Los, ach ten los!

Bywa przewrotny, okrutnie czasem niesprawiedliwy i nie przejmuje się racjonalnymi przesłankami. LOS rozdziela karty w życiu jak chce i nikt nie jest w stanie wyprostować jego karkołomnych decyzji. ŻYCIE  jest losem i sport jest losem. W swojej karierze dziennikarskiej byłem niejednokrotnie świadkiem na sportowych arenach rozstrzygnięć niespodziewanych, gdzie faworyci ulegali nowicjuszom, którym los dawał jak się okazywało potem jedyną szansę w życiu. Czy grający w lotto wysyłając setkę kuponów ma większą szansę wygrania milionów złotych? Tak, ale teoretycznie, bo może przecież wygrać ten z jednym tylko wysłanym kuponem. Uśmiech fortuny jest sarkastyczy, takim półuśmiechem słynnej Giocondy z obrazu. FASCYNUJĄCE. Tak? Tak!

Turniej Grand Prix, czwarty w kolejce na kopenhaskim Parken będzie historycznym dla polskich żużlowców, zapamiętanym na zawsze dla Jarosława Hampela, który wygrał po raz pierwszy takie zawody. Jest pretendentem do ostatecznego złota, jest liderem klasyfikacji Grand Prix, sytuacja wyjątkowa, niezwykle przyjemna dla polskiego żużla. Hampela już nie wypuści na dziko Red Bull, bo to firma, która wie czego chce. Z tej stajni Rosjanin Emil Sajfutdinow kontuzjowany, Australijczyk Jason Crump szuka formy i zgrania z silnikami swojego motocykla, a Jarek Hampel jedzie jak z nut. Szybki, chętny do wskakiwania na odium, w Kopenhadze zasmakował już tej cudownej chwili i zrobi wszystko cow jego mocy. Red Bull ma dobrą rękę, w F – 1 Mark Webber i Sebastian Vaettel ścigają się jak herosi. Szybkie auta, świetna organizacja i żądza zwycięstwa.

Co zatem Red Bull zrobi na torze żużlowym? Popatrzmy na Hampela, jest liderem, wprawdzie to dopiero czwarty turniej, ale już jest tam gdzie chyba nie marzył…Sajfutdinow wukuruje się i popędzi jak rakieta. Crump jest gościem z mistrzowską przeszłością i nie zapomina się nigdy abecadła, kryteriów i zasad dających sukces. Dobra wizja dla sponsora. Ale skąd ten tytułowy los i jego przekręty? Powoli, dojdziemy do obłudnego losu, który wywinął niejednemu faworytowi numer przed nosem.

Tomasz Gollob artysta torów żużlowych, każdy patrzy na niego jak na urodzonego do tego sportu. Potrafi wszystko, choć czasami się myli, acz szybko koryguje. Pędzi jak szalony po kredzie i pod bandami jakby miał żagle nad sobą. Kiedy w 1999 roku miał tytuł prawie pewny, los na wrocławskim torze wywinął mu bardzo przykrego pecha. Zawodnik wyleciał wskutek karambolu jak ptak za bandę, cudem minął się ze najgorszym co może być i lekarze dopełniali reszty w szpitalu. Los bez ceregieli obszedł się z zawodnikiem, który w pełni już wtedy zasłużył sobie na tytuł mistrza świata. Żużlowy świat docenia kunszt Golloba i w duszy dziwi się jak to się stało, że tego typu sportowiec, wirtuoz „małej i dużej“, szaleńczych pogoni i wchodzenia tam, gdzie już nie może włożyć palca mknie i wymija rywali jakby to była dziecinna zabawa na motorynkach obok piaskownicy. Nic z tych rzeczy, na serio ściganie, które widzom zapiera dechw piersiach. Prawie 40 lat na karku a serce małolata, głowa doświadczona i ciało silne jak stal. No przesadziłem z tym stalowym ciałem… Nie ma takich i taki motocyklowy as jak Włoch, dziewięciokrotny mistrz świata Valentino Rossi, złamał niedawno na sesji treningowej prawą nogę. Los nie oszczędza każdego; biednego, bogatego, mistrza i adepta. Jak uniknąć tego?

Nie da się nigdzie i nikomu…

Ten sezon jest dla „króla“ Tomasza Golloba na pewno przełomowy i jako długoletni analityk tego sportu tak szacuję tę sytuację. Po dwóch latach nieobecności na rynku Grand Prix wrócił do gry „książę“ Jarosław Hampel. Odrodzony, pewny swoich racji w tym sporcie, który szuka zmiany pokoleniowej. Czy ten fakt komplikuje sytuację Gollobowi? Nie odpowiem, fakty zmuszają na pewno do refleksji. I nie chcę wywoływać wojny polsko – polskiej. Za nami cztery turnieje, teraz piąty na toruńskiej Motoarenie. Do finału 9 października w Bydgoszczy jeszcze turnieje, które na pewno będzie reżyserował los. Pogoda jako los i karambole, odpukać, też jako los. Paradoksalnie w elicie ubiegających się o tytuł mistrza świata jest dwóch polskich żużlowców, jeden mistrz bez złota i drugi z nowego pokolenia z ambicjami zostania mistrzem. Jaką rolę odegra los? Komu sprzyjają kibice? Jak podzielić serce?

Życie i sport, jeszcze ten los… Piszę te słowa nie bez przyczyny, bo polskie serca biją po polsku. Każdy ma swoje sympatie. Nie chcę niczego wieszczyć ale szczęście bywa czasem sprawiedliwe i przynosi ulgę w duszy. Mało jednak tego szczęścia / czytaj losu /, w historii, w codzienności sportowej i odświętności mistrzowskiej, bo cechą losu jest przewrotność. W pewnych sytuacjach mówi się, że wygrywa najlepszy. Nie zawsze.

I jeszcze jeden niuans, otóż speedway jest urazowy do wielkiego bólu, nie szanuje zawodników w różnych rozmiarach zdrowotnej klęski. Decyduje chwila, sekundy i sytuacja zmienia się diametralnie. To nie urok, to jest coś co wisi nad każdym zawodnikiem w tym sporcie wszędzie i zawsze, gdzie walczy się o najwyższe cele z ogromnym zaangażowaniem samego siebie i zespołu wspierającego. I nikt nie jest w stanie od nigdy wyeliminowć reżysera, który nazywa się LOS o obliczu czasem pecha a czasem szczęścia bez granic.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s