Mała wielkość

Raz po raz pojawiają się projekty klubowe oscylujące w kategoriach galaktycznych. Bywają zawodnicy windowani przez media i psuci milionowymi gażami. Każda scena uwielbia i hołubi aktorów przyjaznych dla widowni. Żadnych wampirów energetycznych, tylko zwykłych z umiejętnościami zawodowców, którzy powalają przeciwników na kolana, wygrywają na torach, ścigantów i strzelców bramek, obrońców tych goli i ludzi mocnych, szybkich. Przy tym wszystkim inteligentnych, uśmiechniętych, którym można wybaczyć potknięcia na arenach. Gorzej z życiowymi wpadkami psującymi wizerunki zbudowane na potrzeby wielbicieli, jak ostatni przykład miliardera z golfowych dołków Tigera Woodsa.

Mamy nowy rok, kolejny w tym wieku, nie łatwy w obliczu globalnego ocieplenia. Nie można nie widzieć zagrożeń, choć piekielnie szybki czas ruguje myślenie, racjonalne o tym co może nastąpić. Dni świąteczne za nami, pokonaliśmy nuty osobistych refleksji i w obliczu nowego roku nachodzą nas kolejne. Jaki to będzie rok, co nas czeka? W codziennym życiu, w zawodowym, na poboczach jednego i drugiego. Niepewność czai się na progu.

Ach. Spotykam znakomitego kompozytora Seweryna Krajewskiego, po dramatycznych chwilach w jego życiu odbył ostatnio fantastyczną/ z Andrzejem Piasecznym / trasę koncertową. Pamiętacie takie utwory: Nie spoczniemy albo Klucz do szczęścia, dziesiątki.

Nie spoczniemy a więc zaczynamy. Na nowo. Twórczo. Inspirująco. Zdrowo i sportowo.

Raz po raz pojawiają się, wracam do pierwszego zdania tego felietonu, marzenia klubowe na miarę niespotykaną. Mega klub, team dream, gwiazdy i asy formatu księżyca.

Rafał Stec, nie pierwszy raz cytowany na tych łamach przeze mnie, z Gazety Wyborczej rozmawia z Arrigo Sacchi. Polecam ten tekst żużlowemu środowisku, choć dotyczy futbolu. Bo też nie było w historii żużla klubu doskonałego, drużyny marzeń acz projekty rodziły się  wielokrotnie. Zaraz, zaraz może  taka drużyna na rynku angielskim była w postaci Cradley  Heath, kiedy gwiazdą był Amerykanin Bruce Penhall a dyrygował zespołem Colin Pratt. Teraz Pratt jest w Coventry, ale czas zrobił swoje a  brytyjski speedway jest w dołku dosyć głębokim. I nie wiemy kiedy się odbije…

JAKA drużyna w historii sportu żużlowego była najlepsza na świecie, w Polsce? U nas wielokrotnymi mistrzami Polski byli rybniczanie, świetny zespół naszpikowany gwiazdami a mecenat górnictwa na tyle doskonały, że talenty takie jak  Joachim Maj, bracia Tkoczowie, Antoni Woryna i Andrzej Wyglenda windowali szybko w górę i wygrywali, ścigali się pięknie i skutecznie. Kuźnia Unii Leszno i gorzowska wylęgarnia gdzie Edward Jancarz i Zenon Plech byli wizytówkami, nie wymieniam wszystkich, jak mnie znacie, nie teraz. Spuścizna w Lesznie po Alfredzie Smoczyku pulsuje i będzie pulsować, taki tam rytm.

Wracam jednak do wspomnianego Sacchi. Otóż prowadzony przez niego w latach osiemdziesiątych Milan został przez „World Soccer” wytypowany najlepszą drużyną klubową w historii. Fenomen. Jak to zrobił Arrigo Sacchi, który podobnie jak i Portugalczyk Jose Mourinho jest obdarzony urzekającą charyzmą. Włoch twierdzi, iż „ nie trzeba być koniem wyścigowym, żeby zostać niezłym dżokejem”. Oryginalna konkluzja trenera w tej kwestii jest taka: „ Wybitni gracze na ławkach reagują czasem odwrotnie – uczą głównie tego, co sami umieli i co przynosiło im sukces”. Jasne, a czasy się zmieniają, ludzie i szkoleniowe racje. Czy można znaleźć odnośnik w tej materii do żużlowego środowiska, proszę sobie odpowiedzieć noworocznie szczerze. Świat bez myślenia umiera.

Sacchi zeznaje red. Stecowi: „ Jeśli jednak chce się dokonać rzeczy epokowych, zapaść w pamięć pokoleniom, niezbędny jest wielki, kompletny projekt. Klub nowoczesny, szefowie innowatorzy, którzy nigdy nie podważają autorytetu trenera, umieją słuchać mądrzejszych  od siebie i chcą ich słuchać, nie czerpią zadowolenia z bezwzględnego przekonywania do własnych racji”.

