Wszystko w jednym

420618.501

Gdyby przyznawano Oskary w tym sporcie, takie jak filmowe dostałby za całokształt na pewno. Gdyby rozpatrywano w tej kategorii przyznanie sportowego Nobla miałby szczęście otrzymać. O innych trofeach nie wspominam, ważne sportowe otrzymał, wywalczył na torze, nie było łatwo, był połamany, lecz szczęśliwie dotarł do końca kariery żużlowca, a potem zaczęło się na nowo i trwa, trwa. OLE OLSEN figura dużego formatu w światowym speedway’u. Ojciec zwycięskiej epoki duńskich żużlowców, która zapoczątkowała wysyp talentów i jazdy na  podium mistrzostw świata.

Odkurzam pamięć. Kiedy go poznałem? Dawno.

Poleciałem  do Londynu na WEMBLEY w 1975 roku. Polska ekipa tradycyjnie zamieszkała w hotelu „Carnarvon”. Wembley było magicznym obiektem dla żużlowego świata, bo tam rozgrywano najczęściej finały ostateczne. Tajemnica Wembley była taka, że każdy wiraż był inny a po starcie najwęższy. Nie było wówczas jeszcze przepisów normujących wymiary łuków i prostej, chyba właśnie ten nietypowy tor był początkiem dyskusji na temat normalizacji. Jednak wtedy było tak nietypowo, inaczej niż na kontynencie, zresztą do dziś Anglicy mają swoje odmienności wywodzące się historycznie chyba z imperium i panowania nad większością świata. Wembley miało przecudowną atmosferę 90 tysięcy widzów zgromadzonych wieczorem pionowo na trybunach skąd ryk tłumił wszystko co się poruszało na dole, na torze na murawie. Ole Olsen wygrał wtedy mistrzostwo świata indywidualnie po raz drugi, bo pierwszy raz to zrobił cztery lata wcześniej na Ullevi w Goeteborgu. Ole wjechał w ścisłą elitę światowego żużla, rywalem największym był nowozelandzki triumfator na różnych torach, w rozmaitych kategoriach wyścigów na torach krótkich, długich także. Olsen również taki był.

Kiedy w 1978 roku znów na tym magicznym Wembley w asyście byłych mistrzów świata przybyłych do Londynu na uroczystość 50 – lecia  światowego żużla, Duńczyk po raz trzeci zdobył złoty medal urósł do faworyta wielu imprez. Nikt wtedy nie przeczuwał, co wymyśli ten zawodnik obyty na angielskich torach, macierzystych w Newcastle, Wolverhampton i Coventry, że wymyśli własny stadion, autorskie turnieje, zaszczepi sukcesję innym i stworzy w małej Dani potęgę żużlowych ścigantów. Nie podaję teraz statystycznie jego dorobku; kronika jest bogata, trzy tytuły mistrza świata, jeden na długim torze kilka triumfów w silnym wtedy turnieju o Zlatą Prilbę Pozłacana Jawa zdobi hall sympatycznego hotelu Norden w Haderslev.

HADERSLEV. Ciche miasto, kameralne, bruk uliczek i plusk kaczek,łabędzi na miejskim stawie. Przystań żeglarska koi nerwy, tam się odpływa i przypływa. W takim Haderslev urodził się Ole i tam go odwiedziłem w 1979 rok, kiedy organizował na stadionie w Vojens, 12 kilometrów od miasta swojego urodzenia finał mistrzostw świata par. Wygrał z Hansem Nielsenem, a Edward Jancarz i Zenon Plech wzięli po brązowym medalu. Rodzinny dom był też miejscem interesu Olsena, gdzie sprzedawał z drugiej ręki Hondy i BMW. Auta. Serwisował. Żona Ulla była wierną towarzyszką  w jego karierze. W 1972 roku urodził się syn Jakob, który mimo starań i ambicji ojca jednak żużlowcem nie został. Nie każdy ma te same geny co ojciec. Pomagał potem ojcu w imprezach, był coachem reprezentacji. W 1979 roku Olsen był wielki, bo w 1978 roku na ulokowanym, daleko poza zabytkowym i ślicznym miastem bawarskim Landshut, nad rzeką Izarą, zgrabnym stadionie na wsi Olsen razem ze swoimi podopiecznymi wywalczył złoty medal. Zrodził się „gang” Olsena. U burmistrza Landshut nie brakowało piwa, bo zawody były udane, choć na chwilę tam zgasło światło. Landshut było modelem stadionu w terenie daleko od domów, co przy dzisiejszej dyskusji nad decybelami motocykli żużlowych nabiera znów znaczenia.

