Śnieg, palmy i Falubaz forever

Nie dosłownie, ale kiedy ktoś zapragnie posiedzieć pod pięknymi drzewami i nacieszyć oczy widokiem zieleni, wtedy gdy za oknami siarczysty mróz i śnieg po kolana, niech wybierze takie miejsce, które nazywa się palmiarnia w Zielonej Górze. Miasto za ponad 20 milionów złotych sprawiło, że palmiarnię warto na zielonogórskim wzgórzu odwiedzić. Tamże nie tak dawno odbyło się towarzyskie spotkanie gości, którzy uczestniczyli w Żużlowej Galii, czyli wręczeniu wyróżnień za miniony sezon. przewodniczący Giekażetu Piotr Szymański miał co wręczać, dwoił się i troił na scenie filharmonii. Zabrakło w plejadzie dobrze prezentujących się czołowych zawodników polskiego żużla w kategorii seniorów i juniorów asa Tomasza Golloba, prezentującego gorzowski klub, który rywalizuje od lat z zielonogórskim Falubazem. Jak sięgnę pamięcią derby ziemi lubuskiej były zawsze podsycane przez niezdrowe siły, w historii różnie bywało i albo górą byli zielonogórzanie, albo gorzowianie Większy dramatyzm w moim przeświadczeniu miały derby pomorskie, gdzie walka pomiędzy Toruniem a Bydgoszczą nabierała siły kibicowskiej na trybunach, choć różnie bywało i potyczki żużlowe a futbolowe to niebo a ziemia, delikatność z okrucieństwem rzecz ujmując prawdziwie. Galę, już czwartą, po warszawskich ostatnio prezentacjach ujrzała więc Zielona Góra zasypana śniegiem ale i tak przyjemna w odbiorze, bo to ładne miasto. I miasto mistrzów Polski w drużynowej jeździe. Prezes Robert  Dowhan, szef Falubazu może mieć satysfakcję, acz przewiduję, że największym konkurentem tegorocznym w Ekstralidze będzie zza miedzy gorzowska drużyna. Mówią, że takich ma się sąsiadów na jakich się zasłużyło. O tym potem.

Gala była ozdobiona występem unikatowego zespołu akrobatów – artystów pn. OCELOT. Cudne te pokazy, świetna choreografia, kunszt i muzyka przenikająca do serc. Śpiewał repertuar znany jak sam Jan Kiepura Andrzej Lampert, który kiedyś wygrał w TV „Szansę na sukces”, a pochodzi bodaj z Chorzowa. Grała orkiestra po dyrekcją Marka Kurzawy i było chwilami za głośno, no ale w końcu świat żużla przyzwyczajony do huku silników znosi takie decybele jak niemowlaki. Przyjechał aktor nie tylko sitcomowy Tomasz Karolak z Warszawy, który kiedyś musiał zapoznać się z żużlem, bo grał fana w serialu TV. Dostał wyróżnienie i mianowano go kolejnym ambasadorem polskiego żużla. Trochę na wyrost. Już mamy ich kilku, nie było ich na gali, nawet miejscowo urodzonego Tomasza Lisa, Zbigniew Boniek ma z Rzymu daleko, a Leszek Blanik /rodem ze Ślaska/ złoty gimnastyk olimpijski z Gdańska też daleko, choć mógł go zabrać prezes Lotosa  Maciej Polny. Ambasadorowie nie powinni opuszczać takich okazji. I chyba nie powinno się ich specjalnie zapraszać. No więc kto chciał i miał zimną głowę ale gorące serce, przyjechał do Zielonej Góry. Był a jakże sponsor polskich reprezentacji, kreatywny człowiek Adam Krużyński z firmy NICE. Światowy potentat, włoskie korzenie, polski speedway ma dobrego chlebodawcę w wymiarze reprezentacyjnym. Niech Nice długo wytrzyma a opłaci się ten wizerunek. Otworzył Nice bramy i bramki, ba wrota! I byle nie spuścił kiedyś rolet.

Gdzie było lepiej w filharmonii czy w palmiarni? Wszystko zależy od tego co kto lubi, lecz nie można sobie było wyobrazić jednego bez drugiego, co w polskim wymiarze politycznym jest chyba dobrze znane od jakiegoś czasu. Dualizm, bliźniaki, polskie specjalności.

