Biały pył szczęścia

Biały kurz z alpejskiego kamienia pokrywał wszystko, jak w kamieniołomach. Dziesiątą rundę tegorocznego cyklu Grand Prix ulokowano pod Udine w Terenzano i tym samym mityczne Lonigo przestało być jedyną lokalizacją speedway’a w poważnych imprezach na terenie Italii. Czy było więcej ludzi? Nie. Włosi kochają motocykle ale bardziej szybkie i idolami są raczej zawodnicy z wyścigów moto, a żużel pozostaje miłością nie tyle odrzuconą, co tolerowaną. Debiut Terenzano wzniecił wielki kurz na stadionie, gdyż tor zbudowany z alpejskiego materiału nie trzymał się podłoża i słabo polewany robił zasłonę dymną. Rodeo było niezłe i odmienne od Lonigo, gdzie tor jest czerwony. W Terenzano Tomasz Gollob na torze parametrami przypominającym polskie obiekty był szybki i swobodnie pokonywał rywali, atakami wzbudzał euforię na widowni, był niedościgniony i nikt mu nie podskoczył, nawet Emil Sajfutdinow, który tam w Italii przekonał się, że jeszcze musi się trochę pouczyć, choć jest talentem nieprzeciętnym i również tak zaczyna jak kiedyś Polak. Tomasz odrobił straty do Emila i mija go dwoma punktami, zbliżył się do lidera klasyfikacji GP Jasona Crumpa. Australijczyk jeździł mocno obolały, po operacjach oparzonej ręki, z poranioną nogą skąd pobrano skórę do przeszczepu. Próbował, walczył dzielnie, ratował punkty dające mu przewagę przed ostatnim turniejem w Bydgoszczy. Jak to los reżyseruje życie, diabelnie ciekawie i frapująco do końca. Gollobowi brakuje 17 punktów do Crumpa, dwoma przeważa nad Emilem z Rosji, który niemal nie rozpłakał się po utracie finału. Zrobił niesamowite postępy, nie pamiętam takiego debiutu na arenie światowej. Czy to się komu podoba, czy nie Emil Sajfutdinow, carewicz żużla może być wielkim napędowym już nieco zmurszałej elity tego sportu. Kiedy do niego dołączy Australijczyk Chris Holder, a może jeszcze ktoś inny dostanie kartę promocyjną turnieje nabiorą barwy i wartości dodatniej.
Nie wiem czy Terenzano jest dobrym miejscem dla żużla, teraz mogę powiedzieć, że tak bo wygrał Tomasz Gollob, lecz chodzi o promocję i satysfakcję dla sportu. Obawiam się, że trzeba szukać czegoś innego i nic na siłę.
Z ziemi włoskiej do polskiej, bydgoskiej. Zwycięstwo Tomasza robi atmosferę komu srebrny medal, bo Crump obroni złoto.Za plecami Polaka Rosjanin, pobudzony do reanimacji światowego żużla Emil, jeżdżący na co dzień w bydgoskiej Polonii. Sytuacja więc wyjątkowo atrakcyjna dla uczestników ostatniego turnieju w tym roku i jak to w sporcie bywa nieprzewidywalna.
Kiedy Rosjanin z polskim paszportem wygrał premierę tegorocznego serialu GP w Pradze byli tacy, co nie wróżyli mu kariery. Potem nabierali wody w usta, potem chwalili, różnie bywało. Popatrzcie jednak jak zmienił się styl walki tego chłopaka 20 letniego, który ociera się jakby nie było o tytuł mistrza świata. Początki każdego, który wjeżdża tam , gdzie już zasiedziałe towarzystwo są trudne i musi pokonywać przeszkody. Emil ma doskonale przygotowany sprzęt, jeździ widowiskowo, jeszcze nie zawsze potrafi opanować szybko motocykl w pierwszym łuku, jeszcze nie umie poradzić sobie z otoczeniem w ciasnym wirażu po starcie, jeszcze szuka rozwiązań, które mają od ręki rywale. Uczy się jednak błyskawicznie. Jego mentor Tomasz Suskiewicz jest wszędzie tam gdzie trzeba. Zadam retoryczne pytanie, gdyby Emila nie było na liście tegorocznego serialu GP, to raczej byłoby ubogo we wrażenia. Tacy zawodnicy robią atmosferę walki, nie przewidywalności. Jego udział pobudza zmysły, tak i rywale muszą nagle liczyć się z młodzieńcem, przed którym jawi się kariera nie byle jaka. Spolszczona rosyjska gwiazda jest na orbicie.
A zatem czeka nas w Bydgoszczy rzadkiej urody turniej i nie wiem tylko jak niebiosa potraktują pogodowo ten termin. W Bydgoszczy wiedzą?

