Kto chce, ten ma?

Czytam książkę Riny Frank „ Każdy dom potrzebuje balkonu”. Trawestuję ten tytuł do czegoś innego. Otóż każdy klub potrzebuje dobrego stadionu, każdy zespół potrzebuje mistrzostwa, każde środowisko potrzebuje światowej imprezy, potrzebuje autorytetu, który poprowadzi do zwycięstw organizacyjnych i sportowych.

Zielona Góra. Bardzo chciała po osiemnastu latach; klub i miasto. Prezes Robert Dowhan jest motywacyjnym człowiekiem, który zbudował team, stworzył warunki do wygrywania. Falubaz jest mistrzem Polski po odwlekanych meczach torpedowanych pogodą, bo któż układa tak ryzykownie kalendarz. Giekażet, polska władza żużlowa istnieje tak, że gdyby jej nie było nic by się nie stało i same kluby, spółkowa Ekstraliga dałyby sobie radę. Do tego jeszcze wrócę poniżej, ale na razie jestem przy Zielonej Górze, tam gdzie kiedyś wyjechali na tor Andrzej Huszcza, Henryk Olszak, Jan Krzystyniak, Maciej Jaworek. Z warsztatu wyłaniali się dobrzy mechanicy, stamtąd są szkoleniowcy Jan Grabowski i  Czesław Czernicki. Była paka, były mistrzostwa, młodzież tamtejsza, nie z  importu szalała po torach polskich i zagranicznych. Zgrzeblarki, Falubaz, Morawski/ Zbignew/ co zbierał runo leśne i wkładał kasę w atrakcyjne imprezy. Szwed Jimmy Nilsen tam dorobił się dużych pieniędzy, a Norweg Lars Gunnestad? Zielonogórskie towarzystwo żyje żużlem, ma swoich lobbystów i tak jak kiedyś słynny był pobliski Drzonków, olimpijska baza pięcioboistów z Januszem Peciakiem, mistrzem nad mistrzami, tak teraz najlepsi w Polsce są żużlowcy z Zielonej Góry. Miasto słynie z winobrania, winiaku co kręci, były tam festiwale piosenki radzieckiej i samowary wręczane zwycięzcom. Nie ma co się wstydzić tych festiwali, niczego co produkuje zielonogórska formacja. Teraz jest speedway na fali. I trzeba powiedzieć, że czasy tak się zmieniły, iż drużyna jest sformowana i oparta na zacięznych zawodnikach, acz talenty nadal się pojawiają, wyrastają i ten tytuł po latach na pewno przyciągnie z pięknych okolic chłopców, co będą chcieli ścigać się tak jak młodzi Grzegorz Zengota czy Patryk Dudek Byłbym nie fair gdybym nie wspomniał o wychowankach, którzy kosztowali chleba w innych klubach, a dziś zasilili mistrza Polski,  Piotr Protasiewicz  i Grzegorz Walasek są zawodnikami, od których młodzież może się dużo uczyć. Klub ma historię i wytworzył pewną kulturę żużlowego bycia. Są talenty, które eksplodują. Miasto widzi szansę w tym klubie, w tym entuzjastycznym widzeniu sportu, który dla Zielonej Góry jest wizerunkiem mistrzostwa w Polsce. Falubaz zdetronizował po odwoływanych meczach Unibax Toruń i muszę powiedzieć, że wygrała determinacja, ogromna wola zostania mistrzami, przy jakby pasywnej woli torunian.

Falubaz zatem mistrzem rzutem na taśmę, kiedy już niektórzy widzieli małe szanse na zakończenie tego sezonu, bo Zaduszki były tuż, tuż To czytelny i ostrzegawczy sygnał, wręcz żółta kartka dla wspomnianego oklapłego w poczynaniach Giekażetu, również dla spółkowej Ekstraligi, że kalendarz rozgrywek musi być inaczej ułożony, bardziej zwarty i bez monstrualnych przerw.

