Batmanka biegów i Presley of Speedway

– „Chciałam biec jak najszybciej i nie umrzeć gdzieś po drodze”, powiedziała Justyna Kowalczyk po jednym z morderczych biegów narciarskich. Niesamowita dziewczyna, magister i chluba katowickiej AWF. Wygrała kolejny, już 75. Plebiscyt Przeglądu Sportowego na najlepszego sportowca roku ubiegłego, a czy powtórzy ten wyczyn okaże się może niebawem po zimowych igrzyskach w kanadyjskim Vancuver. Jest przykładem kobiety dla mężczyzn, świadoma swoich słabości, bo kto ich nie ma, świadoma swoich możliwości. Do panny Justyny jeszcze powrócę, bo godny jest utrwalenia jej charakter, hart ducha góralki, porównywanej do mistrza świata sprzed lat, zakopiańczyka Józefa Łuszczka.

We wspomnianym plebiscycie siódme miejsce wśród znakomitości sportowych Polski zajął Tomasz Gollob, który znów wjechał do tego grona dziesięciu najlepszych, a wręczył mu Championa Tomasz Lis wschodząca gwiazda żużlowej przestrzeni, wszak pochodzi z miasta mistrzów Polski czyli Zielonej Góry. Sukces najlepszego żużlowca wśród sportowców i najlepszego sportowca wśród żużlowców jest osiągnięciem, gdyż doprawdy trudno tam się przebić przez zasieki olimpijczyków i gwiazd, które mają odciski swoich dłoni w alei zasłużonych na deptaku w Cetniewie. A nawet jeśli ktoś jeszcze nie ma, będzie miał.

Speedway jest we frekwencji sportem numer jeden na polskich stadionach, choć kiedy przychodzi do ostatecznych rozstrzygnięć plebiscytowych wygrywają inne sporty mające na piersiach olimpijskie medale. Tak było i tak będzie. Gdyby Tomasz Golllob wygrał trzy razy z rzędu mistrzostwo indywidualne świata i trafił na rok nie olimpijski może miałby szanse na zwycięstwo w owianym tradycją plebiscycie, który gromadzi stołeczną śmietankę na widowni i na balu, podczas którego młodzi przekonują się ile sił mają na parkiecie byli mistrzowie. Laur Golloba na pewno nie jest ostatnim jeszcze w tym roku i w branżowych konkursach na supermana nie ma równych. Jakby stawało się to nudne, lecz co poradzić z talentami, które są długowieczne w trwaniu na sportowych posterunkach. Tomasz Gollob ma zapewnione na razie miejsce na szczycie polskiego żużla i nawet jak przychodzi mu omsknąć się na turniejach, to i tak w ostatecznym rozrachunku zostaje na placu boju tak, jak Adam Małysz na skoczni, kiedy jego następcy spadają z buli. Długowieczność karier w trudnych sportach jest godna rozważań psychologiczno – socjologicznych. Dodałbym do tego jeszcze medycznych. Z jednej strony mamy fenomeny organizmów, o talencie nie wspominając oczywiście, z drugiej utrzymywanie poziomu dzięki charakterowi, jego sile. Ile mieliśmy talentów, które wskutek przeładowania emocji, niemożności utrzymywania presji, nie dawały rady z otoczeniem, ze swoimi słabościami. Choćby wspomniany Józef Łuszczek, przed którym w Lahti zdejmowali skandynawscy królowie czapki z głów. Niesamowite. A w Zakopanem trzeba było po góralsku zdyskontować. Z fortuną i bez. Nie starczyło silnej woli, a Józek, bo znamy się od lat, miał wydolność płuc niespotykaną i gdyby nie ulegał presji byłby mistrzem nad mistrzem jeszcze długo. Akcentuję, że trzeba dużo pracować nad sobą, by utrzymywać się w kondycji psychicznej i fizycznej. Walczyć z sobą. A ile młodych dusz w żużlu „pękało” pod naporem otoczenia. Policzcie.