Polska młodzież żużlowa jawi nadzieje a nie od dziś rzecz w tym, by wyrastając wjeżdżała bez żadnych kompleksów w dorosłą rywalizację. I wyrastała, dojeżdżała wreszcie do Tomasza Golloba. Jarosław Hampel, uczestnik GP powiedział mi, ze zbiera w sobie siły i wszystko co ma najlepszego rzuci na szalę tegorocznego serialu. Zobaczymy.

Najwyższy czas. Wierzymy. Jednak nie bez obaw.

Impreza żużlowa na stadionie czy estradzie bez Tomasza Golloba jest jakby ogołocona. Nie wiem jakby zareagowałby w finale, gdyby zobaczył film o Falubazie i potraktowanie jego oraz prezesa Władysława Komarnickiego z Gorzowa. Wielkość polega na tym, że nawet z największym wrogiem się rozmawia. W sporcie podsycanie tzw. świętej wojny jest zgubne w efekcie, nie można lansować takich metod, gdyż potem może zabraknąć ludzi do gaszenia zadymy. Ale już poleciało i leci, jeszcze byłem w Zielonej Górze a już miałem sygnały, że zawrzało. Przewodniczący Piotr Szymański odciął się następnego dnia w specjalnym oświadczeniu, iż nie ma z tym „filmikiem” nic wspólnego. Organizator imprezy firma Prestige znalazła się w kłopotliwej sytuacji, bezgranicznie zaufała gospodarzom. Okazuje się, że wszystko warto sprawdzić, bo kukułcze jaja bywają nawet w … śniegu.

Gdzie następna gala? Może zdarzyć się, że w Gorzowie, tak będzie wypadało. Rywalizacja pomiędzy zespołami ziemi lubuskiej wydaje się najbardziej prawdopodobna. Namawiam więc prezydenta Zielonej Góry, fana a jakże żużla aby po chrześcijańsku sprawił załagodzenie konfliktu, który tam gdzieś podskórnie tkwi. Zupełnie niepotrzebnie, bawmy się w sport a nie dolewajmy oliwy do ognia. Ktoś musi być pierwszy, który wyciągnie rękę, nie bójmy się, zanim nie rozleje się nienawiść. Nikomu niepotrzebna.

Na całym świecie trwa rywalizacja, musi być jednak fair. Kiedy gra futbolowa Barcelona z Realem Madryt kipi na trybunach rywalizacja, kiedy kopią Milan z Interem w Mediolanie, kiedy spotyka się Cracovia z Wisłą Kraków nie jest nigdy łatwo, lecz nigdy nie podgrzewajmy kotła benzyną.

Dość. Wygaszam. Jedna impreza żużlowa za nami, a przed już dwudziesty plebiscyt Tygodnika Żużlowego. W Rawiczu palmiarni nie ma, a szkoda. Będzie coś innego. Też wyróżnienia, potem tańce i będzie Tomasz Gollob, który był siódmy w plebiscycie Przeglądu Sportowego.13 lutego bal na dużo par. A potem wizja sezonu. Zespoły przygotowują się do niego w górach, nad morzem, często u siebie. Wszystko zależy od kasy. Ten sezon jawi się niezbyt bogato dla wielu. Inny od poprzednich, jakby teraz macki kryzysu dopadły niektórych. Raczej wyrównanie w dół, poza mocarstwowymi ambicjami teamów z ziemi lubuskiej. Falubaz chce obronić tytuł, gorzowianie z Gollobem odebrać, nawiązać do tradycji i ery Edwarda Jancarza, Zenona Plecha oraz innych, tam kiedyś w rodzime talenty było bardzo bogato, na skalę europejską i światową.Za miedzą także: Jan Krzystyniak, Henryk Olszak, Andrzej Huszcza, Grzegorz Walasek; zawsze była chętna młodzież do jazd w lewo i jest nadal. Obfita w żużlowe talenty ziemia nad Odrą, gdzie jak pisałem przed laty drzewa szumią po polsku. Kluby naładowane ambicjami, toteż niech pogubią się wreszcie toksycznie złe namiętności i zwycięży czysta gra. Maestro poznaje się po tym, jak traktują po walce przeciwników. Czasem pomagają wstać z kolan, nie drwią i to jest piękno wielkie. Jak palmy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s