Na krawędzi słońca i deszczu

I tak to już będzie, bo niestety pogoda odgrywa strategiczną rolę w meczach żużlowych. Wymyślono bandy pneumatyczne, które poważnie ograniczają konsekwencje upadków zawodników, często ratują życie. O ile za późno instaluje się  bezpieczniejsze bandy w historii speedway’a trudno tak wyrokować, skwituję ten fakt obciachowym stwierdzeniem  „lepiej późno niż wcale”. Trudno natomiast o kryte stadiony w takim stopniu aby nawierzchnia torów była pod dachem. W lepszej sytuacji są kibice, ale aby mogli  nie zmoczeni deszczem oglądać  wyścigi potrzebna jest odpowiednia nawierzchnia.

Kiedy tak się stanie bogato, że zawodnicy będą pod „parasolami” trudno przewidzieć, najlepsi futboliści potrafią grać w strugach deszczu, jednak co innego murawa piłkarska, co innego plac walki dla żużlowców. A zatem jesteśmy skazani na wyroki boskie i albo słońce albo deszcz. I albo odjedzie się mecz albo zostanie przerwany, albo zostanie odwołany. Jakie straty przynoszą odwołane mecze wiedzą prezesi klubów.

O czym innym jednak na progu sezonu chciałbym nadmienić, gdyż nawet kiedy jest dobra pogoda kombinacje z torem mają swoją historię i bywają niestety kontynuowane umiejętnie przez speców od urządzania meczów i turniejów. Są tacy mistrzowie nawierzchni, ich preparowania mimo czujnych  sędziów i oczywiście przepisów. Na wszystko jest rada, bo bywają na stadionie miejsca ocienione i nasłonecznione, może woda lać się w nocy, bo nawaliła sieć. Może wszystko, gdyż nieprzewidziane są i niezbadane możliwości myślicieli od wyników nie z tej ziemi.

To tak na wstępie, czego możemy się więc spodziewać, bo z pogodą nikt jeszcze nie wygrał, a klubowych „meteorologów” przecież mamy doświadczonych. Wcale nie kpię.

Premiera w „ lany poniedziałek”, w drugie święto wielkanocne odbyła się ale nie w komplecie. Doniesiono, że w Tarnowie miejscowi wygrali sensacyjnie z mistrzami Polski z Zielonej Góry. Falubaz nie jest żużlową Barceloną dlatego nie wiem skąd sensacyjność. Lanie  było z nieba i w wyścigach, znad Dunajca poleciał sygnał, że tam będzie trudno wygrać. Niewątpliwie zespołowość Falubazu zawiodła i asy nie były asami, muszą się chyba bardziej rozjeździć. W Toruniu po staremu i wrocławska drużyna też po staremu. Na pewno gorzowianie liczyli na większy zysk, ale to są sygnały że będzie równo, nie ma drużyny galaktycznej, mimo gwiazd, mimo ogromnych pieniędzy pompowanych w konta. Trzeba jechać i walczyć jak Maciej Janowski, jak Szymon Kiełbasa. To jest siła, poza talentem, fantazja i ogromna wola walki, co nie oznacza, że odmawiam komukolwiek ambicji  z grona rutyniarzy.

Jakże trudno pisać recenzje po premierze, czeka nas wszak długi sezon, który będzie przynosił raz po raz rozstrzygnięcia w słońcu i deszczu.

Szykują nam się emocje, niewątpliwie we wszystkich ligach na polskich torach, gra wydaje się wyrównana i tak jak wspomniałem nie ma galaktycznych, barcelońskich składów i cudotwórców od budowania teamów.

Ważnymi składnikami są zagraniczni kontrahenci i juniorzy. Wierzę w polskich juniorów. Premiera pokazała, po tak trudnej zimie, że potrzeba jeszcze czasu na wkręcenie się w obroty takie jakich oczekujemy. Sytuacja jest taka, iż już wkrótce mamy premierę w Lesznie pierwszego turnieju z serialu Grand Prix. Jak będzie?

Niewiadoma, angielska liga też wjeżdża w sezon. Polska także, nazywana niby najlepszą w Europie, a ja mam duże wątpliwości z różnych względów, co nie tak dawno roztrząsałem. A co do Leszna, będzie na pewno zagadkowo. Miejscowi liczą na frekwencję, pogodę i sukces sportowy, o choćby Jarka Hampela. Wygrał już tam nie tak dawno turniej memoriałowy Alfreda Smoczka. Hampel jest w gronie faworytów ale są także inni, a poza tym serial Grand Prix rządzi się zupełnie innymi prawami, niż ligowe potyczki. Tak się zastanawiam, czy ten termin na polskie tory, szybko wiosenny jest ze względu na klimat odpowiedni. Kwiecień bywa u nas bardzo kapryśny, nawet przysłowiowo, co stwarza duże ryzyko organizacyjne. No ale ktoś kalendarz z polskiej strony akceptuje, powstaje pytanie czy dyskutuje, czy przyjmuje z dobrodziejstwem ryzyka.

Jason Crump broni tytułu, Nicki Pedersen chciałby zdobyć kolejny, a Tomasz Gollob ma życiowe marzenie by ozdobić wreszcie złotem karierę. I jest taki EmilSajfutdinow, który nie ma żadnych skrupułów dla mistrzów i pretendentów. Kto jeszcze? Suflerujcie.

Czysty sport i pot, i łzy. I słońce lub deszcz. Sahara albo błoto. Nie ma promocji dla nikogo, wszystko przed nami. Brazylijski, telewizyjny serial z odcieniami dobra i zła.

A jazdy? Kiedy patrzę w kalendarz i premierę w Lesznie, to gdzie tam do października? Rany boskie, tyle czasu w lewo i tylko w lewo, oranie ile się da po mistrzostwo świata. Tytuł mistrza świata na żużlu dziś nie jest bułką z bananem. Inwestycja w sprzęt, w zdrowie i lotto, bo przecież pogoda odgrywa rolę taką, jak szczęście. Nie zamówisz, nie kupisz, patrzysz w księżyc i gwiazdy, niewiadoma, nic nie widzisz.

Premiera ligowa na polskich torach wypadła rutynowo, już bez szczypania się po piętach, bez sensacji, grozi nam wyrównanie poziomu, co z sobą niesie może i większe emocje, ale pozostaje tęsknota za czymś wyjątkowym. Zanim pojawi się kryptonim KSM dajcie czadu, kogo stać, choć jakby nie wierzę, że speedway może nas czymś zaskoczyć. Nie ma charyzmatycznej osoby na miarę…Stop.

Zagalopowałem się okrutnie, prrr, Nie ma w żużlu takiej futbolowej Barcelony, a kogo stać na  takie utwory na dwóch metrach jakie wyprawia argentyńska perełkaMessi? Wybaczcie mi wiosenną gorzkość, to premiera miała taki wpływ na smak. Mam jednak nadzieję, że mi się zmieni.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s