OleOlsen

Olsen nazywany twórcą potęgi żużlowej Danii miał pomysł na stworzenie takiej siły, był realnym wizjonerem duńskiej sytuacji, szkolenia małych chłopców a nawet dziewczyn jazdy na mini torach. Sam tego doświadczył i kiedy miał lat naście był mistrzem Danii. Zaczynał skromnie, nigdy nie był milionerem na pokaz, zbudował autorytet nie tylko dzięki sportowym sukcesom lecz także tym, co miał w głowie i potrafił swe myśli sprzedać innym, i zrealizować pomysły. Vojens było projektem kapitalnym ponieważ przyciągało turnieje światowe, więc Duńczycy mieli i mają folwark w wymiarze globalnym. Budowanie drużyny narodowej zaczęło się kiedy jeszcze startował, wjazd jego następców na salony był naturalną koleją czasu: Erik Gundersen, Tommy Knudsen a przede wszystkim taki drugi Ole, czyli Hans Nielsen. Zawodnik zimnokrwisty, technik, perfekcyjnie wykorzystujący silniki do swoich celów mistrzowskich. Jan O. Pedersen, podobny do Erika, bardziej spokojny. Obaj zostali przez fatalny los wyrzuceni za burtę czynnego uprawiania sportu; ciężkie kontuzje nie pozwoliły kontynuować karier.
Czy Nicki Pedersen jest sukcesorem, spadkobiercą olsenowej epoki? O tak. Jest, w innym stylu, choć jak się przyjrzeć to Duńczycy kochają speedway i nie są w nim chłopcami do bicia, sami potrafią skutecznie zaatakować. Ole Olsen, podobnie jak i Bo Wirebrand, szwedzki coach, doceniał silną ligę angielską. W latach 70/80 była ona doprawdy mocna. Miała asów, którzy windowali ją w górę, ludzie przychodzili na stadiony, samo Wembley czy White City w Londynie były trendy.

Potrafił w tym tyglu znaleźć się i dążył ambitnie do celu. Z jednej strony własne gniazdo stadionowe, z drugiej wyłowione talenty windujące Danię na szczyty, dopingujące innych do takich samych celów.
Przyszła sportowa emerytura, dla jednych wieść okrutna. Nie dla Olsena! Biznes w Vojens, ale nie taki o jakim marzył, tym bardziej, iż po 1988 roku po finale mistrzostw świata nie bardzo wszystko układało się dobrze. Wspólnicy bywają różni, nie tylko w Polsce. Olsen Myślał o świecie i ten świat wymyślił nie tylko dla siebie, wprawdzie jak się przyjrzeć to Europa ale ambicje zostały zrealizowane znowu. Zrodził się w 1995 roku serial Grand Prix, Ole został dyrektorem jako główny animator tego przedsięwzięcia. I tak poleciało, ile już lat? Zawsze w napięciu, zawsze gotowy do „skoku”. Turnieje Grand Prix stały się „zawodem” Duńczyka, który zaczął w innej roli, bardzo aktywnej w tym świecie, być obecnym wszędzie. Bez niego ani rusz. Wszystko w jednym? Nie gloryfikuję ale tak.

Lata lecą jak chmury na niebie. Ole Olsen urodził się 16 listopada 1946 roku. Bydgoszcz’09   finał sezonu i ostatni udział Duńczyka w roli dyrektora serialu Grand Prix. Otrzymuje nowe wyzwanie, będzie dyrektorem do spraw żużlowych w łonie Międzynarodowej Federacji Motocyklowej. Robota nadal, passa aktywności nie zostaje przerwana, bo ten pan ma za dużo do powiedzenia na tym forum, by zostawić go na stadionie Vojens, w pobliskim Sommersted gdzie mieszka, na resztę lat. A więc będzie nadal aktywny, choć już nie tak eksploatowany.
Uczestnik kilkudziesięciu finałów światowych, zdobywca nagrody Fair Play UNESCO, sprytny myśliwy, uwielbiał polowania  u naszych południowych sąsiadów, wypróbowany partner wieczornych rozmów towarzyskich, świetnie tańczy /wziął udział w telewizyjnym show/, lojalny kolega. Nie zawodzi, robi karierę międzynarodowego działacza i nie ukrywam, iż mistrz uhonorowany Złotym Medalem za Zasługi dla Motocyklizmu przez FIM jest realnym kandydatem na wiceprezydenta tej federacji. Może kiedyś tak być.

Lubi dom, rodzinę, lubi piwa czeskie, duńskie, dobre wino. U mnie w Katowicach w 1979 roku spróbował po raz pierwszy śląskiego krupnioka. Był w USA, Australii, Afryce Południowej jako zawodnik. Kiedyś w Malezji, podczas Kongresu FIM odbyliśmy przez palmowe lasy w dużej grupie wycieczkę do Malakki. Wszystko wie o żużlu? Chyba tak. Jego kariera nie była łatwa, jednak ozdobiona medalami, złotymi, granymi hymnami i flagą duńską wyniesioną ponad stadiony. Był poturbowany na torach? A jakże, szczęśliwie. Zawsze patrzył w przyszłość i widział  Danię, teraz będzie musiał widzieć jeszcze szerzej. Zna temat.

OLE OLSEN z małego Haderslev, ze stadionu w Vojens. Napracował się w serialu GP, grał w końcu tam główną rolę a teraz zagra w FIM, który nie jest  mu obcy, bo kto w tym towarzystwie nie zna Olsena? Lubi Polskę, zna jej zakątki nie tylko żużlowe. Startował, wygrywał, przegrywał, balował. Jest postacią, która bogatą karierę przełożyła na przekazanie swoich doświadczeń innym. Cenna cecha, nie każdy tak potrafi i chce. Olsen chciał i dalej chce.
Ole, dzięki bardzo, jak mówią Duńczycy… mange tak.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s