Podczas polskiej transformacji na początku lat dziewięćdziesiątych były magiczne projekty  w Zielonej Górze i Rybniku, wyścig „ szczurów” w amerykańskim stylu, wówczas pieniądze nie grały roli, zabrakło jednak w tym szale działania konsekwencji i wyobraźni. Wielkie projekty jak wieżowce nagle runęły i posypały się jak kostki domina. Mówi Sacchi: „Jeśli w tym zawodzie zatrzymasz się na jeden dzień, jesteś skończony”. I dodaje, że trener musi mieć szczęście i być wynalazcą. Z uporem odnoszę te myśli do żużla, światowego, polskiego.

ARRIGO Sacchi był nikim zanim objął Milan, którym zawładnął obecny premier Włoch Silvio Berlusconi. Milan grał spektakularnie dobrze, miał plejadę gwiazd z Holendrami Bastenem, Gullitem i Rijkaardem na czele. Sacchi po Milanie był przez pięć lat trenerem reprezentacji Włoch, potem dyrektorem sportowym Realu Madryt. Futbol musi być przepełniony entuzjazmem i muzyką. Gość ciekawy jak diabli. Niecodzienny a normalny.

Interesująca jest uwaga na temat  doboru zawodników, bo jeśli myślą kategoriami, „kto się dla kogo poświęca”, to jest poważny problem.

W tym kontekście wybierano odpowiednich ludzi. Inteligentnych, z wyzwaniami. Wpierw patrzono jakim zawodnik jest człowiekiem, potem sprawdzano jak gra w piłkę.

–„ Wybierałem osobowości, nie zwykłych graczy” oświadcza Włoch, twórca drużyny wszechczasów.

Zawodnicy musieli podzielać determinację, wizję, pasję. Szczęściem było znalezienie takich ludzi. Prowadzono dialog, a jakże, wybuchały spory, bo „ to co robią stopy, jest tylko echem pracy umysłów”.

INSPIRACJA. Nie można równać pieniędzy wielkiego futbolu z żużlem, który wbrew temu co powiedział kiedyś Tomasz Lis, jest mimo wszystko sportem niszowym, nie można patrzeć na speedway przez polski krajobraz stadionowej frekwencji i zielonogórskiej euforii z fotela mistrza ligi. Gdzie indziej jest cienko, nawet na mistrzowskiej arenie Grand Prix.

Nie wytypowano do tej pory, o ile wiem, drużyny klubowej wszechczasów żużlowego świata, w tym polskiej ligi. Jednak w tych drużynach, które kolekcjonowały tytuły poza mistrzami indywidualnych jazd były odpowiednie pieniądze, atmosfera i kultowe wybicie się na wyżyny. Kluby domy, wylęgarnie talentów, indywidualne wizytówki i blask podium.

W obliczu nowego sezonu, na ścieżce nowego roku, kiedy jest czas na odniesienie się do tego co było, można pomyśleć jak będzie. Rywalizacja w tej chwili drużyn ziemi lubuskiej jest dominująca na polskim rynku, podobnie jak i konkurencja zespołów pomorskich. W budowaniu projektów wielkich klubów na miarę mistrzowskiej korony musi funkcjonować kilka czynników. W żużlu nie mamy odpowiednika futbolowego giganta w formie Ligi Mistrzów, skumulowanej gigantycznej emocji ekscytującej miliony ludzi na świecie. Rachityczna próba na siłę lansowania klubowego pucharu Europy jest przykładem organizacyjnego nieudacznictwa europejskiej centrali żużlowej. Nie tędy droga, bo kluby traktują te namowy do startu jako zło konieczne. Łatwo spartaczyć, trudno zbudować.

SACCHI sprzedawał kiedyś buty a potem kierował na szczytach gwiazdami futbolu. Filmowa kariera, a speedway ciągle czeka na innowatora, na twórcę, który podniesie z kolan ten sport, poszerzy geografię i da impuls do narodzin nowej ery. Speedway leży, kto tego nie widzi jest ślepy. Blichtr i sztuczna zabawa w mistrzostwa świata nie pokrywają regresu.

No, bo jak powiedział Rafałowi Stecowi, szczęśliwy ongiś trener Milanu wszechczasów, byłej silnej reprezentacji Włoch 64 – letni Arrigo Sacchi, „nie trzeba być koniem wyścigowym aby zostać dżokejem” i jeszcze po drodze jedna uwaga, acz dyskusyjna, iż: „ważniejsza od pieniędzy jest czasem idea”.

A do diabła, gdzie szczęście?! Tego więc życzę wszystkim bez wyjątku. Zawsze.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s