Bogactwo jest biedne

Dziwny tytuł? Może, zaraz będę drążył ten temat. Przyznam, iż robiłem to już kilka razy ale na patologię nie ma rady. Bogactwo jest biedne.

Polska jest zagłębiem żużlowym, miejscem, gdzie speedway nieustannie jest na topie io jego karnawał od Odry do Buga, od Bałtyku do Tatr trwa niezmiennie i zaciemnia bardzo skutecznie ocenę prawdziwą tego sportu w wymierze światowym. Prawda nie jest lubiana, prawdę trudno zrozumieć niektórym, kole w oczy, uwiera wszędzie, jednak jest i  jej trwanie nie zakończy się tak szybko.

PRAWDA PIERWSZA. Mało mnie cieszy, że aż czterech polskich zawodników pojedzie w serialu Grand Prix, na szesnastu startujących, a jeszcze w trzech polskich turniejach dojedzie jedna „dzika karta“, czyli pięciu. Kontynuję podjęty już wcześniej temat, niedawno sygnalizowany przeze mnie pt. Dominatorzy. Jeśli tak jest, zatem rodzi się pytanie czy tacy jesteśmy dobrzy, czy konkurenci słabi. Proszę się więc jesiennie zastanowić. W ciszy i spokoju. Prawda będzie bolesna. Lepiej być dobrym wśród najlepszych, niż najlepszym wśród słabszych. Oblatuje mnie widmo jeszcze większej liczby polskich zawodników i podium okupowane przez biało- czerwonych. Sarkazm? Nie. Wolałbym silniejszą konkurencję, jazdy na maksa i wygrywanie bez dominacji. Po prostu. Nie kpię, obawiam się supremacji w przeciętności.

PRAWDA DRUGA. Zbigniew Rozkrut na tych łamach niedawno rozbroił temat deptania po piętach i robienie kuku. Europejska Unia Motocyklowa tak robi pure nonsensownie Międzynarodowej Federacji Motocyklowej. Polski przedstawiciel tamże, tzn. w UEM, Piotr Szymański, szef polskiego żużla nie będzie tej federacji nikomu niepotrzebnej przewodził na szczęście, ale chyba ktoś inny, Niemiec Frank Ziegler. Brawo, lepszy Niemiec od Polaka, a jeszcze nie tak dawno był tam wice, Andrzej Grodzki, widocznie jednak nie zadbano o Szymańskiego, bo miał pewnie odmienne zdanie niż wice i lepszy ktoś inny od rodaka. Fatalna dyplomacja w wykonaniu Polskiego Związku Motorowego, jasno sugerująca, że lojalność jest przez prezesa PZM rozumiana opacznie, bezpardonowo w swoją stronę. Zbigniew Rozkrut rozdrapuje rany w bezprestiżowej  UEM, wcześniej pisalem o tym nie raz, że deptanie tej grupy po piętach FIM jest śmieszne, Rozkrut pisze o żenadzie. Lekko mówiąc, bo zasługuje ten problem na jeszcze mocniejsze słowa a najlepiej na fuzję UEM z FIM, nie wspominając o jeszcze lepszym rozwiązaniu czyli likwidacji sztucznej organizacji naprawdę osłabiającej rangę już i tak mocno nadwątlonej kryzysem dyscypliny.

PRAWDA TRZECIA. Polski rynek szkoleniowy, beznadziejnie slaby, mój kolega twierdzi, że tego rynku wcale nie ma. Prezesi mają swoisty ból głowy kogo wziąć z łapanki do klubu. Kto ma szkolić młodzież, bo z seniorami robota jest inna, coach też potrzebny jak na lekarstwo. Marek Cieślak, reprezentacyjny szkoleniowiec nie ma konkurentów, ma sukcesy, samotny żagiel płynie bez obaw dalej i dalej… Przyszły sezon

Potwierdzi supremację na gorzowskim torze polskiego drużynowego złota, tak to widzę i ugruntuje Cieślaka w fotelu narodowego zdobywcy skalpów nie tylko na „kangurach“. Cieszmy się zatem okrutnie. Drużynowych turniejów o mistrzostwo świata nie bardzo kto chce organizować, bo to strata nie tylko pieniędzy. Polska bierze wszystko i ratuje rozgrywki, niektórzy mówią mi, że u nas jest ciągle niedosyt na imprezy tego typu, dlatego taka chęć robienia sobie dobrze i wzajemnie na swoim torze. Wcale nie śmieszne, Eldorado trwa. Paranoją jest fakt, że organizujemy prestiżowe imprezy ale haracz płacimy bez specjalnych upustów i nie stać nikogo by powiedzieć zleceniodawcom po męsku, że urządzamy igrzyska, lecz to my najwięcej musimy z tego mieć. Powinniśmy mieć ale nie mamy, zarządzają nami, polską spółką żużlową inni, lepszy Szwed, lepszy Niemiec. Gdzie Polak, który naharuje się i traktowany jest w tym interesie jak robotnik niewykwalifikowany.Ceńmy się wreszcie i zróbmy rewoltę na miarę prawdziwych  mężczyzn. Prawda leży na półce i rży ze śmiechu, choć dla mnie to raczej żałosna sprawa. Wspomniałem jednak wcześniej o szkoleniu i braku konkurencji. Czesi dopytują się o polskiego szkoleniowca, instruktora, nie znajdują, nasi nie kwapią się na saksy, bo mają bananowe życie u nas, chyba, że ktoś wysypie się na drodze radnego i wyjdzie żyto zamiast pszenicy. Kurs na trenera musi mieć kandytów z maturą, niektórzy nie mają, plasuje to polski speedway nisko, choć pieniędzy nie brakuje jak widać po budżetach. Płacz i lament jest iluzją od lat. Prezesi jednak windują stawki najlepszym i nie są w stanie stworzyć jednolitego frontu obrony kas klubowych przed zawłaszczaniem dóbr żużlowego sejfu, który niby pusty a ciągle wysypuje się z niego kwoty niebotyczne dla gwiazd i gwiazdeczek. Bo polski żużel jest przewrotny i w maraźmie europejskiego istnienia tego sportu kwitnie jak palma na pustyni. Co robić?

Struktury Pezetmotowskie powinny widzieć problem i myśleć o szkoleniu… nowych szkoleniowców, by podnosić poprzeczkę, a nie deptać po niej i doprowadzać do takiej sytuacji, że lepszy rydz niż nic. Sądzę, że problem leży w strefie europejskiej, w wymiarze makro, a może Europejska Unia Motocyklowa powinna przejąć takie funkcję szkoleniowe, organizacyjne etc. zamiast babrać się w urządzaniu igrzysk irytujących kluby. Oglądalność imprez jest słaba, więc po co takie numery?!

Prawd o żużlu jest kilka. Kolą w oczy, choć nie wszystkie. Król jest nagi, bogactwo bywa biedne, igrzyska trwają, niektórzy z klapkami na oczach udają, że wszystko jest cacy.

 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s