Dobra czy zła, byle była

Piszę ten felieton zawieszony jakby w balonie na dużej wysokości i nie widzę ziemi, nie wiem co tam się dzieje. Sugeruję, że kiedy siedziałem przy laptopie, nie wiedzialem jak potoczył się przedostatni turniej Grand Prix we włoskim Terenzano na przedmieściach Udine i jaki status zapewnił sobie Tomasz Gollob. To jest hazard, to jest gra. Pisać w ciemno nie dam rady, szukam zatem czegoś innego w speedway’u, nie tylko uroku, charyzmy, raczej dziwności. Wszystko co jest proste i czytelne ułatwia szalenie życie. Udziwnianie wywołuje kontrowersje, niszczy często sens. Wypacza wynik, bulwersuje kibiców a zawodników zwyczajnie stresuje do cna.

W żużlu, kiedy jest kolizja zawodników na pierwszym wirażu sędzia może powtórzyć start całej czwórki. To jest czytelne, często jakby zaistniałe warunki walki uniemożliwiają obiektywnie jazdę do przodu, a więc sędzia ma ręce rozwiązane i podejmuje bez żadnych kłopotów werdykt, który jest przyjmowany z normalnością przez zawodników podkręconych adrenaliną i rozgrzanych emocjami kibiców. Mówi się wówczas, że zwycięża duch sportu i walczymy razem, nikt nikogo nie krzywdzi, choć w bezpardonowej walce pracują ostro łokcie, nogi i bywa, że upadki są groźne.Praca kończyn w różnych sportach przybiera znamiona brutalności. Proszę popatrzeć co dzieje się na przykład podczas wykonywania rzutu rożnego w futbolu, jak na kilku metrach zawodnicy niczym zapaśnicy z opcją bokserów przepychają się, łapią za wszystko co na przeciwniku da się urwać, przewrócić wręcz lub uderzyć łokciem. Brutalna walka jakby nie była kontrolowana przy wykonywaniu stałego fragmentu gry.

Zostawiam jednak ten element futbolowego wyczynu, obojętnie czy to się dzieje na stadionie warszawskiej Legii czy Barcelony… Speedway też ma swoje łokcie, kolana i nogi i jeszcze rozpędzony motocykl. Brutalizacja w sporcie jest duża, tam gdzie dochodzi do kontaku rywali walenie się nawzajem jest okropne, bo nie tylko w futbolu, ale w piłce ręcznej czy koszykówce. Można być okaleczonym na zawsze.

W żużlu jeśli jest faul sędzia nie patyczkuje się i nawet w tym pierwszym łuku może pokazać zawodnikowi out. Najczęściej na pierwszym wirażu wykorzystuje się słusznie możliwość powtórnego startu w komplecie. I tak jest najlepiej. Dobrodziejstwo regulaminu zdaje egzamin od lat.

JEST JEDNAK INNA SYTUACJA, poza pierwszym wirażem i tam dochodzi do kolizji, bo było piekielnie ciasno, nikt nie zawinił, w ostrej walce nie było nawet mowy o dodatkowej pracy kończyn, po prostu nie było miejsca na złożenie motocykla, na objechanie rywala. I sędzia musi kogoś wykluczyć… najczęściej tego, który nie wpakował się w bandę. Na decyzję czekają fani, sędzia miota się w myślach, nagle zawodnik czujący się niewinny zostaje wykluczony. Nie ma powtórki dalej w czterech, jeden zostaje w parkingu, reszta jedzie, kibice tumultują. Ktoś traci punkty, ktoś ratuje te punkty, nie ma sprawiedliwości na tym świecie mruczą fani. Ano nie ma… O tym problemie już pisałem, podnosili temat zawodnicy i walimy głową w ścianę. Ani mru, mru. Niesłusznie poszkodowany zawodnik traci sens walki, „przy okazji“ także drużyna. Kogoś trzeba wykluczyć a więc ofiara wnet się znajduje, jest obligatoryjny mus… A można by śmiało powtórzyć wyścig w komplecie, co byłoby normalne i sprawiedliwe. Piszę o truizmach, tak, jestem mocno przekonany, że taki punkt regulaminu powinien być szybko znowelizowany dla dobra sportowej rywalizacji. Prosiłbym w tym aspekcie o nadsyłanie opinii, gdyż problem jest bardzo ważny i naprawdę warto obalić idiotyczny punkt regulaminu. Jest on tak często dokuczliwy, że ból aż doskwiera.Pozostawia ślady i niekończące się dyskusje. Po co taka paranoja?! O co chodzi w sporcie? O czytelność i sprawiedliwe werdykty. W tym przypadku mamy idiotyczny zapis.

A teraz o czymś innym…

Czy historia żużla jest sprawiedliwa? Bywają mistrzowie świata tacy jak Niemiec Egon Mueller, który na spreparowanym ewidentnie torze w rodzimym Norden wywalczył złoto. Nikt już nie wraca do tego faktu, faktem jest mistrzostwo i statystyki. Bywają mistrzowie świata objuczeni tytułami, zasłużenie, bywają tacy, co raz wyskoczyli jak Wojciech Fortuna w Sapporo i mają medal najcenniejszy.  Historia z otwartymi rękoma przyjmuje mistrzów. Bywają mistrzowie, którym się nie wiodło i szczęście ich omijało na zakręcie. W środowisku uznani za arcymistrzów ale bez korony. Nie ma recepty na sukces ostateczny, dojechanie do mety ze złotem bywa latami niebotyczną pracą, szukaniem szczęścia, wyrzeczeniami dla siebie i bliskich. Czy warto tak harować?  O tak, mówią pełnokrwiści sportowcy, którzy często mają przyjemność i satysfakcję otrzymać WIELKĄ NAGRODĘ w końcowym etapie kariery. I to jest też szczęście niebywałe, i jeśli tak się dzieje, wtedy sprawiedliwości dziejowej staje się zadość, choć z tą sprawiedliwością po drodze bywało różnie i nie zawsze świeciło słońce. Kogo mam teraz na myśli? Wcale nie na ucho… przecież mamy najlepszego polskiego żużlowca, który zatoczył wielkie koło historii światowego żużla a nazywa się TOMASZ GOLLOB.

Jakby nie mówić i pisać o żużlu, zawsze natrafi się na sagę Gollobową. On też doświadczył takich bzdurnych wykluczeń w karierze, jakie powyżej poddaję krytyce i nawołuję do skreślenia regulaminowego. Nic tak nie szpeci jak głupota. A mądrość? Wcześniej czy później bywa uhonorowana.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s