Podsłuchiwanie spowiedzi

Można dziś kupić podsłuchy różnego zasięgu, rzecz nie do osiągnięcia dawniej. Czasy jednak się zmieniają. Cuda techniki, które zastępują donosicieli, prywatnych detektywów. I tak oto szef podsłuchuje, ba może nawet monitorować na ekranie swoich podwładnych. Zakładowe podglądy, w sklepach olbrzymich jak hangary, wszędzie ciche oczy kamer, które wyłapują każde myszy. I mikrofony. Na sportowych arenach. Wszędobylskie, czym bardziej „spocona” wypowiedź, wymęczonego człowieka tym lepiej? Ładniej, etycznie? W wielu przypadkach potrzebny podgląd wyłapujący kieszonkowców i sklepowych złodziei.

Prywatna eskalacja podsłuchiwania i podglądania w celach przekonania się o pracowniczej aktywności albo lenistwie albo mobilizowania do pracy budzi mieszane uczucia. Podsłuchujący pod pokojem szef przeszedł do lamusa. Mówi się, że jeśli podsłuchujesz to najczęściej usłyszysz o sobie.

Sfera prywatności uległa przecenie, sekrety są najlepszym towarem dla mediów i czytelników, dla widzów, którzy tak jak ostatnio oglądali tysiące razy ofiary z Haiti, zrozpaczonych ludzi, ich bliskich, sceny okropne i poruszające. Po co? Cywilizacyjny ekshibicjonizm, mało etyki, brutalność, która zamyka oczy i wygłusza uszy wrażliwym a podnieca złych.

Sekretność jest naruszana wszędzie, paparazzi podglądają i zarabiają na tym duże pieniądze. Tropienie Romana Polańskiego za miliony dolarów i chęć wyłapania choćby zza rolety nosa słynnego reżysera jest węszeniem zawodowców, których interesuje tylko to, co najgorsze. Jakże zmieniają się opcje na towar medialny. Czy ludzie rzeczywiście chcą widzieć cierpiącego człowieka leżącego na żużlowym torze i zwijającego się z bólu czy leżącego nieruchomo, kiedy już za późno. Nie ma granic etycznych, czym gorzej tym lepiej?

Najlepiej byłoby podsłuchać sypialnię Dody i Nergala, dźwięki rozkoszy byłyby hitem, ale niedoczekanie. Jeszcze mamy ochronę tych fragmentów życia ludzi, gdzie księżyc mówi dobranoc.

Poirytowało mnie kolejne podtykanie mikrofonu w czasie przerwy gry na parkiecie, kiedy trener Bogdan Wenta instruuje swoich chłopaków jak mają grać. Tak się dzieje często nie tylko w przypadku „parkietowych sportów”, także w szatniach, w parkingach żużlowych stadionów. Padają emocjonalnie słowa na żywo a widownia w domach jest przecież wiekowo różna. Gdzie są granice podsłuchiwania? Jako reporter od lat wielu mam wątpliwości. Słowo potrafi zbudować ale i zburzyć. Poirytować maksymalnie, ktoś może być ośmieszony na całe życie. Trudno przewidzieć, co powie zdenerwowany człowiek a poza tym on ma chyba prawo do ułamka prywatności. I dobrze, że jeszcze nikt nie drepcze z mikrofonem do WC. Obszary wnikania pod przysłowiową kołdrę są  bezgranicznie poszerzane. Kombinuje się intensywnie, co jeszcze wymyślić. Brakuje wyobraźni, co można powiedzieć w afekcie na żywo.

Młody, niedoświadczony zawodnik nie odmówi, szkoleniowiec w ferworze walki zapomina, że jego słowa ze sportowej alkowy lecą w świat, jak jesienne liście z drzew.

Czy ten rodzaj podsłuchiwania jest zgodny z normami etycznymi, śmiem wątpić. Nabieram coraz większej rezerwy do tego typu poszukiwania sensacji, jakby dawania ludziom prawdy na talerzu, a eskalacja zjawiska mikrofonowego i ekranowego podsłuchiwania nie jest najlepszym sposobem na budowanie wiarygodności przekazu.

