Kamienie w ogródku

Jadę autem i wypatruję radarów, niektórzy nie przejmują się i pędzą na oślep. Polska corrida. Leje deszcz jak z cebra, na trasie ze stolicy do Katowic mijają mnie kaskaderzy bliscy 200 km na liczniku. Wariactwo. Statystyki są przerażające, wypadki weekendowe makabryczne, jeszcze dobijają pijani za kierownicą. Znajomy Anglik boi się jeździć naszymi drogami, najlepiej gdyby były między miastami połączenia samolotowe, mówi mi szczerze i widzę u niego ulgę gdy leci z Warszawy do Gdańska czy Wrocławia. Nie wszędzie się tak udaje. Sezon żużlowy oblepiony jest wyjazdami, turniej goni turniej, ligowe potyczki w Polsce i poza. Dużo tego. Jeszcze do światowych imprez, de facto europejskich dochodzą zawody o mistrzostwo Europy, które mają rangę tolerowaną przez kluby a tak prawdziwie komplikują przeładowany kalendarz. Bez sensu i jak do tej pory nikt nie zastanawia się na forum międzynarodowym, co daje taki pressing. Czy rośnie prestiż sportu? Czy europejska unia odkrywa i promuje nowe miejsca na żużlowej mapie? Nie wpycha się na z góry zaplanowane miejsca żeby nie było pustki na trybunach. Wyobrażam sobie, że ta organizacja jest zapleczem światowych imprez, promuje nie doświadczonych a młodych, wyszukuje nowe place do ścigania i kiedy wypromuje wtedy pokazuje inny wymiar sportu w wykonaniu elity. Niestety nic z tego, międzynarodowe władze żużlowe zamykają się w zaklętym kręgu przepisów, wyjazdach, działacze nie mają czasu poza swoimi obowiązkami służbowymi na koncepcje nowe i zrywanie ze schematami. No, bo kiedy robić gdy z weekendu na weekend są „ iventy“. Męczący jest tryb bycia elity międzynarodowych działaczy, znają się jak łyse konie i mielą w tych żarnach co sezon to samo ziarno. Przykładem jest problem tłumików i gdy rozmawiam z zawodnikami oświadczają, że to absurd. Kiedy niektóre ekipy zagroziły bojkotem drużynowe rozgrywki, zgodzono się na jazdy ze starymi tłumikami ale od razu zastosowano swoisty szantaż, bo podpisano deklaracje, że w przyszłym sezonie będą w użyciu nowe. Paranoja.

Polska w tej kwestii oraz innych strategicznych nie odgrywa większej roli. Statystuje w tym konglomeracie, zdominowane przez Andrzeja Witkowskiego i Andrzeja Grodzkiego uczestnictwo w FIM, w europejskich władzach lansuje tezę typową dla mentalności zachłannych działaczy „po nas choćby potop“. Wprowadzenie na forum FIM po latach zastanawiania się kogoś tam z ul. Kazimierzowskiej, mało znanego, albo wcale, tylko swojego, jest typowym nepotyzmem. Demokracja? Tak, owszem demokratycznie działał niezapomniany prezes PZM Roman Pijanowski, we wszystkich strukturach tego związku do którego przynależenie było ongiś wielkim zaszczytem. Wprowadzenie przewodniczącego Giekażetu do UAEM, czy europejskich struktur jest zaciemnianiem sytuacji i zawsze można powiedzieć „ jesteśmy demokratyczni“.

Grzegorz Milko w Canal + podczas transmisji z drużynowego Pucharu Świata zapytał mnie o Ole Olsena i dlaczego ten duński internacjonał ma cztery prestiżowe turnieje w Vojens, na swoim torze. Nazwał słusznie to kumoterstwem na forum FIM. Przyznaję rację komentatorowi, choć lubię ten tor i tamtejszą atmosferę. Ole Olsen mający ogromne zasługi jako żużlowiec, trzykrotny mistrz świata, ojciec potęgi duńskiej reprezentacji, dba o swoje interesy, był od początku dyrektorem serialu Grand Prix, teraz od tego sezonu jest dyrektorem sportowym w FIM i jakoś nikt nie potrafi mu się przeciwstawić argumentami, że speedway nie można zamykać w kręgu Vojens no i moi drodzy na polskich torach. Najlepiej gdyby u nas organizowano połowę serialu GP, część imprez w Danii. Hermetyczność i brak promocji nowych miejsc jest w perspektywie zgubne. Po nas choćby potop? Organizacja imprez sportowych na świecie ma ideę promocyjną nowych miast, nowych miejsc i państw, które można zaszczepić bakcylem sportu, który tam się rodzi albo upada, żeby go znów odrodzić. Niegdyś niebywałym miejscem dla żużla był jednorazowo /choć dwudniowy finał/ na olimpijskim stadionie w Amsterdamie. Cudowne miasto było atrakcją dla kibiców, podobnie Monachium…  Niewątpliwie do „złapania“ są Hiszpania, Francja, Niemcy, Austria… Rynek wschodni, Ukraina po EURO – 2012. Nie wiem czy w kraju Rune Holty i szefa światowego żużla Roya Otto nie można pokusić się o turniej pięciogwiazdkowy. Nie mają takiej ambicji? Chłopy do roboty…

I jeszcze jedno. Pieje się z zachwytu na temat drużynowych mistrzostw świata. Jesteśmy mocarni jak nigdy, ale sytuacja na tym rynku jest inna niż w okresie prosperity. Nie mam zamiaru postponować polskiej klasy, siły, nie! Ale nie ma Amerykanów /Penhall, bracia Moranowie, Ermolenko, Sigalos/ Duńczycy/ Gundersen, Nielsen, Knudsen, JO Pedersen/ słabsi, Anglicy z czasów Collinsa, Simmonsa, Louisa, Jessupa nie tacy sami, mają regres nie od dziś, Szwedom brak „ koron“ i nie ma następców Rickardssona, Nilsena…Australijczycy przeżywają zmianę pokoleniową, Czesi w tyle, Niemcy bez Egona Muellera, Finowie bez Kai Niemi, Włosi bez Furlanetto, Castagny, Węgrzy bez Adorjana, bojownika sztandarowego dla Madziarów. Towarzystwo drużynowe jest okrojone przez dziejowe zmiany i my na tym tle świecimy jak gwiazdy, które mam nadzieję będą jarzyć długo i mam również taką nadzieję, iż w konkurencji silniejszej niż teraz, co da nam satysfakcję mundialowo – olimpijską. Pojechałem po bandzie za ostro? A niech tam!

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s