Wróżby i realia

Duńska dobrze zmrożona anyżówka jest dobra na wszystko. Z łososiem to już niebo w gębie. Piszę o tym w kontekście odejścia Ole Olsena z funkcji dyrektorowania serialem Grand Prix. Nie był reżyserem, był zarządzającym, teraz jak się anonsuje przygarnie pod dach FIM, który potrzebuje takiego doświadczenia olsenowskiego, raczej CCP, czyli jedna z komisji, która ma pieczę nad żużlem. W gruncie rzeczy Międzynarodowa Federacja w osobie Duńczyka może mieć adoratora. Jestem od dawna oponentem serialu w takiej postaci, jego formą i uporczywym narzuceniem w takiej postaci rozgrywania mistrzostw świata. Mam prawo? Jakim Ole będzie ambasadorem żużla? Pokaże czas, myślę, że powinien zmienić pewne trendy, ale skoro tego nie zrobił teraz, to czy zrobi na stołku działacza międzynarodowego? Mam wątpliwości, bo lifting mógł być zrobiony dawno temu. Serial leci i raz po raz słyszę o próbach jego ekspozycji albo na Antypodach albo w USA. I jak życie pokazało ani w Europie nie bardzo ruszyło się w ekspansji ani poza Stary Kontynent. Błagam, nie patrzcie przez pryzmat polskiej frekwencji na żużel. To jest skrzywienie obrazu, wykoślawienie rzeczywistego stanu poza Polską, w świecie. Nie patrzcie na ten sport zielonogórskim spojrzeniem lansowanym przez celebrytów, choć nie lubię tego określenia używanego raz na lewo, raz na prawo. Jak na razie Europa trzyma ten sport w garści zaciśniętej przez polskich działaczy. Planuje się trzy polskie edycje GP w następnym sezonie. Może potem być jeszcze więcej? Mamy takie zapędy, czyli załóżmy, iż na 10 czy 11 turniejów mamy 3. Dominacja. Kategoria juniorów też jest przez Polskę kokietowana organizacjami. Własne ściany wypaczają często sens. Ale nie ma rady na zakusy. Sądzę, że Olsen mając teraz więcej czasu na rozważania, niejako obejmując funkcję ambasadora żużla przedstawi program swojej wizji. Szefem wspomnianej CCP jest Norweg Roy Otto, który na pewno będzie pod wpływem Olsena. Otto nie jest postacią kreatywną jak pokazało jego funkcjonowanie w Komisji Wyścigów Torowych. A Mr. O.O. jest! W CCP wiceszefem jest doświadczony Duńczyk Joergen Jensen z gundersenowskiego Esbjergu, dla którego Olsen jest wyrocznią. Tak jak chyba dla wszystkich pozostałych, bo nawet jak solowa, polska strona będzie miała inne zdanie, zostanie przegłosowana. Skandynawowie zatem rządzą. Nowym  dyrektorem serialu GP jest Tony Olsson, Szwed. W CCP jest jeszcze były sędzia Christer Bergstroem/ był arbitrem w pamiętnym finale indywidualnych MŚ na Stadionie Śląskim w 1986 roku oraz fiński były zawodnik Ilkka Teromaa. Członków CCP jest 13. Polska jest bardzo wygodnym partnerem, bo bije się o imprezy, organizuje a rządzą inni. Taki jest układ międzynarodowy. Są tam figuranci, bywalcy i przyjdzie czas na ich prezentację. Spodziewam się, że Olsen ma szanse na korekty, acz nie wiem czy to zrobi, mimo darzenia go wielkim szacunkiem za wczoraj i dziś. A co będzie jutro?

