Odłamki

Jeszcze trochę i już się zacznie, „ bomba” pójdzie w górę, białe taśmy startowe podniesione na torach żużlowych uwolnią wyścigi spragnionych walki zawodników i podrasują kibiców, wszystkich zniecierpliwionych natrętną zimą.

Pogoda nie rozpieszcza, niektórzy szukają słońca na południu Europy, nie wszystkich jednak stać na próbne jazdy w cieplejszych od naszego krajach.

O czym się mówi w kulisach klubowych włodarzy?

Na pewno bulwersująca jest sprawa młodego Przemysława Pawlickiego z Unii Leszno, który postawił wysokie warunki i takich nie mógł akceptować prezes Józef Dworakowski, toteż chłopak, niewątpliwie utalentowany, ma wolną drogę. Czy tak do końca? Czy w tym wieku można wiedzieć jaką drogę wybrać? Potrzebny mądry doradca. W sporcie żużlowym w polskim wydaniu problem ojców i synów jest dosyć ważny i zasługuje na pewno na naukową dysertację. Jak życie pokazuje z przeszłości bywało różnie i zawsze wygórowane ambicje ojców, postawione warunki finansowe były nie do przyjęcia. Nie ma gorszej rzeczy kiedy na progu kariery zaczynają się targi o pieniądze, nie o ułożenie warunków startowych, naukę, tylko o kasę. Jeszcze talent nie wykaże się sukcesami aspirującymi do gaży na poziomie Hollywood a już droga staje się wyboista. Kariera bywa przerywana, targowanie się na siłę przeszkadza w normalnym rozwoju młodego organizmu. W żużlu operuje się przy każdej okazji zgranym, choć prawdziwym sloganem, że sport jest niebezpieczny i w ułamku sekundy można być kaleką na całe życie albo je stracić. Historia potwierdza takie wersje zdarzeń.

Nie można jednak na siłę stawiać kasy na ołtarzu rozwijającej się kariery, trzeba raczej trzeźwo spojrzeć na realia i nic tak nie prostuje drogi jak kompromis. Bez niego nie można w zasadzie funkcjonować w życiu a mój znajomy dowcipnie twierdzi, że najbardziej kompromisowym przykładem jest udane … małżeństwo.

W Lesznie był kiedyś taki talent Adam Łabędzki, okrutnie jednak zweryfikowany przez transferowy rynek, kuszony przez wrocławskich poszukiwaczy żużlowych skarbów, wykończony przez pauzy, karencje, bo nic tak nie uzdrawia jak regularna jazda i dobre warunki, a kasa przyjedzie w karocy. Kiedy odwraca się porządek rzeczy, nie ma nic gorszego, wpierw jest śniadanie a potem kolacja wyszukana. Przemek Pawlicki jest za młody by sam mógł decydować o wszystkim, on musi mieć głowę zaprzątniętą startami, a jeśli jest inaczej, rację ma prezes Dworakowski, który otworzył mu, na pewno z bólem, drogę do kariery poza Unią. Szkoda, że familia Pawlickich nie trzyma się klubu, który jest na miejscu.

No to tyle, złe duchy czasami biorą górę nad realnym światem i próbują jazd w nieznane. Mam taką nadzieję, że Pawlicki jr. znajdzie dobre rozwiązanie i życie nie fiknie psikusa. Nic tak nie uzdrawia jak samodzielność i angielskie warianty, o tym może powiedzieć dużo trener Unii Leszno Roman Jankowski, który jako młody chłopak pojechał do Londynu na Hackney i tam nagle, przy gwiazdach, m.in. Zenonie Plechu, jeździł rewelacyjnie. Anglia wtedy, gdy trzeba było tam mieszkać była prawdziwą szkołą życia, bez ojców pod ręką, mamusię po męsku zastępował szef klubu, trzeba było samodzielnie radzić sobie samemu. Bywało zatem różnie i jakie czasami wynikały sytuacje, warto zapytać choćby Jerzego Rembasa gorzowianina, wiecznie trzeciego obok asów Edwarda Jancarza i Zenona Plecha. Groźne, śmieszne, prawdziwe.

