Słowa jak żyletki

Świat nie lubi ludzi i sytuacji kontrowersyjnych, i przetrwanie ma zapewniona  n i j a k o ś ć. Odmienne zdanie, niż lansik większej grupy jest traktowane jako wyrzut. Tak to bywa zwyczajowo i tego nie zmienimy, gdyż sankcjonowana jest szarość, nie jaskrawość.

Władysław Komarnicki dąży do mistrzostwa Polski i zbudował team ponad podziałami Golloba. Zatrudnił Nickiego Pedersena. Konsultował na pewno decyzję z Gollobem. Czy ten zespół jest w stanie ograć innych i zdetronizować sąsiedzkiego Falubaza z Zielonej góry? Panie prezesie życzę szczęścia, bo pieniądze to ogromnie dużo ale sport lubi jeszcze pewne klimaty i szczęścia nie można kupić. Nie wszystko przecież jest na sprzedaż. Mamy początek roku i zawsze w tym okresie medialny szum niesie z sobą prognozy podwyżek. Prezesi klubowi w połowie minionego roku dostali dreszczy i zaczęli panikować wobec wieści kryzysowych. W popłochu, na zapas zamartwiali się publicznie „ co to będzie, co to będzie”. Co z tego wynikło? Jak zwykle nic. Polski speedway oparty jest na dużych prowincjonalnych ambicjach, sponsorów, władzy lokalnej, dla nich wszystkich numerem jeden jest mistrzostwo ligi. Ekstraligi PL. Od lat obserwuję takie manewry i zawsze wszystko się rozjaśnia w obliczu sezonu. Teraz składy drużyn znamy wcześnie, wszystko jest pozamiatane do świąt i nie ma szczypania się po kostkach do ostatniej chwili. I zawodnicy chcą wiedzieć na czym stoją i klubowa władza, i kibice przy okazji. Normalizacja. Nuda. Zostają rozważania kibicowskie, prognozowanie i wróżenie nie tyle z fusów, co z puzzli żużlowych magnatów. I… pariasów też. Bo i tacy są wśród nas.

Sponsor łódzkiego Orła Witold Skrzydlewski polemizuje ostro z Piotrem Szymańskim, szefem Giekażetu. I nie boi się sformułowań, które jak pamiętam zawsze były pod ręką na łódzkim gruncie. Marian Lichtman perkusista Trubadurów i Sławek Kowalewski z tej grupy zawsze mi mówili jako chłopcy z Bałut, „Adaś nie bój się z nami, bo mamy żyletki w obcasach”. Piłkarska Łódź podzielona na Widzew i ŁKS rządzi się prawami podobnymi do krakowskich sytuacji w konfrontacji Cracovii i Wisły. Łodzianie mają swoją odwagę i zawsze jak pamiętam tak było, a obecne wypowiedzi Jana Tomaszewskiego na każdym forum przypominają oracje z pogranicza gdzie można w każdej chwili dostać grzywnę albo burzę oklasków. Witold Skrzydlewski mąż opatrznościowy Orła żużlowego w Łodzi nie ma nic do stracenia i wali w Giekażet jak w bęben. Przypuszczam, że ten „ bęben” nigdy nie pęknie, gdyż organ jest niezatapialny pod banderą Pezetmotu i grona ludzi zebranych przez prezesa tego stowarzyszenia osób różnej woli. A wolę/ nie mylić z ambicjami, broń Boże/ mają zawsze jedną, być pod tą banderą, nawet jak sztorm jest nieziemski, na wieki.

Już kiedyś sygnalizowałem, że obecny prezes Giekażetu ma życiowy fart i nikt z jego poprzedników na tym stolcu nie miał tyle tego szczęścia, a robili więcej, szukali dróg wyjazdu na wielkie wody w trudnych czasach. Szymański ma szczęście być w dobrym czasie i we właściwym miejscu. Skrzydlewski będzie tyrał, wydawał swoje pieniądze i pozostanie  tzw. czarną owcą. Niegdyś mój redakcyjny kolega ze „Sportu” mawiał przewrotnie„psy szczekają, a karawana jedzie dalej”. Co do łódzkiej odwagi, dodam iż bydgoszczanin Zbigniew Boniek miał świetne dni w Widzewie. A Franciszek Smuda doszedł z tą drużyną w europejskich pucharach tam, gdzie nikt jeszcze się nie dokopał. No i koniec z „żyletkami”. Witold Skrzydlewski nie ma ich w obcasach. Ma swoje zdanie, a… czyje pieniądze, tego religia. Mam zakodowaną taką maksymę nie od dziś. Funkcjonuje życiowo.

Kiedyś na gorzowskim gruncie kiedy, obecny prezes nie myślał jeszcze o interesach wypowiadał się gromko na dorocznych naradach w styczniu w Pezetmocie, na forum Giekażetu prezes Stali Witold Głowania. Niektórzy modlili się by zima w styczniu była ostra i gorzowianie nie dotarli do stolicy. Nic z tych rzeczy, Głowania był. I perorował celnie.

