Wielkie żarcie bez pokrycia

on

Nie lubię tego słowa…pamiętam. Ono mnie postarza a czas jeszcze niesłychanie szybko leci, płynie jak jacht gnany na Atlantyku wiatrem nie wiadomo skąd. No ale pamięta się różne wydarzenia, fakty i nie można wygonić z głowy rzeczy zarówno przyjemnych jak złych. Czego jest więcej?.. Zależy od nastroju moi mili. A więc pamiętam dla przykładu stadiony żużlowe wypełnione po brzegi i nawet okoliczne drzewa były obsadzone kibicami. Dziś trudno o drzewa i takie wychodzenie na ich korony, na gałęzie, bo i stadiony są inne, zmieniają swoje oblicze i jest więcej miejsca na trybunach nawet w szczytowych imprezach. No właśnie. Jest coraz więcej miejsca na trybunach.

Speedway. Futbol. Siatkówka. Jeszcze takie wyścigi jak te, gdzie Robert Kubica mknie w żółtym bolidzie Renault po miejsce na podium. Fascynujące „całowanie“ barier Kubicy w cudownym wyścigu Polaka na ulicznym torze Monte Carlo i gratulacje za trzecie miejsce od księcia Alberta. W tle jachty i kasyna, palmy raju hazardowego i aż kiczowate niebo dla bogatych tego padołu. Kubica nadaje rytm teraz polskiemu sportowi. Wielki sport i moje pierwsze zderzenie z nim było na włoskim torze Monza w 1977. Ile lat miał wtedy Tomasz Gollob? Sprawdźcie. Mistrzem świata był fenomenalny Austriak Niki Lauda,  w Monza wygrał bożyszcze Italii Mario Andretti. Monza ma świetne szykany, park jest znakomitym miejscem do wyścigów zawsze w pierwszą niedzielę września.

No dobrze mamy rozpędzającego się Kubicę; tłumy ludzi, fascynacja sięgająca zenitu. Tak bywało frekwencyjnie i kiedyś na żużlu, stąd moje pamiętanie. Bez sklerozy.

Zawsze w swojej publicystyce żużlowej jeszcze na łamach „Sportu“ i teraz w „Tygodniku Żużlowym“ argumentowałem, iż organizatorzy meczów i turniejów powinni kokietować kibiców, nawet jeśli stadiony czasem pękają w szwach. Dziś trzeba zapomnieć o takiej sytuacji, czasy się zmieniły, mamy przekazy TV, kibic jest wygodny, wybiera, ma inne oferty, sama miłość do tego sportu nie wystarcza. Na bezrybiu i rak jest rybą. Dziś nie ma bezrybia. Czy sygnałem symptomatycznym może być kilka tysięcy kibiców na toruńskiej Motoarenie? Daje do myślenia jak diabli, gdyż stadion jest opiewany poza Polską w świecie żużlowym. Wygoda ale czy ma „ duszę“? Bo to tak, jak z hotelami, kiedy do jakiegoś wracasz to dlatego, że ma tzw. „duszę“, takie małe coś jakie ma kobieta, którą kochasz.

Spadek frekwencji w tak ludnej zwykle dyscyplinie sportu, na którą patrzono/ jak pamiętam zawsze/ z dużą zazdrością powinien budzić niepokój włodarzy klubów, bo zwykle tak się dzieje, że nic nie trwa wiecznie. Budżety klubowe potrzebują pieniędzy, kibiców, a ci z kolei też liczą już inaczej niż dawniej było. Każdy liczy na swoją stronę i nie można temu się dziwić absolutnie.

Polska organizuje najchętniej wszystko co tylko „dobrze się rusza“. Mamy trzy turnieje Grand Prix, a gdyby się udało, pewnie mielibyśmy pięć. Paranoja. Jeszcze mamy zawsze apetyt na drużynowe finały, ponieważ z tymi rozgrywkami o Puchar Fundina inne federacje mają kłopoty by wyjść na swoje, czyli nie wtopić. Polskie Speedway Eldorado ma dosyć dziwne oblicze, bo popatrzcie jak wiążą koniec z końcem kluby poza Ekstraligą. Ile przychodzi fanów na mecze pierwszoligowe, drugoligowe, a ile było dawniej, właśnie pamiętam i to mnie budzi ze snu. Czy prezesów klubów również? Odnoszę wrażenie, że liczą na cud, na powrót czasów swojej młodości, kiedy na stadion nie można było wejść, bo zabrakło biletów. Dziś ich nie brakuje…I nie ma ludzi na okolicznych drzewach, skąd można oglądać za frajer mecz czy turniej. Czesi mówią, „to se panie ne vrati“… I wiedzą o tym organizatorzy turnieju Grand Prix w Pradze, a czy wiedzą moi rodacy? Na razie wierzą w gwiazdy.

Zatrudniają zagranicznych juniorów bez opamiętania, kontraktują asów wbrew wcześniejszym obawom kryzysowym, więc cyrk trwa, „wielkie żarcie“ w polskiej lidze, wobec której inne ligi bogatszych krajów mają się jak ubodzy krewni. Ale oni mają inny rozum. Jaki? Nie powiem.

Co robić ze spadkiem frekwencji na stadionach z sezonu na sezon? Dbać o kibiców! Kokietować ich za wszelką cenę, oferować atrakcje dla rodzin zagorzałych fanów, bo ten oszalały w miłości do żużla kibic pójdzie w ogień, lecz rodzina poprosi o kask, o inną temperaturę i coś dla podniebienia w ramach rekompensaty za wodę na głowę i brud.

I to też chciałbym zapamiętać. Wreszcie. Kibice nasze pany…

Speedway nie jest uwolniony od koniunktury, od życia, ekonomii, od rozumu zarządów, wyobraźni prezesów. Ciągle słyszę, że ten czy ów szkoleniowiec w żużlu przypomina  słynnego futbolowego, portugalskiego maga Interu Mourinho, czarodzieja Barcelony trenera Guardioli? Bzdura. Nie mieszajmy whisky z winem.

Żużel jest mimo wszystko niszowym sportem, co niniejszym przypominam niektórym gwiazdom TV. Nie chciałbym by speedway wjechał za kilka lat do niszy frekwencyjnej. Jeśli nie będziemy dbać o kibica i jego rodziny, jeżeli nie będziemy dawkować przyjemności, możemy spowodować kryzys w przestrzeni znużenia, przesytu, braku talentów mających zastąpić Tomasza Golloba w każdej chwili. I nagle będziemy mieli puchy na widowni, z jakimi mamy do czynienia w pierwszej lidze i drugiej. Czy spadek frekwencji w Ekstralidze niczego do diaska nie sugeruje tym, którzy są na razie syci? No tak, przecież pokutuje takie powiedzenie, że syty nigdy nie zrozumie głodnego. A czasami powienien mieć wybraźnię aż za horyzont.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s