Żużel i Chopin

Karkołomne skojarzenie. Zgrzyt i ukojenie? Zaraz, zaraz, po kolei. Do ponad 100 krajów popłynął przekaz telewizyjny z losowania w Warszawie grup eliminacyjnych piłkarskich mistrzostw Europy, które za dwa lata odbędą się w Polsce i na Ukrainie. Kilkaset gości było zadowolonych z imprezy, z losowania też, bo nie „urodziły” się tzw. „grupy śmierci”. Sala Kongresowa wypełniła się zacnymi gośćmi, kruczowłosa i urodziwa Ukrainka Maria Jefrosinina i swobodny Piotr Sobczyński z TVP poprowadzili na światowym poziomie wydarzenie; oficjele z UEFA byli więc usatysfakcjonowani. Dyrektor EURO 2012 Szwajcar Martin Kallen powiedział wprost: „Goście  mogli zobaczyć odrobinę Polski”. Historia w pigułce europejskiego futbolu w pięćdziesięcioleciu została uwieczniona na ekranie z muzycznym podkładem Fryderyka Chopina w postaci Ballady nr.1.Nie będę się rozwodził na temat losowania, było i minęło, egzamin został zdany i jestem dumny jako Polak. Odezwała się jednak w moim sercu stara nuta sentymentalna, że warto zawsze gdzie tylko się da prezentować odrobinę swojej Ojczyzny. I przypomniał mi się niegdysiejszy felieton, gdzie już sugerowałem by przy okazji żużlowych hitów w Polsce tę odrobinę zaprezentować nie tylko fajerwerkami i medalowymi zdobyczami.

Jak uczy praktyka igrzysk olimpijskich, mistrzostw świata w różnych sportach oraz mistrzostw Europy, otwarcia i zamknięcia są wydarzeniami, które zawierają elementy lokalne, kawałki tego co warto od USA po Australię pokazać, przekazać muzykę swoich rodaków, zaserwować najlepszą historię i współczesność. Takie jest przesłanie i zawsze będę wspominał wielką lokalną zabawę w 1988 roku podczas zimowych igrzysk w kanadyjskim Calgary, gdzie mieszkańcy tej miejscowości uczestniczyli jak aktorzy w obrazie wysłanym w świat. Witalne i pełne radości sceny, kawałki Kanady. I tak było podobnie, gdzie tylko sięgnąć pamięcią w Australii, Chinach, Niemczech, Korei Płd., Włoszech, Francji, Hiszpanii, Portugalii, USA. Posłać w świat odrobinę swojego dorobku, pochwalić się przy okazji przecież nie byle jakiej. Dlatego mamy w zwiastunach reklamowych imprez elementy rodzime, mamy charakterystyczne obrazki, ludzi wielkich na cały świat. Mamy otwarcia imponujące i zamknięcia imprez, turniejów w skali dzieł podziwianych długo i często na zawsze. W pamięci uczestników, odbiorców telewizyjnych, wszystkich którym nie obcy jest dotyk niecodzienności i oryginalności.

Wspominam o tym, bo zestawiam wspomnienia i dokonania na światowych imprezach z żużlowymi wydarzeniami.

Kiedyś, przez długie lata, największym wydarzeniem na żużlowym firmamencie był finał indywidualny mistrzostw świata i to on był zazwyczaj „ ubierany” w elementy artystycznego dorobku danego państwa, federacji motorowej. Inne finały miały już mniejszą rangę, aczkolwiek również były dekorowane, ozdabiane fragmentami charakterystycznymi dla danego miasta, regionu, czy państwa.

Zmieniła się jednak ranga finałów, o tak, bardzo, nie ma tego najważniejszego hitu sezonu na którym spotykali się wszyscy, nie z powodu iż wypadało, a raczej bo chcieli. Wzmocniłbym słowo na konieczność spotkania się na te dwa dni raz w sezonie. Ludzie od Finlandii po Szkocję, od Włoch po Danię, od Szwecji po Węgry, od Anglii po Polskę, Niemcy, Czechy.