Tak a propos wspomniałem przypadkiem styczniowe narady środowiskowe w ciasnej sali PZM na Powiślu, gdzie wręczano trofea za miniony sezon, było podsumowanie roku, były wyróżnienia i dyskusja. Z biegiem czasu ten czas dyskusji, pamięta dobrze ten okres Andrzej Grodzki, był tak ograniczany, żeby wszyscy pędzili raczej na dworzec kolejowy i zdążyli do pociągów. Przebiegłość taktyczna. Potem w ogóle środowisko przestało dyskutować, bo zabrano tę naradę i zapanowała niby demokracja. Sędziowie dyskutują w swoim gronie, dziennikarze przepytują i nie ma forum oficjalnego spotkania na którym panelowo dyskutowano by co zrobić aby było jeszcze lepiej. Rozumiem, że obecna władza jest z siebie zadowolona, bo wyniki są super. Lepiej nie słyszeć głosów ludu, „ czarnego luda”. Kto się boi i kogo się boi? W demokracji tak ciężko wywalczonej?

Mimo wszystko namawiam Piotra Szymańskiego do usankcjonowania ogólnopolskiego forum na gruncie warszawskim zaraz po sezonie, gdyż potem mamy plebiscyty i mamy prezentacje.

Zanim przyjdzie wiosną „żużlowe tsunami”. No właśnie. Fenomen w skali światowej. Polskie ligi  fascynują frekwencją od lat i nawet kryzysy nie są w stanie ograniczyć widowni. Dlatego mamy gwiazdy na torze i mamy kontrakty na miarę Tomasza Golloba. Rozważania kto będzie mistrzem, kto spadnie jest nie na miejscu, bo jedna kontuzja eliminuje gwiazdę, która wypada ze składu i rwie się kalkulacja. Jedna pani oświadczyła mi w głębokim zaufaniu, że uwielbia speedway ze względu na jego sensualność. Dodała, iż walczący zawodnicy zawsze podniecają ją w tej walce ramię w ramię, tak blisko, że wtedy często jej dech zapiera. Spojrzałem ukradkiem i miało co zapierać.

Jednak na poważnie, niech żyje bal. Zbliża się szczególny wyścig, ba, taneczny maraton Zającowej gazety, na którym w formie uroczystej rozdane zostaną trofea i zdobycze minionego sezonu. Trochę tego jest, a impreza ma już nr 20.Nie ulega wątpliwości, że bryluje niezniszczalny Tomasz Gollob, który w gronie polskich sportowców, olimpijczyków, spektakularnych asów, urodziwych, inteligentnych sportsmenek skutecznie broni posesji żużla. Jego sensualności ramię w ramię, udo w udo. Takie wirażowe tango. Karnawał polski ma swoje tradycje, plebiscyty również. Przegląd Sportowy ma dużo lat, a Tygodnik Żużlowy tańczy już dwudziesty plebiscyt, natomiast Tomasz Gollob jest tam ustawiony jak pomnik w polskim wydaniu i światowej edycji, jako symbol efektownych i karkołomnych jazd, niezliczonych wyścigów bez końca w swoistym „żużlowym tsunami”, pod dachem i pod gołym niebem. Fenomen nie kontrowersyjny. Bez żyletek. Ach! Wiecie co? Coś od serca:

nie tylko dla niego, śpiewa Marek Grechuta, „ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy”.

Reklamy

One Comment Add yours

  1. zwolennik pisze:

    Panie Adamie z trwogą przyjąłem wycieczki pod Pana adresem ze strony nijakiego Szymańskiego dotyczące pracy w GKSŻ. Szczęscie Szymańskiemu nie dopisuje wyłącznie na niwie pracy, jemu dopisało szczęście iż w ogóle się w żużlu znalazł. Tylko i wyłącznie dzięki osobom, które później „wrobił” w niewygodne sytuacje zaistniał w tym sporcie. Do tego momentu dowodził firmami zajmującymi się piramidami argentyńskimi, wystarczy przejrzeć akta w sądach wojewódzkich gdzie zeznawał jako świadek. Poprzez podstawione „słupy” w latach 97- 2003 dowodził dwoma największymi firmami na polskim rynku. Jeszcze w latach 2001-2002 przez „płot” wchodził na Grand Prix. Więc to on może mówić o szczęściu iż dzięki mocno zaprzyjaźnionym dziennikarzom, sprawa ta nie wyszła jeszcze na światło dzienne, a on sam chodzi w glorii chwały. Serdeczne pozdrowienia. Gdyby potrzebował Pan więcej szczegółów proszę o kontakt.
    Z poważaniem
    Antagonista Nikodema Dyzmy polskiego żużla

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s