Challenge z dnem

Dojechanie do grupy trzymającej władzę w światowym vel europejskim żużlu jest trudne i właściwie wymaga taktycznej operacji. Awansuje trzech najlepszych zawodników z turnieju zwanym challenge. Uczestnicy ostatniej eliminacji prowadzącej do startu w serialu nie są zbiorem rewelacji, raczej plasują się tam zawodnicy już startujący w bieżących turniejach o mistrzostwo świata i tacy, którzy kiedyś mieli do czynienia z serialem i niestety wypadli z obiegu oraz tacy, co marzą o elicie i walczą z ambicjami o prestiż. Czego w takim turnieju zwanym challenge jest więcej? Taktyki, ambicji, pozerstwa? Jaki jest speedway w wydaniu seniorskim widzimy na przykładzie właśnie challengeu. Zawodnik jeździ w serialu Grand Prix ale nie wie czy utrzyma się w tym  gronie więc startuje w eliminacjach, wygrywa wcześniejsze turnieje i dojeżdża do challengeu, staje przed ścianą co dalej robić. Inwestować w przypadku awansu, wybrać mimo wszystko mało wygodną drogę kariery czy zadowolić się status quo. Co robić? Stawiam w tym kontekście na szali morale sportowej duszy ale nie mam wyjścia wobec obiekcji. Zaplecze niby najlepszych wybrańców do serialu “grand powtórek” jest takie a nie inne. Za mocni na eliminacje, za słabi na awans do elity. Za starzy na seks, za młodzi na seks… nie żartuję, ale ostatni turniej w Vojens okazał się turniejem mało ciekawym, dla polskiej strony wstydliwym niewypałem. Na 16 zawodników czterech Polaków, duża siła jakby nie liczyć i można w takiej sytuacji mimo indywidualnego turnieju w ostatecznej rozgrywce zająć się taktycznymi rozwiązaniami, bo takie przecież sport bez wstydu też zakłada. Wjechać na podium celem choćby jednego. Janusz Kołodziej miał duże szanse ale awaria motycykla uniemożliwiła mu taki debiut. Taki jest sport, bezlitosny w szczęściu, nie można go sobie zapewnić. Kołodziej musi poczekać zatem albo może liczyć na jeszcze jeden łut, jeśli Szwed Fredrik Lindgren awansuje normalnie z serialu, wyedy znajdzie się miejsce dla Polaka. Albo jeszcze inna wersja zdarzeń gdyby otrzymał nominację od organizatorów serialu lecz czy możemy zdominować imprezę SGP i mieć aż tylu uczestników? No bo Tomasz Gollob, Jarosław Hampel, Rune Holta i jeszcze jeden aby powstał kwartet? Poczekajmy z gdybaniem kołodziejowym I wszystko będzie jasne jesienią. Jedno jest pewne, że Janusz Kołodziej mimo szarż na duńskim torze nie awansował i nie potrafił wjechać na podium zapewniające mu awans i gromadzenie sponsorskiego kapitału na przyszłoroczne starty w elicie światowej. Był bliski. I tak prawdę mówiąc najwyższy czas aby jeździł w gronie najlepszych.

Inni Polacy wypadli mimo zapowiedzi słabo, patrzyłem na ich popisy krytycznie i pozostaję przy takiej ocenie. Grzegorz Walasek ma epizod z występów w elicie gdzie zadziwiał swoimi jazdami z najlepszymi, tym razem jakby chciał i nie chciał… Sebastian Ułamek podobnie, deklarował ostre jazdy lecz nic z nich nie wyszło… Szkoda. Tomasz Gapiński próbował, szamotał się  na lewo i na prawo, zostawał w tyle, tak jak i jego koledzy, którzy oddalali złudzenia. Nie było polskiej zadziorności, nie było ikry i wyszło tak jak wyszło. Za mocni na eliminacje, za slabi na awans do grupy trzymającej władzę.  I tak jak nie tak dawno Vojens stało się synonimem drużynowego triumfu Polaków na trudnym jakby nie było torze, tak teraz stało się Waterloo indywidualnego występu czterech moich rodaków. Jeszcze nie koniec Vojens, bo 11 września mamy znów tam topowy turniej, Grand Prix Nordyckie i szalenie ważny występ dla polskiego tercetu. Bardzo.

Jakie jest oblicze zaplecza elity widać dobitnie właśnie na przykładzie challenge. Irytująca jest postawa niektórych zawodników, nie mogę zarzucić im braku ambcji, a tylko postawę ambiwalentną. Kontrowersyjną w całej okazałości. Nie ma rady.

W turniejach challenge jeżdżą zawodnicy, którzy są bezpośrednim zapleczem elity. Nie ma tam kozaków, nie ma czegoś ożywczego, mamy takie odpalanie w pewnym sensie pańszczyzny. Frustracja duża.

Starty w serialu zmuszają do wysiłku, finansowych wyrzeczeń, gdyż aby coś zdobyć trzeba włożyć. Wyrzeczeń czasowych, bo turnieje co dwa tygodnie wymagają kondycji. Sportowiec też człowiek… Kalkuluje, jeśli mam bardzo dobry byt, wygodny w polskiej lidze mogę sobie pozwolić na luz bycia sporrtowym emerytem za duże pieniądze. Jest jeszcze sumienie sportowe, acz zostawmy ten wątek na konfesjonałowe spowiedzi. Czym być, co robić dalej w życiu… Czy być żużlowym amantem z bezpiecznym życiem, czy szarpać się ryzykownie finansowo i zdrowotnie?! Targanie duszy na pewno jest.

Mam pewne rozwiązanie na  takie dylematy i napędzanie strachu weteranom wojen żużlowych frontów, otóż stworzenie szansy turnieju open czyli umożliwienie startu juniorom i seniorom. Mieszanka fantazji i rutyny,  “wskakiwanie “ na plecy i takie tam inne dynamiczne ruchy, które mogą ze statycznego turnieju zrobić imprezę dającą z jednej strony szansę dla chętnych przygód i z drugiej obronę pozycji zrutynizowanych od dawna. Taki mélange może dać okazję do jazd bez jakichkolwiek kalkulacji i zmusić do mega wysiłku. A o co chodzi w sporcie?

Challenge Vojens był turniejem dziwnym, wymuszonym, bezdusznym. Mamy go już z głowy ale pozostaje sportowy kac.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s