Takim kultowym turniejem pozostała Zlata Prilba w Pardubicach, tam wypada być, wypić piwo, zjeść parówkę i spotkać się ze znajomymi w dobrym towarzystwie zawodników walczących o cenne trofeum. Ile już pokoleń wychowała Zlata Prilba? Policzcie…

Finału indywidualnego nie ma, jest ich jakby kilka, mamy serial pn. Grand Prix. Czy można  być jako kibic na wszystkich, kilkunastu turniejach tego typu? Kogo stać na takie tournee? Objeżdżają GP ludzie zawodowo, nie tracą swoich pieniędzy, są zagorzali fani, którzy starają się być na wszystkich wydarzeniach, jednak są nieliczni. Nawet jak mają kasę,nie zawsze mają czas od kwietnia do października. Rozmyło się przez serial GP wydarzenie nr 1.

Światowa tendencje są takie, że w wielu sportach mamy seriale Grand Prix, od biegów narciarskich a na tenisie stołowym skończywszy. Ale też zachowano w tym wszystkim, w tym rozmydleniu wydarzenia mistrzostwa świata. Bo trudno wyeliminować ten najważniejszy dzień czy dwa… obrosłe tradycją wydarzenie. I w tym mądrość działaczy.

W żużlu wycięto do pnia, co było tradycją, wszak można było uprawiać seriale Grand Prix, w liczbie nie tak dużej, przy zachowaniu finału jedynego i prestiżowego. Tego brakuje. Może kiedyś wróci? Może legendarny Barry Briggs, który chce przywrócić na kultowym Wembley speedway. Wembley było Mekką, pierwsze wielkie finały solo tam miały swój przebieg.

Żużlowe turnieje typu mistrzostw świata czy Europy spowszedniały, nie ma już wydarzenia na wielką skalę, przypisane często kontraktem organizacyjnym na kilka lat do jednego miasta nie niosą z sobą elementów oryginalnego widowiska. Turnieje GP w tym roku ma Leszno, znów, Bydgoszcz jest już weteranem, nowością na rynku jest z nowym stadionem Toruń.  Duża szansa dla tego miasta na pokazanie skąd wywodzi się Mikołaj Kopernik i są pierniki lepsze o niebo wstrzymane przez Kopernika, niż pardubickie. Stadion jest godny pokazania światu, oprawa powinna być fragmentem historycznego miasta i zasłużonego również na żużlowym rynku.

Czy Leszno też stać na coś więcej, niż do tej pory? Na pewno, trzeba tylko chcieć rodacy.

Nawołuję zatem na zerwanie ze sztampą i byle jakością, opatrzyły nam się zgrane numery, postarajmy się więc o wydarzenia, poza oczywistymi sportowymi akcentami.

Warto pochwalić się…Kiedy byłem nie tak dawno w Zielonej Górze na „Gali”, nie zabrakło odrobiny miasta i tak trzeba utrwalać w świadomości gości, to co najlepsze. Duchowo, turystycznie.

Chopin jest dla żużla delikatny, aczkolwiek scenariusze mogą wszystko. Mamy tyle polskiego dobrego i dlatego namawiam do fantazji, i do ubierania imprez w rodzime cuda. Poza wrażeniami sportowymi mamy wtedy przeżycia także duchowe, zostają one tak samo w pamięci, przyciągają fanów zagranicznych. Wszystko kosztuje? O tak, warto jednak pokusić się o taką promocję; żeby Szwed czy Anglik wiedział i zapamiętał, że tam zjadł pyszność, a gdzie indziej coś innego, że widział cudeńko, czego jeszcze w życiu nie widział. I co roku zmiany, nowe scenariusze, oferty, żeby nie myliło się Leszno z Bydgoszczą czy Gorzów z Toruniem, mimo polskich piw. Trudne do zrobienia? Chyba nie.

Imprezy żużlowe w swojej zawartości obrosły w sztampę, toteż nie mamy nic nowego poza rosnącą liczbą stoisk z wcale nie tanim żarciem i piwnymi ogródkami. Brakuje opraw utrwalających w pamięci widowiska. Jest wielki sport i skąpa otoczka. Fajerwerki jak głupie błyskają w finałach na niebie i szkoda, że nie ma oryginalnych scenariuszy z duszą. Wygodna, tania rutyna wszechwładnie omotała to, co mogło być tak artystycznie polskie. Jak balsamiczna dla ucha i serca ballada mistrza Fryderyka.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s