Manewry pt. Vojens i nie tylko

To małe miasteczko duńskie jest synonimem od lat kilkudziesięciu wielkich turniejów, prestiżowych o mistrzostwo świata najczęściej. Tak się dzieje za sprawą Ole Olsena, który jako wizjoner kiedy kończył bogatą karierę zamarzył o stadionie na duże imprezy żużlowe. Mieszkał w pobliskim Haderslev i dlatego dogadał się z władzami komunalnymi Vojens i stadion pod koniec lat siedemdziesiątych zaliczył premierę. W tym sezonie Olsen ma festiwal turniejów, zaczyna drużynowymi rozgrywkami o mistrzostwo świata – barażem i finałem, potem atrakcyjnym challengem do Grand Prix i we wrześniu niezwykle istotną bitwą GP Nordyckie, nie pierwsze pod takim wezwaniem i nie ostatnie. Bywa tam pogoda kapryśna a tor zwykle dobrze przygotowany do walki. Ostre zawody zazwyczaj tam się odbywają. I nie inaczej będzie, i tym razem! Faworytami są nie gospodarze, choć nigdy nic nie wiadomo ale obrońcy tytułu z Leszna, czyli Polacy. Silna grupa. Nad tegorocznym turniejem o Puchar Świata im. Ove Fundina wisi problem nowych tłumików, skandaliczna sprawa wypuszczona przez notabli z Międzynarodowej Federacji Motocyklowej, historia nie przetestowana i nie przemyślana. Jak się zakończy zobaczymy, w każdym razie wywołała sporo zamętu i przyjęcie nowej produkcji zarżnie siłę tego sportu, jego smak, zapach i atmosferę. Zawsze musi być jakiś problem, gdy rozum nie funkcjonuje. Praktyka zwykle bywa inna, niż biurkowa teoria i ślepe wykonywanie poleceń. Wydaje się niezbicie, że Komisja Wyścigów Torowych FIM zasklepiła się w swoim zadufaniu, rutynie i nie dotyczy to tylko tych feralnych tłumików, które wywołały już tyle głośności. A miało być ciszej…

Do polskiej reprezentacji powrócił Janusz Kołodziej, niegdyś razem z Marcinem Rempałą bardzo optymistyczny duet. Kołodziej był nawet mistrzem Polski na wówczas macierzystym torze Unii Tarnów; szalał jak Batman, nie dał mu rady wtedy nawet Tomasz Gollob. Zawodnik potem błądził w poszukiwaniu stabilizacji formy, zatracił się kompletnie Marcin Rempała. Unia Tarnów była wielka, lecz z czasem nie tylko z powodu tych nadziei stała się mała, a zdobywała ligowe szczyty w stylu piłkarskiej Barcelony. Kołodziej zmienił w tym sezonie klub na inną Unię, pojechał więc znad Dunajca do Leszna i utrzymuje się w dobrej dyspozycji. Można zatem zaliczać udane powroty jeśli się chce zaś rozdroża w życiu bywają przecież różne. No właśnie…

Dwunastokrotny, drużynowy mistrz Polski rybnicki team błąka się na dole tabeli pierwszoligowej i grozi mu spadek do niższej ligi. Trudny czas dla tak zasłużonej firmy, poszukiwanie pieniędzy i eksperymentowanie na wielu płaszczyznach. Nie przypuszczałem nigdy, że klub w którym startowali Antoni Woryna, Andrzej Wyglenda, bracia Tkoczowie, Majowie, Jerzy Gryt, Piotr Pyszny… znajdzie się w takiej sytuacji, bardzo wstydliwej dla fanów i z jutrem niejasnym. Zapowiedzi przed sezonem były optymistyczne i chyba zarządzający klubem nie bardzo wierzą teraz w to, gdzie się znaleźli. Recepta na reanimację leży pewnie u innych twórców ligowych sztuczek. Podobna jaka została kiedyś zastosowana w przypadku wspomnianej Unii Tarnów gdy wjechał do niej kapitał Rafinerii Trzebina. Żużlowy Rybnik jest firmą nie na zatracenie, rządzić klubem trzeba umieć. Co było kiedyś w Pile wiedzą żużlowi sympatycy, ponieważ szybki sprint z dołów po mistrzostwo Polski stał się fenomenem. A gdzie jest dziś pilska ongiś potęga z Hansem Nielsenem na czele nie trzeba wspominać, bo to liga do której  „pretenduje“ rybnicka ferajna. W ogóle dobre marki żużlowe takie jak Włókniarz Częstochowa/ odradza się tam powoli rybniczanin Rafał Szombierski, niesforny talent, nie dali sobie rady z nim w Rybniku, dają pod Jasną Górą/ czy zasłużona Polonia Bydgoszcz dołują, choć bardzo rozumię bydgoszczan, gdyż okaleczeni brakiem Emila Sajfutdinowa tracą na wartości i gubią zwycięskie przecież mecze. Ligi tego sezonu są nieco rozkalibrowane, zarówno Ekstraliga jak i pierwsza. Tak się zaczęło, ogniście będzie w finale.

Wybuchł nie tak dawno konflikt zielonogórski pomiędzy szkoleniowcem a prezesem. Obojętnie jakie było tło, gminnie mi wygląda „sprzedawanie“ zawodowych  spraw  klubowych i jakoś sobie nie wyobrażam by trener i prezes takich futbolowych marek jak Barcelona, Madryt, Milan czy Chelsea wyciągali na światło dzienne zawodowe niuanse. Wszelkie brudy piorą dżentelmeni w dyskretnej pralni. Francuzi mówią: STYL to CZŁOWIEK.

Jedziemy do Vojens, gdzie dzieli i rządzi Ole Olsen, twórca ongiś potęgi duńskiej armady żużlowej. Sam Nicki Pedersen wskazuje jako faworytów polską „ kapelę“ z dyrygentem Markiem Cieślakiem, a tacy wirtuozi jak Tomasz Gollob, Jarek Hampel czy Rune Holta powinni dać radę reszcie świata. Uczta zapowiada się przednia, jak zwykle na  tym stadionie. Nie zabraknie tradycyjnie w tej atmosferze polskich kibiców. Piwo Faxe i czerwone parówki, no i jazda do przodu. Złota nie można oddawać, wspomniany Ove Fundin  chętnie wręczy sygnowane jego imieniem trofeum Polakom, bo z naszą Ojczyzną ma dobre wspomnienia z bogatej kariery, gdyż uwielbiały mocno tego wysokiego Szweda moje rodaczki. Nie tylko za styl i narodowość. Nie żartuję.

VOJENS. Wszystkie tam manewry będą zaciętą i atrakcyjną bitwą a wygrać u Olsena cokolwiek jest trendowym prestiżem.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s