Gollob jeździ po polsku

Krakowski bard Andrzej Sikorowski śpiewa z córką uczuciową piosenkę, urodzinową w której jest wiele prawd, dziękuje, że nie urodził się pod wulkanem a tam, gdzie dzieci są roześmiane, gdzie można jeść, pić i kochać… I jeszcze inne rzeczy robić jak to w Polsce.

Będzie trochę w tym tekście cytatów, przypomnień, taki czas jesienny. I takie zakończenie sezonu. Wspaniałe. Proszę mi przypomnieć, która dyscyplina sportu ma takie sukcesy w sezonie jaki ma teraz polski żużel. Absolutny rekord świata, same medale i juniorzy i seniorzy “koszą” równo i zasługują na uznanie “noblowskie”. Oczywiście ten najcenniejszy wywalczył Tomasz Gollob, symboliczny zawodnik tego sportu w wymiarze światowym, sportowiec hartu ducha niebywałego i wieńczący życiową harówę medalem, którego odnoszę takie wrażenie nikt z rywali mu nie zazdrości. Dziwne? Otóż nie! Obserwuję środowisko bacznie, wzruszające były wypowiedzi mistrzów żużlowych we włoskim Terenzano, gdzie Tomasz Gollob zapewnił sobie tytuł mistrza świata, serdeczny hołd maestro złożyli tacy artyści torów jak Jason Crump, Greg Hancock czy Nicki Pedersen, byli mistrzowie świata nie kryli słów uznania i z sercem wyrażali swoje uznanie dla nowego mistrza. Ba, nowego… Środowisko bez hipokryzji jest zdania, że ten tytuł należał się Polakowi jak nikomu innemu i wprawdzie nie lubię tego określenia za całokształt ale ten sukces wieńczy niejako jego upartą i bogatą karierę, powiedziałbym bardzo “rozczochraną”, obfitującą w sportowe zawirowania w dobrym tego słowa znaczeniu. Nie mam zamiaru pisać panegiryku, ani mi się śni. Przypominam sobie pierwsze starty Tomasza Golloba i przejście z motocyklowych tras na żużlowe tory. Pierwsze starty zwiasujące talent i nadzieje dla polskiego żużla. Rogata dusza zapowiadała, tak jak wspomina jego mama Czesława Gollob “będę miscem”. Kto mógł przewidzieć, że to potrwa tak długo? Że tyle lat, bo aż 37 będziemy czekali na kolejne polskie złoto w singlu i Jerzy Szczakiel będzie miał złotego następcę. Ale jakiego! Kompletnie żużlowo wykształconego, spełnionego i nie jest ważne czy Gollob ma jeden tytuł w jeździe solowej czy więcej i tak potrafi ogromnie dużo i nie ma bojaźni w walce czy to mistrzostw świata, czy w ligowych potyczkach gdzie nie zawsze uprawia się żużel fair.

Znakomity muzykolog Bogusław Kaczyński, który o muzyce poważnej mówi treściwie I pięknie a niedawno wydał album/ rocznica 200 – lecia urodzin/ o Fryderyku Chopinie, nie skrywa swojej opinii, że to najsławniejszy Polak w historii. Otóż rozwiewa na naszą korzyść wątpliwości, o tym, że Francuzi chcą mieć go w swoim Panteonie; ojciec był wszak Francuzem, lecz matka Polką. Twierdzi mistrz słowa i muzycznej historii, że wystarczy posłuchać dzieł mistrza Fryderyka albo wczytać się w nuty by przekonać się jak brzmi po polsku muzyka Chopina, jak bije gorąco polskością na całym świecie od bieguna do bieguna.

Odnoszę te słowa do jazd i charakteru Tomasza Golloba, do jego bitności, charyzmy i fantazji od małego “Diabełka” by wjechać na podium i wygrać tam, gdzie na ogół wydaje się to niemożliwe.

Nie raz, ani dwa pisałem o dynamicznym stylu jazdy Tomasza Golloba, o jego widowiskowości i o tym jak jak przebijał się 20 lat temu do elity rządzącej na torach Europy. Jeździł z ojcem Władysławem i starszym bratem Jackiem, zwracali na siebie uwagę odmiennością bycia, niesłychaną ambicją w dążeniu do celu. Nie było łatwo, nie wszyscy poznawali się na walorach tej familli, a patronujący Polski Związek Motorowy nie zawsze ułatwiał wojaże, zazdroszczono, że chcą być razem wszędzie. No ale kropla drąży skałę i pomnażane sukcesy ozdabiały szyld PZM, przyjemnie było więc być klakierem w obliczu podium i robić sobie zdjęcia ze zwycięzcą. Tak jest po dziś, lecz historia chłopca z bydgoskiego Londynka zasługuje na pewno na scenariusz pisany prawą ręką, choć na żużlu jeździ się tylko w lewo i bez hamulców.

Chopin żużlowych torów?! A może tak z grubej rury i bez obciachu! Bez hamulców do końca…

Mama Tomasza Golloba jest tak dumna z syna, podobnie ojciec Władysław, znany z ciętego języka i radykalnych osądów, po których niektórzy prominentni działacze muszą się czegoś napić albo zażyć.

Tomasz Gollob jest dojrzałym zawodnikiem, sportowcem umiejętnie wykorzystującym kapitał swojej kariery. W przyszłym roku będzie miał 40 lat i odczuwał presję na odebranie mu tytułu przez młodszych, spragnionych laurów, co jest normalną koleją losów. A co daje los? Bywa przewrotny jak beczka.

Mistrz świata zapisał piękne karty światowego żużla, bez niego ten sport byłby uboższy tak, jak świat bez Chopina. Za Gollobem od początku jeździła potężna grupa kibiców i ozdabiała stadiony na biało – czerwono. Było ludycznie i patriotycznie, wartość niebagatelna w atmosferze, wzruszające chwile czy to angielski tumult, lub skandynawskie wspomaganie, albo polski jazgot w wydaniu niezapomnianym przez dni i noce. Ach pięknie i do wspominania. Na zawsze i wszędzie.

Polskie jazdy Tomasza Golloba są zapisem jego charakteru, jego karkołomne pościgi i wjazdy, fantazyjne sprinty pod bandą i nieziemskie “ nożyce”. Cudnie, niebanalnie i z polską kawaleryjską odwagą, szwoleżerką na ostro po kredzie i po bandzie. I karambolowo za bandą; niebieskie światła i sygnał ambulansu, kliniczne leżenie. Przerażająca cisza na stadionie i aplauz radosnej publiczności nie znający granic.

Wszystko więc już było jak w filmie, wszystko jak w życiu z pasją sportowego oddania, gdyż jak mówi maestro “nie wyobrażam sobie dni bez żużla”.  Saga do powielania.

Nic nie dodam, bo dobrze przecież wiecie, że resztę dopisze jak zawsze los.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s