Piękno nie jest zbiorowe

on

Speedway uzależniony jest od pogody i nie ma na ten fakt żadnej rady. Kiedy leje przed zawodami, kiedy leje w czasie, tory zamieniają się w bajora. Czasami pomaga nawiezienie nawierzchni, czasem dar niebios gdy słońce nie wiadomo dlaczego przerwie męczarnie deszczowe.Te pogody są koszmarami dla organizatorów turniejów wszelkiej rangi, meczów ligowych. I o ile można zabezpieczyć widownię dachem, to pole walki zawodników narażone jest na kaprysy atmosferyczne. Nie ma rady, pogoda dyscyplinuje mechaników, którzy muszą przestrajać motocykle dla żużlowców i decyduje doświadczenie, rozumienie się z zawodnikiem oraz intuicja  na zasadzie: będzie pogoda albo będzie lało.

Ligowcy mieli zaległości, odrabiają, pogoda majowa nie pieści nikogo.Trudno. Na szczycie Ekstraligi team Tomasza Golloba i Nickiego Pedersena. Tabelę zamyka zielonogórski Falubaz, broniący tytułu mistrzowskiego. Oczywiście to jeszcze o niczym nie świadczy, aczkolwiek jest sygnał dla prezesa Falubazu. Wkrada się niepokój, ale jak pomyśli dobrze, dojdzie do wniosku, że pogoda nie ma z tym nic wspólnego. Poziom ligowy od bodaj trzech lat spłaszcza się okrutnie, wyniki na styk, rozstrzygnięcia w dwóch ostatnich wyścigach, choć są wyjątki jak klęska teamu z Częstochowy w Lesznie. Roman Jankowski ma niezły zespół i Byki są groźne, mają rogi wyostrzone. Wariactwem byłoby teraz prorokowanie kto spadnie, walka o pierwszą czwórkę będzie tak samo ostra jak i na dnie tabeli. A w pierwszej lidze jakby normalka, pokiereszowali się niesłychanie rybniczanie i leczą rany, w tamtym roku zaskoczyli na początku, teraz to już chwila wspomnień, które się chyba nie wrócą. Stawka w pierwszej i drugiej lidze jest też znormalizowana. Obstawiając hipotetycznie lotto żużlowe właściciel zbankrutowałby z kretesem.

Pojechałem do Tarnowa na mecz Jaskółek z gorzowskimi asami. W Katowicach jako tako, za Krakowem ciemne chmury, leje, niebo koloru brudnego w dalekiej perspektywie. Będzie mecz? Dzwonię do prezesa Bogdana Gurgula. Odpowiada z nadzieją, że raczej tak. Jadę zważając na radary. Jestem. Ludzi mało ale schodzą się, niedziela, komunie, wolny czas, topowy niemal mecz, lecz nie ma euforii.Wszak startują takie asy jak Tomasz Gollob i piekielnie prędki Nicki Pedersen. Polak wyluzowany, dawno nie widziałem takiego „Gollo“, natomiast Duńczyk wykonuje przysiady, medytacje, gimnastykuje się, to samo Krzysztof Kasprzak, inni, taka jest teraz moda na rekreację przed wyścigami. Napięcie rośnie, ludzie się schodzą jak na komunijną wieczerzę. Sędzia meczu Jerzy Najwer spokojny, będzie dreptał po mokrym torze. Lepiej późno niż wcale. Długonogie, długowłose/ co jeszcze?/ dziewczyny na starcie mają ładne parasole. Ktoś przynosi bordowe róże dla uczestników nad którymi wisi syndrom deszczu. I on nadchodzi jak grypa. Kibice rozkładają parasole. Unia vel Tauron liczy na punkty, gorzowski team uzbrojony przez prezesa Władysława Komarnickiego w Golloba młodszego i Pedersena Nickiego, tudzież ze szkoleniowcem Czesławem Czernickim i resztą Cealum Stal czekają spokojnie na finał. I są jazdy! Mokry tor sprzyja gospodarzom, acz Sebastian Ułamek jako kapitan nie znaczy wiele do końca. Nicki jest diabelnie szybki, a Gollob? Tu miał piękne chwile, Unia z nim i Szwedem Tony Rickardssonem oraz resztą tarnowskich Jaskółek zdobywała  bezproblemowo mistrzostwo Polski a sponsorem była Rafineria Trzebinia. Dziś inny prezes, inny sponsor, „paliwo“ zastąpił „prąd“. Prezes Bogdan Gurgul jest sympatyczny tak jak i jego żona, która przeżywa mecz dogłębnie. Radzę luz, bo życie ligowe bywa przewrotne jak karuzela. Zaczyna lać deszcz. Przerwa trwa ponad godzinę, przekonuję się, że sędzia wie co robi, choć kołacze mi się niestety myśl dlaczego nie zrobił tego przed zawodami. Wpierw ludzie szczotkami ściągają wodę z toru, potem jest decyzja by dorzucić na tor suchą nawierzchnię.

