Nic za darmo i na darmo

„W sezonie 2000 zostałem najlepszym piłkarzem duńskiej Superligi.Wydawało mi się, że to spore osiągnięcie. Byłem ciekaw, jaką dostanę nagrodę. Mam kolegę, który gra w Rosji. Kiedy został bramkarzem roku, sprezentowali mu samochód marki Hummer. Też bym takim nie pogardził. Jakie było moje zaskoczenie, gdy dostałem czek na 5 tys. koron duńskich i kubek do parzenia kawy. W pierwszej chwili myślałem, że jaja sobie robią. Albo że ten kubek jest ze złota. Jak można najlepszego bramkarza w Danii obdarować pieprzonym kubkiem?“. Tak pisze bramkarz Arkadiusz Onyszko w książce, którą wydał w Danii pt. „Fucking Polak“, po której Duńczycy kazali mu wynosić się z kraju. Onyszko grał tam i ostatnio w wodzisławskiej Odrze, nie wyszedł mu kontrakt z warszawską Polonią.Dostał w Danii wyrok w konflikcie ze swoją żoną. Jest kontrowersyjnym facetem, tak się go określa, a dużo o nim napisała w reportażu na łamach „Gazety Wyborczej“ Katarzyna Klukowska. Onyszko mówi, że jeśli chodzi o Polaków, Duńczycy dzielą się na dwa obozy. Jedni uważają, że Polacy to cygański naród, który kradnie i żebrze. Drudzy zaś, że jesteśmy pracowici i zdolni.

Piszę o tym, bo Arkadiusz Onyszko napisał ksiażkę szczerą, bo jak twierdzi walił prosto z mostu. Czy każdego na takie opowieści stać? Nie każdego. Co do nagród to eskalacja made in Poland jest porażająca normalnych ludzi już w kategorii juniorów. Jeśli chodzi o mentalność narodu tego czy tamtego mamy rozeznania, lecz nie potrafimy się cenić i wzajemnie szanować. Sami siebie.

Tyle wstępu do felietonu, a wstęp niniejszy niech będzie zaczynem myślenia o żużlowym życiu w polskiej krainie.

Nie tak dawno duński mikrus Kenneth Bjerre odmówił jazdy w drużynie wrocławskiego Betardu, gdyż klub miał wobec niego finansowe zaległości. Zrobił się szum ponad miarę i zaczęto bić w bęben, że zawodnik jest chytry i mało sportowy. No dobrze, czy za pracę płaci się czy nie… Zrozumienie zaległości na polskim gruncie ma ugruntowaną pozycję od lat i lista tzw. dłużników jest warta co nic. Bjerre nie pojechał… Teraz nie wystartował w zespole częstochowskim norweski Polak Rune Holta, bo klub Mariana Maślanki zalega mu z wypłatą ponad 100 tysięcy euro. Podobno uzgodniono, że nie pojedzie, ponieważ po co mnożyć zadłużenie. Kuriozalna sprawa ale zaczyna się robić pewien szum, godny zainteresowania stowarzyszenia zawodników o nazwie Metanol. Broncie swoich praw. Kluby z reguły płacą asom polskiej i zagranicznej proweniencji, reszcie można zalegać do przysłowiowej śmier…, a reguły gry i otrzymanie licencji na sezon mają oblicze mało egzekucyjne, skoro w trakcie sezonu dochodzi do takich sytuacji. Ktoś zatem poszalał przed sezonem i zabrakło wyobraźni. Od dawna dziwię się takim praktykom, ponieważ niektórzy prezesi działają w swoim biznesie i jakby mieli dwie dusze, jedną na użytek prywatny, drugą na rzecz klubu. Swoiste rozdarcie bez sprawiedliwości. Nie nawołuję do rewolucji ale do rozsądnych decyzji i mierzenia sił wedle budżetu bardzo realnego, a nie na zasadzie jakoś będzie i poszukamy sponsorów w łapance. Może kogoś się złapie i znowu jakoś wyjdzie na swoje. Jak się okazuje niektórzy mają już dość i wcale nie fikają a chcą tylko tego, co im obiecano.

Ligowy hit Ekstraligi pomiędzy Lesznem a Gorzowem był widowiskiem zaciętym i ładnym do chwili, kiedy goście już przegrali i w finale nie wystartowali najlepsi z Tomaszem Gollobem na czele. Widzowie przychodzą na emocje i aktorów, walkę do samego końca, od tego zależy frekwencja na przyszłość. Nic z tego, praktyki olewania widzów są nadal stosowane i dlatego gwizdy były dobre w takiej sytuacji. Grać trzeba asami do samego dna. Najlepszy spektakl w teatrze może być spartaczony kiedy zamiast aktora w roli głównej wystąpi adept. Sala pustoszeje, tupie i rzuca ogryzkami. Słusznie.

Nic na siłę, nic za darmo, nic na darmo. Zarządzający polską ligą nie mają siły na stany chorobowe w klubach. Gorączka jest duża, bo zbliża się koniec. Ludzie zdają egzamin nie wtedy gdy jest bosko, lecz kiedy jest biednie. Wtedy trzeba mieć charakter.

Polski sport cierpi na przeinwestowanie w angażach. Raz po raz ktoś wyrywa do góry i  myśli, że będzie Barcelona, a wychodzi Kłaj, z pełnym szacunkiem dla tej miejscowości. Stołeczna, futbolowa Polonia kontraktuje za sumy niebagatelne. Jaka jest polska piłka nożna widzimy w pucharowych rozgrywkach. Dno. Polski żużel nie jest skoordynowany od dawna w poczynaniach kadrowo – finansowych, kluczy na manowce, płaci nie za gry tylko w myśl „ zastaw się a postaw“. Starcza na obiad, na kolację już nie. A niektórzy nie jedzą śniadań. Robi się niesmacznie. Zagraniczni zawodnicy dają sygnał, że nie można ich traktować byle jak. Napawają tym aktem optymistycznie polskich średniaków, acz ni wierzę iż może coś drgnąć dopóki nie ustalone zostaną solidarnie zasady klubowe. Każdy jest Wielki Pan, a Holta poczeka, inni też? Cierpliwość ma swoje granice. Jest syndrom zadłużenia w żużlu i wcale wyniki sportowe reprezentacji Polski nie zaciemnią obrazu jaki panuje na klubowej mapie. Aby „ walnąć“ potrzebny jest taki choćby wspomniany na wstępie Onyszko, bramkarz bezceremonialnie mówiący, że „prędzej bym się śmierci spodziewał niż tego, że własna żona poleci na mnie na policję. To jest nie do wybaczenia“. Uff. „Fucking Polak“?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s