Niewątpliwie dalszy ciąg rozpoczynającej się kariery Przemysława Pawlickiego będę obserwował z życiową i zawodową ciekawością. Oby nie zmarnował talentu.

O czym mówi się jeszcze? O KSM w sezonie 2011. Są zwolennicy i przeciwnicy, jak to z wszystkim. Z każdym problemem jest swąd, Anglicy jakoś sobie radzą. Oczywiście to nie argument, ale polskie wydanie problemów oblane jest lukrem i pomyjami. Nie tylko w sporcie, poza nim, wszędzie niemal. Referendum nie ma co robić, już ten temat był przerabiany, generalnie chodzi o fakt wyrównania zespołów, gdyż ligowy rynek żużlowy jest za mały aby budować dwie lub trzy potęgi a resztę sprowadzić do slumsów. Po co Anglicy wymyślili KSM, czyli średnią kalkulowaną? Jakie były intencje? Ekstraliga spółkowa myśli nad problemem. Już gdzieś czytałem histeryczny artykulik na ten temat, że KSM zarżnie budowanie imperium żużlowych w Polsce. Ha, ha, ha…

W trakcie sezonu będzie obgadywana ta sprawa na lewo i prawo, najbardziej poza uszami tych, co mogą w tym względzie dużo zrobić. Niestety środowisko jest specyficzne, mało jest takich, których stać na otwartą grę, najlepiej szeptać za drzwiami, oficjalnie jednak buzi – dupci. Nie raz czekam na potwierdzenie tego, co facet X mówił o zawodniku Y czy prezesie V, lecz kiedy jest konfrontacja… nie ma żadnej już opozycji, jest fałszywa szczerość przed kamerami. No to jak do licha z charakterami męskimi, twardymi? Bujda i nadbagaż tanich emocji, fałszywki.

Wracam jeszcze raz do tego, co już kiedyś pisałem, czyli rozmów na gorąco po wyścigu, w szatni niemal. Wypowiedzi jakby niekontrolowanych typu „live”, które uwielbia telewizja, a zawodnicy niektórzy nie bardzo mają co powiedzieć, kiedy rozgrzani sercem i ciałem, chcieliby chwilę odsapnąć. Grzeczność nie pozwala często ryknąć „ pocałujcie mnie w d…”

Inny odłamek. Reperkusje wywołały nowe stroje polskiej reprezentacji futbolowej, przygotowane przez Nike, w kolorze granatowym. Ktoś wyrugował biało – czerwone, tradycyjne. Szum się zrobił a piszę o tym, gdyż nie można dać się ubierać w szaty obce tradycji. Była kiedyś na piłkarskich MŚ w Korei Płd. próba interpretacji hymnu narodowego w wykonaniu Edyty Górniak. Fatalnie wypadł ten eksperyment. Nie szargajmy zatem świętości i szanujmy, co nam wieki przyniosły w spuściźnie. Tak a propos, gdyby komuś przyszły na żużlowym polu jakieś idiotyczne pomysły z biało – czerwonymi barwami. Wszystko, ale nie to! Górniak ułomnie przeszła do historii.

Ostatni odłamek. Firma Tobet sponsoruje serial Grand Prix, jest to firma bukmacherska, a wiadomo, że w Polsce zmieniły się przepisy i nie wolno reklamować hazardu. Jest więc problem w przestrzeni sportowej, nie tylko w serialu SGP i znów pojawiły się prasowe enuncjacje, że organizacyjnie padniemy przy turniejach, bo firmy IMG/BSI dzierżawców tych imprez nie obchodzą polskie przepisy, tylko finansowy wpływ.

Bulwersujących spraw na przednówku sezonu jest sporo, jednak życie byłoby nudne gdybyśmy nie mieli takich zgryzów do rozwiązywania. Kiedy taśmy startowe zostaną uwolnione, mało już będzie czasu na dyskusje, wtedy „live” zawładnie nami i nocami. Tak się śpiewa, że „noc jest dla muzyka dniem”. A dla żużlowego towarzystwa?

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s