Złoto bywa zaraźliwe

on

Jak szybko stopniały sterty śniegu, tak prędko nadchodzi nowy sezon żużlowy. Ten rok w sporcie znaczony jest igrzyskami zimowymi w Vancouver i medalami naszych zawodników. Przedostatni dzień olimpiady i wielkie nadzieje przed startem Justyny Kowalczyk. W studio TVP u „gospodarza” Macieja Kurzajewskiego jest Tomasz Gollob i Józef Łuszczek z oscypkiem na świętowanie „ złotego medalu Justysi”. Kiedyś, kilkanaście lat temu namówiłem Józka na pierwszy start w Biegu Piastów, dał się namówić, impreza miała patronat „ Sportu” a Łuszczek w debiucie, choć mało spał, był drugi, bo ktoś mu przebiegł trasę i wygrał wtedy biathlonista z Wałbrzycha Szyda. Ten bieg, masowy, międzynarodowy w tym roku ma już rocznik 34!Wspominam Łuszczka, bo ile razy go widzę lub się spotykam w Zakopanem, to przypomina mi się jego Lahti i złoty oraz brązowy medal na mistrzostwach świata. Skandynawowie zdejmowali czapki z głów z podziwu i szacunku dla naszego mistrza. No i teraz w studio TV jest, no bo jakże i jest żużlowy tytan Tomasz Gollob. Kto mógł przewidzieć, że ten przedostatni dzień w Vancouver będzie taki szczęśliwy dla polskiego sportu? Justyna nie zawiodła i po morderczym finiszu po 30 kilometrach klasycznego biegu wygrała z Norweżką Marit Bjoergen, sympatyczną gwiazdą narciarstwa. Złoto wreszcie dla Polki, narodowy hymn i owacja całej Polski, rodaków poza granicami. Łzy szczęścia. I Wojciech Fortuna już nie jest jedynym polskim sportowcem zimowych igrzysk, który ma złoty medal. I potem jeszcze nasze trzy panczenistki na lodowym torze były szybsze od Amerykanek i sięgnęły niespodziewanie po brązowe medale. Cudowny wieczór, w towarzystwie żużlowej gwiazdy.

Jest jakaś metafizyka w tym wszystkim. Złoto i jego tajemnica zdobycia.

Gollob powiedział, że musi poznać się z Justyna, żeby mu powiedziała jak wygrywać finisze. Zwrócił uwagę jeszcze na jedno, co dla bywałych w żużlowym świecie nie jest czymś nowym, że w sprincie kiedy Justyna Kowalczyk przegrała z Marit, pojechała na „ wirażu” przy wjeździe na stadion po dużej, a Norweżka po małej. Bywalcy żużlowych potyczek czytali tę grę wtedy jednoznacznie, to był taki żużlowy skrót niezwykle sympatycznej Norweżki, która w Vancouver zdobyła trzy złote medale, srebrny i brązowy! Panowie czapki z głów przed taką mistrzynią nart, świetnie biega, cudownie walczy i uśmiecha się zalotnie w zmęczeniu. Jak góralka Kowalczyk.

Gollob ma medale mistrzostw świata, srebrne i brązowe, multimedalista ale ciągle nie ma tego jednego, złotego i nie jest mistrzem świata. Historia zna takie przypadki wielkich mistrzów, bez tego ostatniego najważniejszego lauru. Adam Małysz powiedział, że dostał SMS – a od kibica, aby się nie martwił, że wprawdzie nie ma olimpijskiego złota, lecz medale, które ma, to tak, jakby miał łącznie platynowy medal! Coś w tym jest. Mistrzowie z absolutorium, bez dyplomu.

