Jubilat bez ograniczeń

Czas szybko leci, szaleńczo, jak go zatrzymać nie wie nikt i czym bardziej jest się starszym, tym bardziej gna. Kiedyś napisałem tekst piosenki, jej początek był taki: „Życie leci jak jaskółka, raz na lewo, raz na prawo

Zawsze robi jakieś kółka, no i wraca pod sam dach“…

Niedawno byłem w Nowym Jorku i w jednym lokalu zobaczyłem taki napis: „Where bread is only the beginning“, co mniej więcej można skwitować, gdzie chleb jest tylko zaczynem, początkiem. Ładne.

Jadę w pociągu do Warszawy i w przedziale gość czyta gazety, zagląda i do Tygodnika Żużlowego. Przyjemne. Mam znajomych w stolicy, którzy raz po raz jeśli chcą mieć TŻ szybko, zanim dojdzie pocztą pędzą na Dworzec Centralny i tam kupują pismo, w którym znajdują materiały ich interesujące, mają taki zaczyn żużla. Robią tak systematycznie obojętnie czy trwa  sezon, czy jest już po nim. Satysfakcjonujące. Prawda?

Jakby było mało… w samolocie ze stolicy do Gdańska obok mnie pasażer wyciąga z płaszcza Tygodnik Żużlowy i czyta. Przyjemnie się robi.

Ile lat oglądam takie obrazki? Dużo lat. Różne sceny związane z TŻ w rozmaitych miejscach i przestrzeni.

Dziewczyna kiedy ma 20 lat jest dojrzała, młodzieniec wybujały gdy obchodzi 20. urodziny. Dwadzieścia świeczek na torcie i piękna róża w środku. Chce się jeść. Smakuje. Zostawmy jednak rozkoszowanie.

TYGODNIK ŻUŻLOWY kończy 20 lat, które przeleciały jak z bicza trzasnąć. Trzaskało, oj trzaskało nie raz. Redaktor naczelny pisma ADAM ZAJĄC trzyma się dziarsko i wcale mu nie przeszkadza, że nie tak dawno został dziadkiem, wnuk raduje go bardzo. Pismo przechodziło różne liftingi i zmieniało się na „ twarzy“. Doroślało, dojrzewało i dziś jest już krzepkie. Nadal jedyne na rynku i jak usłyszałem na Gali Żużlowej w Zielonej Górze na początku tego roku „ to taka nasza żużlowa Gazeta Wyborcza“ powiedział jeden z gości tej imprezy. Sympatyczne, bardzo.

TŻ jest jedyny, choć konkurencja rodziła różne projekty, raz na lewo, raz na prawo. Adam Zając and company wytrwał, choć nie bez migotania serca, bo przecież licho nie śpi. Wytrwał wcale nie chowając się jak przysłowiowy zając pod miedzą. Nic tak nie mobilizuje jak wierność Szanownych Czytelników, którzy obojętnie na wszystkie przeciwności trwają na posterunkach czytelniczych i jak wspomniałem są z pismem niemal na zawsze. Niemal, bo nie ograniczamy żadnej woli. Wola jednak jest wyczuwalna i ona bardzo cieszy i rodzi odpowiedzialność za słowo, informacje, teksty, zdjęcia etc. Czytelnicy są bardzo wrażliwi na wszystko, dlatego też statek pod banderą TŻ i wodzą kapitana Adama Zająca płynie po żużlowym oceanie omijając rafy, stara się nie wpadać na mielizny, choć nie jest to łatwe i wymaga czujności niebylejakiej.

Pismo od 20 lat towarzyszy wszystkim wydarzeniom na polskiej i zagranicznej scenie żużlowej, relacjonuje, pokazuje. Polemizuje z tym, co psuje sport tak kochany przez polskich kibiców. Mamy „Skarby Kibica“ edytowane na okoliczności nowego sezonu, mistrzostw świata. Ulubione suplementy z dossier dla fanów, co potrzebne w trakcie sezonu by mieć kompedium wiedzy. Redakcja lubi „skarby“ i fani sportu żużlowego lubią te wydania, które mają trwałość nie tylko jednego sezonu, kibice potem porównują, zbierają dane i mają swoisty zbiór w sportowej biblioteczce.

Nadredaktor Adam Zając z rodzinnym teamem oraz dużą rzeszą wielbicieli tworzy instytucję, która jest potrzebna środowisku. Oczywiście nie myli się ten, kto nic nie robi, toteż zdajemy sobie sprawę z różnych, jak to bywa w życiu, niedoskonałości.

Dwadzieścia lat, szmat czasu. Plebiscyty i bale do białego rana. Tygodnik na dobre i złe. Doczekaliśmy złotych czasów polskiego żużla, mistrza świata znów i mistrzów świata drużynowo. Przyjemnie być dziennikarskim przekazem takich wzruszających chwil, oby one trwały i trwały. Redakcja w Lesznie i mistrzem Polski Unia Leszno, miasto znaczone organizacją turnieju Grand Prix, z symboliką Alfreda Smoczyka. Pytano mnie nie raz i nie trzy, gdzie redakcja. W Lesznie, nie w stolicy?.. Nie. Okazuje się, że można poza robić pismo branżowe, hobbystyczne i spełniające potrzeby kibiców speedway’a. Jaka jest recepta? Normalna, popracować. Dać szansę współpracownikom, młodym adeptom, którzy wchodzą na arenę i doskonalą warsztat reporterski. Produkt co tydzień dociera do kibiców, zawodników, przeglądają zagraniczni i zbierają do archiwum. Tak jest już tyle lat, że niektórym siwieją włosy. Wspomniałem powyżej swój tekst i ponownie wyrywam z niego:

„ Te obrazy są jak bajka, niechaj granie wiecznie trwa

Byle zawsze, byle głośno, nie zatrzyma czasu nikt“…

Tygodnik Żużlowy dociera na wszystkie kontynenty, bo sympatycy żużla są rozrzuceni po świecie; polskie rodowody i sympatie do pisma, bo jak twierdzą np. w Australii można dowiedzieć się co w rodzinnym kraju, jak jeździ liga, co w trawie piszczy od Gdańska po Rzeszów, od Gorzowa po Lublin… Co robi Tomasz Gollob i jakie są przygotowania do sezonu.

TŻ jest na życzenie Czytelników, szanowanych adoratorów co tydzień. Świadomość wierności zobowiązuje i mobilizuje, tak było zawsze i tak będzie. Parafrazując wspomniane w tym felietonie okolicznościowym zdanie z nowojorskiego lokalu… odnoszę to do redakcji, do pisma… „Where speedway is only the beginning“. W Lesznie tworzy się wiele a wszystko dla dobra sportu, żużla. Takie jest przesłanie od 20 lat. Nie zawsze było łatwo, uwierzcie. A przeleciało jak wicher, jak najszybsze okrążenie toru.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s