Bydgoski turniej GP był jego ostatnim i tam okazano mu dowody tego szacunku. Duńczyk zna polski grunt od podszewki, nasze słabości i mocne strony. Turniej był wspaniały, mimo, że nie wygrał Tomasz Gollob. Była walka, była ostateczna sprawiedliwość na podium. Australijczyk Jason Crump dojechał po trzeci złoty medal. Tomasz Gollob ze srebrem, brawo. Nie szalał srebro bardziej się świeci od brązu a ten przypadł objawieniu sezonu Rosjaninowi Emilowi Sajfutdinowowi. Czy ktoś na początku sezonu, nawet po wygraniu premierowego turnieju w Pradze widział bydgoskiego Emila na tym miejscu w finale GP? Ten mołodiec jest napakowany twórczą energią, podpierany przez dobrze dobrany team. Emil starej elicie uprzytomnił, że jest nowa fala i kiedy obok niego pojawią się Anglik Tai Wofinden, Australijczyk Chris Holder będzie co oglądać. A gdyby jeszcze dołożyć innego „kangura” Darcy Warda, nastoletniego to obniżenie średniej wieku uczestników GP wyprostuje się linia starzenia. Anglicy są w defensywie, ligowej, kadrowej. Nie widzę oznak poprawy, mimo, że na Wyspach zainteresowanie, co widać po GP w Cardiff, jest wciąż nostalgiczne i ożywiane wspomnieniami dawnego Wembley zawodnikami światowego formatu. Regres tam jeszcze potrwa, a ten upadek rzutuje też na rozwój speedway’a w Europie, na świecie, jakby nie patrzeć optymistycznie.
A propos optymizmu…Padają uporczywe pytania czy Tomasz Gollob wreszcie zdobędzie złoty medal MŚ. Podobało mi się jak powiedział po bydgoskim turnieju, że dopóki będzie jeździł na żużlu nie straci wiary w zdobycie tego medalu, bo ma przecież dwa srebrne, cztery brązowe a medal marzenie wciąż pozostaje marzeniem. Moja zacna babcia mówiła, że jak się bardzo chce i nie traci wiary spełnią się sny. Sen Tomasza Golloba o złocie trwa, budzą go teraz  Emil, Tai, Chris…

Dobrze, dobrze… a czy myślicie, że Duńczyk niepokornego stylu Nicki Pedersen odpuści? A Crump? A co na to niespełniony Szwed Andreas Jonsson? No właśnie, mamy grono nie tak liczne lecz śliczne do walki o podium. Najstarszym zawodnikiem przyszłorocznego serialu będzie Greg Hancock, Amerykanin niezwykle uparty w walce, technicznie jeżdżący i ciągle w kondycji, choć bez szczęścia sportowego. Jemu nic nie przychodzi łatwo, choć jest pracowity jak mrówka i sympatyczny dla wszystkich. Zjechał z areny równie sympatyczny Australijczyk Leigh Adams, podobny w strukturze jak Greg. Leigh jest gościem do naśladowania, zawodowiec i nienaganny w manierach sportowych oraz życiowych. Kariera bez wrzasku, również  bez złotego szczęścia w decydujących jazdach. Adams może być świetnym cochem australijskiego temu, gdzie na razie rządzi Craig Boyce. Australijczycy hodują niezłych następców i „kangury” skaczą sobie daleko.

Polskie wizje poza Gollobem zamykają się w trójkącie, gdzie są jeszcze poza nim Jarosław Hampel i niewiadoma uczestnictwa Rune Holta, norweski zawodnik z polskim paszportem. Rune potrafi pojechać tam, gdzie inni zamykają oczy; czuje się jednak zmęczony i nie jest pewny startu. Gdyby zrezygnował może nominację dostać np. Adrian Miedziński, choć inni przewidują inny wariant, ale nie wywracajmy się za często na byle czym. Tak a propos…

Czas na luz, sezon za nami nie licząc kalendarzowej mordęgi z ligowym finałem, ale skoro brakuje decydentom zdolności przewidywania w naszej pogodowej scenerii, mamy więc rozmyte emocje. Irytująca zagrywka, taki spóźniony deser, który trzeba zjeść mimo, że już goście najedzeni. Trudno. Nawet Olsen nie pomoże jak sobie sami nie ułożymy kalendarza rozgrywek, oferując emocje w skondensowanej formie. Powiało więc zmrożonymi podnietami w finale ligowego sezonu. Wyobraźni zabrakło i koniec.

Hm, nie do końca… bo jeszcze mamy toast na cześć Crumpa, Golloba i Olsena. Anyżówką? Może być.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s