Sport jest wycinkiem takich postępowań, fragmentem. Oto kiedyś jedna z ministrów „sypnęła” do kolegi grubym słowem i poleciało na antenie, potem sumitowała się i biła w ludowe piersi. Co się stało, nie odstanie. Kiedyś prezydentowi stolicy wypsnęło się „spieprzaj dziadu”. Były prezydent Łodzi do miejskiego strażnika odezwał się brutalnie i gdyby tenże strażnik miał czapkę, byłoby wszystko dobrze, lecz nie miał. Nie chodziło o zimno.

Wszędobylski mikrofon, kamera obnażają, futboliści plują mocno na murawę i trudno to wymiksować, kiedy leci obraz na żywo, robi się czasem brzydko. Gdyby chirurgowi  podłączyć mikrofon można byłoby na żywo przekonać się, że ludzie są tylko ludźmi i w stresie, w swoim zaciszu intymności wykonując zajęcie mocno eksploatujące wylatują słowa czasem mało cenzuralne. Nie wolno wkraczać tam, gdzie strefa prywatna powinna być zachowana.

Wiwisekcja pewnych sytuacji jest drażniąca, trudno coś tam wyłączyć, chcemy mieć człowieka takiego jakiego sobie wyobrażamy, jaki słynie ze swojej pracy, osiągnięć i nagle sposób przyzwolenia na podsłuch dla niby autentyczności burzy wizerunek. Wszystko winno być pod kontrolą.

Czy ktoś wywleka co może powiedzieć parlamentarzysta w hotelu sejmowym już poza oficjalnymi występami. Ktoś zarzuci mi manipulację; że trenerowi nie wypada w przerwie meczu mówić tego czy owego. Uszanujmy jego strefę intymności.  Co mówi krwisty mężczyzna czasami do swoich podopiecznych niech zostanie top secret. Uszanujmy.

Mikrofon mikrofonem a jest jeszcze sfera zdjęć robionych na specjalne zamówienie. Aktorka przebywa na plaży i całuje się z kim chce, może ? Pewnie. Tropią ją jednak jak żyrafę na safari, dopadają i pokazują czego nie obejmie stanik albo stringi.

Ciekawe obrazy przenikają do mas, zapotrzebowanie jest, mówi anonimowy redaktor jednego z pism kolorowych, chciwa ciekawość na informacje kto z kim je śniadanie nie wychodząc z partnerką z łóżka.

Budowanie takiego projektu trwa już bardzo długo; kiedyś znana amerykańska stacja telewizyjna zainicjowała reportaże uczestniczące w światowych tragediach. Z wypiekami na policzkach świat śledził więc na ekranach, co tam się wydarzyło, jaki jest ogrom bólu i rozpaczy, jak krwawe rany i jak pakuje się do czarnych worków ofiary.

Okrutny syndrom naszych czasów, pokazywanie bez ceregieli wszystkiego, co czasem trzeba uszanować w imię pokory,  okazać zwykły szacunek dla ofiar oraz ich najbliższych.

Mnie ogromnie drażnią te penetracje. Sport nie jest wolny od takiego zjawiska. I speedway, dramatyczny czasem w swojej karkołomności, z mnogością upadków i karamboli wywołujących palpitacje serca.

Co może wyszeptać poturbowany zawodnik, kiedy ledwie dochodzi do siebie?

Co może żużlowiec powiedzieć w sytuacji mało komfortowej, kiedy ewidentnie został skrzywdzony przez sędziego, zaraz po takim incydencie? Zanim jeszcze nie ochłonie i w swoim miejscu w parku maszyn kopie ze złości fotelik, wtedy kamera go „ kasuje”, słowa lecą jak jaskółki przed deszczem, mamy twarde słowa bez cenzury. Darujemy?

Wkraczamy w zakamarki prywatnego ogrodu i jak intruzi obalamy bezwiednie, acz sprytnie nieskazitelność. Po co? Dla kogo? Podsycanie ognia kończy się często pożarem. Koniec.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s