Gollob objeżdża w swojej karierze Polskę i gdzie jest przypisany klubowo wychwala miejsce oraz ludzi, którzy go kontraktują. Można odnieść wrażenie, że pochodzi teraz z Gorzowa; można było kiedyś podobnie myśleć gdy jeździł w barwach Tarnowa czy Bydgoszczy.

Speedway nie jest sportem łatwym i to niewątpliwy truizm. Decyduje o sukcesie człowiek i sprzęt. Wyżej od Golloba we wspomnianym plebiscycie uplasowała się debiutantka, młociarka z Rawicza, mistrzyni świata, niezwykle sympatyczna Anna Włodarczyk, która lubi speedway i oglądała ten sport nie tylko w Rawiczu ale i z ojcem w Lesznie. Lobby żużlowe w Polsce nie jest zbyt mocne, choć coraz silniejsze, a trzeba było na ten fakt zapracować przez lata. Dziwne zjawisko. Wystarczy tylko żeby futboliści zaczęli wygrywać, strzelać bramki a już wykopują z plebiscytów bardziej zapracowanych konkurentów. Tym razem, nad czym ubolewał trener reprezentacji Franciszek Smuda, zabrakło w Plebiscycie PS przedstawiciela futbolu. Może będą tańczyć po EURO –2012? Smuda marzy. Kibice wierzą.

Ten rok jest rokiem zimowych igrzysk, Letnia Olimpiada w Londynie w 2012, Tomasz Gollob ma szanse ciągle, bo jest najlepszy z grona żużlowego, taki Presley of Speedway.

A kim jest niezmordowana Justyna Kowalczyk, która potrafi podnieść się z kolan; jednego dnia uczestniczy w kraksie, traci cenne sekundy a następnego dnia pnie się pod górę jak szalona i zostawia umęczone rywalki za sobą. Wielkie waleczne serce z Kasiny Wielkiej.

Niektóre sporty, te gdzie decydują o zwycięstwie ułamki sekund, technika, siła, talent rzecz oczywista, można ze sobą porównywać. Justyna nie ma silników jak Gollob, ma narty i ma serwisanta do ich smarowania i ma niesamowite zdrowie, twardy charakter góralki, przed którą rywalki przecierają oczy ze zdziwienia, kiedy jest od nich szybsza na trudnych fragmentach tras biegowych. I ma trenera, który jest jak tata. Skromny aż do przesady.

Nie miałem okazji, myślę że taką będę miał, zapytać mistrzynię czy lubi oglądać ściganie się na żużlu. Organizatorom imprez topowych w tym sezonie na polskim gruncie sugerowałbym zaproszenie na jakiś turniej Justyny Kowalczyk, a spotkanie może być frapujące. Mamy tyle turniejów z cyklu mistrzostw świata, a nic tak nie wzbogaca jak poznawanie czegoś nowego, nic tak nie pobudza jak doświadczenia. Ambicje nie są na kredyt, trzeba je mieć na własność.

Przed nami kolejna żużlowa gala, tym razem na gruncie zielonogórskim, czyli tam gdzie jest mistrz drużynowy Polski. I tak, jak w Warszawie podczas wspomnianego Plebiscytu PS, wystąpi teatr tańca, grupa fenomenalnych ludzi OCELOT. Zaistnieli na świecie już dawno, w Polsce odkrył ich program „Mam Talent”.

Tak bywa u nas, że wpierw przyklasnąć musi świat żeby potem docenił rodzinny kraj. Znakomita choreografia i kunszt, świetne momenty sportowych analogii. Jest co podziwiać, tak jak na torach, bieżniach, trasach biegowych, jak w każdym sporcie, gdzie dojrzały talent kształtowany morderczą pracą kwitnie w całej okazałości. Przy tej aurze doskonałości zostaje jednak proza codzienności.

A o czym marzy czasem mistrzyni po zwycięstwie? Zjeść i wyspać się do woli, a potem znów pędzić przed siebie na metę…„ jak najszybciej i nie umrzeć gdzieś po drodze”.

Jakże szczere i zwyczajne wyznanie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s