W zasadzie słaby Giekażet, nie bierzmy sukcesów sportowych pod uwagę, jest  na rękę nadrzędnej władzy czyli Pezetmotowi, bo może raz po raz pogrozić palcem i przy dobrej technokracji sprawdzonych działaczy kończyć dzieło na swoje konto.
Konto byłych mistrzów Polski czyli Unibaxu Toruń jest wypełnione… nowych stadionem. Angielska „Speedway Star” przy okazji GP w Bydgoszczy odwiedziła toruńską Motoarenę i tytuł jest taki – FANTASY SPEEDWAY. Reportaż jest entuzjastyczny; 19 czerwca tam odbędzie się debiut w formie turnieju Grand Prix. Tak a propos w nowym kalendarzu Grand Prix na 2010 rok nie ma Łotwy, zamiast słoweńskiego Krska jest chorwacki Gorican, a reszta bez zmian, otwiera sezon Leszno, kończy Bydgoszcz. Serial Grand Prix ma polski krajobraz. Nie ma nowych atrakcji pozaeuropejskich, a na Starym Kontynencie dominacja Polski ruguje innych, ale przecież ich nie ma, natomiast  IMG/BSI dzierżawcy serialu GP nie chcą ryzykować i wolą polskich, wypróbowanych przyjaciół. Kiedy wyrósł taki stadion w Toruniu, szybko i zaraźliwie dobry dla innych, nie ma o czym mówić. Polska jest wodzirejem i jeszcze charyzmatyczny Tomasz Gollob, który przywozi fanów na inne stadiony. Jest dobrze mówią koneserzy. Tak?

Każdy dom potrzebuje balkonu… Polska żużlowa władza nigdy nie miała takich referencji. Ani przywódczo – sprawiedliwy, człowiek wojskowy płk. Rościsław Słowiecki, o którym krążą legendy, ani inżynier wiedzy technicznej uznanej szeroko poza FIM Zbigniew Flasiński, ani piekielnie dokładny w paragrafach i papierach Andrzej Grodzki… nie mieli, mimo opatrznościowego męża żużlowego stanu Władysława Pietrzaka, prawdziwego ambasadora żużlowego od Tokio po Los Angeles, takich wyników i tyle imprez jak Piotr Szymański, który schedę objął cicho, namaszczony przez władzę ze stołecznej Kazimierzowskiej. Ile zasługi Giekażetu i jej szefa w tym wszystkim, co jest przypisane teraz polskiemu żużlowi proszę sobie odpowiedzieć samemu. W życiu trzeba mieć szczęście, lecz można potykać się na decyzjach grudziądzkich, ostrowskich, na kalendarzu spreparowanym jak tratwa na oceanie. Giekażet sobie, sukcesy lecą z nieba, młodzież wyrasta dorodnie, mamy ligę przy angielskim kryzysie najlepszą w Europie, stadiony daj Boże, imprezy bierzemy jak leci, najlepiej wszystkie, co jest niemożliwe. Co jest możliwe, to możliwe, ale mnie się zdaje, że w tym wszystkim warto słuchać, co mówią ludzie na trybunach. Na szczęście nie to, co chcą zrobić inni ze związkiem Laty, czyli PZPN. Żużel nie jest chamski od zarania i na tym polega jego siła. Jest wyjątkowym zjawiskiem przy swojej autoagresji na torze. Jego groza i niebezpieczeństwo jakby uspakajało trybuny wypełnione rodzinami z dziećmi. Inne sporty słusznie zazdroszczą, acz nie wszystkie bo taka np. siatkówka ma cudowną widownię i atmosferę do pokazywania, do powielania w zachowaniach. Tylko futbolowe towarzystwo w swojej agresji i zwyrodnieniu wymaga zresetowania.

Zacząłem od Zielonej Góry. Kończę więc fragmentem mistrzowskiej etiudy, która wypełniona ambicjami i chceniem bycia na tronie królewskim wysadziła z niego klub z najlepszym stadionem żużlowym, a po drodze innych konkurentów.

W tym wszystkim rodzi się fundamentalne pytanie dla przyszłości, ile kosztuje mistrzostwo i czy kryzys tak nagłaśniany nie tak dawno przez grupę prezesów klubowych trzymających władzę ma jakieś skutki. Wątpię. Tak jest co roku; płacz i eskalacja. Polski żużel jest pod każdym względem fenomenem, którego trudno zrozumieć innym nacjom, a mnie już nic nie dziwi. Nawet odtajnienie zarobków klubowych w Gorzowie Tomasza Golloba, co odbiło się szeroko po Polsce chocholim echem. Bezbolesna szczerość. Widać potrzebna prezesowi, jak balkon domowi.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s