No i zaczynamy. Inny mecz. Piękna walka, choć start decyduje, wspomniana para polsko – duńska kontroluje przebieg, Martin Vaculik Słowak z fantazją i animuszem po pechu wykonuje numer godny taśmy filmowej, jego szarża po zwycięstwo z końca stawki jest piękna jak Dunajec. Nie pomaga. Ułamek bez ikry. Gorzowianie łapią oddech, jest świeży, zwycięski. Kibice zawiedzeni, prominenci Taurona też, trener Marian Wardzała wytrawny jak mało kto życiowo czuje presję miejscowego środowiska. Przegrywa. Duet prezesa Komarnickiego Gollob/Pedersen Nicki wygrywa nad Dunajcem.Gospodarze smutni. Pozostaje im w pamięci wspaniała szarza Martina Vaculika, który niczym Gollob mijał rywali „ po dużej“. Jak on zrobił taki numer, czy „to se vrati?“

A nam zostaje mała. Czarna. Dla przykładu kawa, którą wypijam z prezesem i nie tylko. Nad Tarnowem wisi syndrom deszczu od początku sezonu. I znów powtarzam trudno! Żona prezesa Gurgula jest niepocieszona, a on sam z gruntu człowiek autentyczny i nie zmanierowany sportowym musem zwycięstw za wszelką cenę, mimo wszystko optymistystyczny i wesoły na miarę bohaterów opowiadań Singera.

Nie lubię wyjeżdżać z Tarnowa, nie mówiąc o Krakowie, bo jest sympatycznie, ludnie i zwyczajnie, naturalnie. Parkuję w Krakowie, zrobiło się późno, bo sędzia Najwer na tarnowskim stadionie wydłużył zawody przez atmosferyczny grymas/ czy tylko?/.

Kraków jest dobry o każdej porze. Zbieram wyniki ligowe, ciasne jak wejścia do samolotów. I generalnie widać wyrównanie poziomu, i nic nie wiadomo. Wiadomo jedno: Gorzów ma team i Leszno ma, i Toruń aspiracje, intuicję Betard Wrocław i gdzieś tam drzemie potencjał Polonii Bydgoszcz. A Tarnów, a Zielona Góra?

Sytuacja ligowa we wszystkich mutacjach jest w fazie rozpędzania i będzie się działo, asy opatrzyły się dobitnie; obserwując rozgrywki oświadczam, iż nie ma już takiej euforii, ekscytacji jak dawniej. Zrutynizowały nam się emocje, fani wiedzą wszystko o wszystkich, brak ognia w oczach jaki towarzyszył wyścigom jeszcze kilka lat temu. Taka zmiana pokoleniowa w ludziach, wrażeniach, odbiorze, przeżywaniu zwycięstw i goryczy porażek.

Dlatego utkwił mi w pamięci luzacki dystans prezesa Gurgula, choć serce jego jest na pewno gorące acz głowa nie rozpalona bezdurnie. Gość nie przypadkowy.

Wszystkiego więc dobrego, ligowego na następne miesiące. No i zapewniam: piękno nie jest zbiorowe, duety i single czynią czasem cuda.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s