racja stanu leży u przyczyn regresu brytyjskiego speedway’a, choć na pewno jest jednym z powodów. No cóż, Brytyjczycy nie mają swojego asa, bo Chris Harris/ może Tai Woffinden?/ raczej nie zawojuje świata, co robili z hukiem jego protoplaści, z Peterem Collinsem na szczycie.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s