Zjadą tam na pewno na finał wszystkie ważne głowy i będzie niezły kujawiak przy stołach. Analizując tak na gorąco tegoroczne zmagania w GP, muszę powiedzieć, że Tomasz Gollob miał jako nie habilitowany profesor światowej katedry żużla wyjątkową szansę na tytuł najważniejszy. Jakby pokpił od początku sezonu swoje walory i ponieważ Nicki Pedersen też miał nie najlepszą premierę i dyskusje z sędziami, Jason Crump jako doświadczony „kangur” odskoczył na bezpieczną jak się okazuje odległość punktową. Tak się ułożyło w tym roku.

Jak będzie w nowym sezonie?

Tomasz Gollob i Jarosław Hampel, Rune Holta, Jason Crump i Chris Holder, Emil Sajfutdinow, Greg Hancock…Nie wymieniam dalej nazwisk, trzech Duńczyków, po dwóch Szwedów i Anglików… Może Słoweniec, może być jednak trzech Szwedów albo Australijczyków… I jazda po Europie aż do znudzenia. Serial ma swój początek interesujący, bo ta gra wstępna ustawia dalsze walki na torze. Potem po GP w Cardiff siada trochę przez lato atmosfera napięcia, gdyż górę biorą regionalne zmagania ligowe, a kiedy one też mają swój bliski koniec frapująco budzą się emocje na finisz serialu i aktorzy albo dają z siebie wszystko albo zmęczeni i sfrustrowani tłumaczą swoje niepowodzenia np. kulinarnymi dolegliwościami, na szczęście nikt nie zjadł trującego grzyba. Z  uczestnikami GP od lat są widoczne problemy zmęczenia sezonem albo finansowaniem sprzętu. Tory znane są jak własne konta, nie ma co się tłumaczyć, nudne są te wypowiedzi zawodowców, że wybrali do jazdy nie to, co trzeba. Liczy się całość. Nie narzekajmy na tory, nawet te zapylone białym alpejskim kurzem, jak w Terenzano. Tego jeszcze nie widziałem, biała chmura była tam widowiskowa acz uciążliwa, wdzierała się wszędzie.
Tomasz Gollob poradził sobie z tym zapyleniem na betonie i na torze 400 metrowym, niemal jak autostrada, „hymnowo”; pasują mu takie zakola i takie długości. Jest zawodnikiem kompletnym w swoim warsztacie i wiedzy lecz nie ma złotego zwieńczenia, usankcjonowanej „profesury” i nawet jeśli nie uda mu się być mistrzem świata w karierze, to powinien dostać złoty medal Międzynarodowej Federacji Motocyklowej za zasługi, za rozpętanie ongiś gollobomanii i ratowanie cudzego biznesu w rozrachunku serialu Grand Powtórek. Postać wyjątkowa, choć nie dziecko krawężnika, a raczej prostej, szybkości i mijania pod bandą. Tak bywa w życiu, że trzeba mieć jeszcze szczęście poza niewątpliwymi walorami uprawiania zawodu żużlowca w wymiarze globalnym.

I coś na deser…Mistrzyni świata i rekordzistka świata w rzucie młotem, 24 – letnia rawiczanka Anita Włodarczyk, przesympatyczna dziewczyna, która zna speedway od dziecka z Rawicza i Leszna, powiedziała na łamach „wysokich obcasów” tak oto: „W Berlinie pobiłam rekord świata, a w chwilę później skręciłam nogę. W sporcie w ciągu minuty można poszybować do nieba, a potem spaść na ziemię i wszystko stracić”.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s