I do tego dnia, kiedy Justyna Kowalczyk wywalczyła złoty medal, Wojtek Fortuna był jedynym złotym od 1972 roku. W żużlu jedynym złotym polskim medalistą mistrzostw świata jest ciągle Jerzy Szczakiel, od 1973 roku. Czy jest szansa w tym sezonie żeby podobnie jak to odbyło się w Vancouver, opolanin nie był samotnikiem na tronie, bo stanowczo nim jest za długo. Jest szansa i dlatego upatruję jakiejś metafizyki w tym co się stało w Kanadzie i czego na oczach milionów był i skomentował najlepszy polski żużlowiec. Jego komentarze były konkretne, spostrzeżenia dojrzałego zawodnika, znającego swój fach i szukającego nadal sposobu na zdobycie szczytu i zwieńczenie swojej kariery. Jak to zrobić? Myślę, że Tomasz Gollob tym razem już wie i mistrzostwa  świata mające premierę na torze w Lesznie z końcem kwietnia mogą być dobrym początkiem dla polskiego zawodnika. Siedząca obok żużlowca w studio TVP jak zawsze dobrze wyglądająca Alicja Reisich – Modlińska z podziwem patrzyła nie tylko na to, co się dzieje na trasie 30 km w Parku Świstaków, lecz uważnie słuchała, co mówi o wyczynie i jego cenie Tomasz, jak komentuje prosto, góral, zwyczajny mistrz świata Józef, życie go nigdy nie pieściło, ani on jego. Nie wiem co się stało z oscypkiem w studio, czy była do niego góralska herbata, bo sukces Justyny Kowalczyk i panczenistek był zaraźliwie dopingujący dla Golloba. On marzy o tym  złocie, ono jakby mu się należy, choć sport nie uznaje takich definicji, nie szanuje takich marzeń. Brutalizuje wszystko, co może być ułożone i wyrzuca w zasadzie już na pierwszym zakręcie słowo sprawiedliwość. Tego nie ma, a jeśli jest nazywa się wówczas szczęściem.

Elita żużlowego świata ma swoje lata, są nowi z apetytami, choćby taki Rosjanin Emil Sajfutdinow, ma apetyt na ostateczne podium Jarek Hampel, jest głodny „kangur” Chris Holder, są inni już ubrani w medale jak Australijczyk Jason Crump czy Duńczyk Nicki Pedersen. Cykl mistrzostw świata ma kilkanaście turniejów, które  w swojej złożoności składają się na spełnionego mistrza świata.

Złoto bywa zaraźliwe, na pewno, tam w studio TVP tętno Tomaszowi Gollobowi podskoczyło, zebrał na pewno myśli i … myśli.

Kilkanaście turniejów, przygotowanie silników, nieprzewidziane karambole i odrobina szczęścia w każdym i na finiszu. Trzeba od razu, już od Leszna jechać po swoje, ciułać punkty, nie szarpać, czekać na finisz i czaić się jak ta Justyna za Norweżką, do ostatka. I w zasadzie nie liczą się tak wygrane, co każde podium, być tam, nie schodzić. Mieć „pudło” zawsze pod ręką.

Tomasz Gollob jest zawodnikiem kompletnym, o swoim zawodzie wie wszystko, wie co piszczy w silniku i zna tory, nie wie tylko czy będzie pogoda czy będzie bagno. Nie wie co siedzi w głowach przeciwników, lecz taki jest sport, więc z tym już trzeba się pogodzić i walczyć, jechać rozważnie, bo jeśli nie teraz, to doprawdy kiedy?

Rywale znają się nawzajem jak konie w dobrej stadninie. Być w każdym turnieju w półfinale, zaczepić o podium, najlepiej wygrać. Jak łatwo się pisze takie recepty, jeszcze potrzebne wykonanie.

Tak mi się wydaje, że polski tytan musi tym razem wykonać zadanie z wojenną taktyką jakiej jeszcze nie toczył do tej pory żadnej bitwy, by osiągnąć upragniony cel. Dla niego marzenie, dla kibiców spełnienie, dla rywali może nawet… ulga, że wreszcie… I da sobie już spokój. Nie żartujmy jednak z WIELKIEJ GRY, ktoś powiedział, że dorosłe życie polega na tym, iż musimy wykonać część rzeczy, na które nie mamy ochoty. W tym przypadku jest jeszcze kompletna, niemal olimpijska ambicja. Jesień bywa czasami złota.

Advertisements

One Comment Add yours

  1. bart pisze:

    Panie Adamie! Trzymamy kciuki za Tomka! Wierzmy w metafizykę!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s