Czy ten pan, proszę pana się nadaje do…

Ostro zaatakował słowami Czesława Czernickiego, szkoleniowca Unii Leszno były reprezentant Polski, mechanik i ojciec Krzysztofa  i Roberta, Zenon Kasprzak. – Dawno powinien już odejść. Mówi też o skłóceniu zespołu i swoich ambicjach windowanych przez Czernickiego a nie scalania drużyny i  motywowania jej do walki. Uff, robi  się ciepło, może nawet gorąco. Zenon Kasprzak nie wypadł sroce spod ogona, był w czasach Romana Jankowskiego podporą Unii, a dyrygował wtedy całością Jan Nowicki i Leszno było na topie. Zawsze zresztą z małymi odchyłami ten ośrodek ma zakodowany w sercu żużel. Tak było, jest i chyba będzie.


Jaki jest rynek szkoleniowy na żużlowym polu w Polsce wie każdy, kto się orientuje w tym sporcie. Marny jak wynędzniały kundel. Z jednej strony mamy w szkoleniu byłych zawodników, a z drugiej takich co to lubią speedway, mają w tym interes, niektórzy zapoznali się z jazdą ale bardzo bojaźliwie albo wcale nie jechali na motocyklu. Rzecz w tym aby oczarować w tym maglu prezesa, bo zawodników raczej trudno mamić. Trzeba mieć tzw. gadanie i perspektywy roztaczać tęczowe, kupić nadziejami tego i owego i jak szczęście dopisze jazdy będą cudne.

Ilu mamy szkoleniowców w żużlu? Ilu się pojawiło w ostatnich pięciu latach, którzy potrafią zlepić zespoły?

Mamy w centrum ikonę trenerską Marka Cieślaka, reprezentacyjnego coacha, który kolekcjonuje medale złote najlepiej w drużynowych rozgrywkach. Mówi się o jego instynkcie i nosie, który nie zawodzi. To co powiedział Zenon Kasprzak o Czernickim jest porażające i chyba ojciec dwóch żużlowców, sam jeżdżący i mający podgląd w sytuację, wie jaka jest waga takich słów. I obojętnie co powie w replice Czesław Czernicki, to Zenon Kasprzak pierwszy strzelił i już się stało.
Jaka jest prawda o polskich szkoleniowcach w polskim żużlu? Jest ich tylu, że nie  ma wyboru i nawet abnegat znajdzie wreszcie zatrudnienie, bo ktoś musi tym się zająć. Ważny tupet i przekonanie, że ja potrafię

Rafał Stec w „Gazety Wyborczej” pisze o Włochu Danielu Castellanim, który doprowadził polskich siatkarzy do wspaniałego sukcesu jakim jest złoty medal mistrzostw Europy. Sukces historyczny i uzyskany w stylu nie budzącym żadnych obiekcji. Tytuł artykułu Daniel Castellani – trener z ludzką twarzą. Autor pisze, że Włoch najpierw widzi człowieka, a dopiero potem zawodnika. I, że czerpie on z doświadczeń żony, psychologa. A oto co mówi Castellani: „To klucz nowoczesnego zarządzania, także w firmach. Podwładny będzie produktywny, jeśli zrozumiesz, że ma uczucia, rodzinę, życie osobiste. Nie opiekuję się siatkarzami, którzy oprócz bycia siatkarzami bywają ludźmi. Opiekuję się ludźmi, którzy wykonują zawód siatkarza”.
Najlepszy siatkarz mistrzostw Europy w Turcji Piotr Gruszka określił Argentyńczyka Raula Lozano matematykiem, a Castellaniego humanistą. –„ Jesteśmy szczęściarzami, że trafiliśmy na nich obu”. Autor artykułu stawia tezę, iż Lozano był świetny, ale potrzebował wrogów, by wygrywać. Dowodził żołnierzami, wydawał rozkazy. Ogłaszał regulamin i nie pytał o zdanie, Daniel konsultuje. Obaj się w całości pracy z grupą uzupełniają.

Temat szkoleniowców w kontekście futbolowego rozczarowania holenderskim trenerem i upadku polskiej reprezentacji jest ciepły. Jakim być dla zawodników, kiedy wiedzieć kiedy się pożegnać, bo materia współpracy się wytarła. O Castellanim jeden zawodnik powiedział, nasz kolega, ale specyficzny, bo zawsze ma rację. Czy Leo Beenhakkerowi wypaliły się pomysły na grę? Chyba tak. Brnął w błędach jak tur. I taki mamy efekt.
Na drużynę trzeba mieć pomysł, na jej zestawienie, na zbudowanie mentalności zespołu, takiej jednej rodziny do wygrywania, a w razie porażki do opamiętania się i umiejętnego wyjścia z trudnej sytuacji. To co powiedział Castellani, że wpierw trzeba widzieć człowieka a potem zawodnika ma kapitalne znaczenie.

Siatkarze, to nie żużlowcy. Nie wspominając o futbolistach. Stresy w żużlu są ogromne, przede wszystkim sport ekstremalny, ułamek sekundy, wypadek i świat kończy się na noszach i w konsekwencji jeszcze gorzej. Jacek Krzynówek  co najwyżej źle kopnie raz i dwa albo przez cały mecz. Mariusz Lewandowski powie, że mu nie wyszło, a co nie wiemy, bo konsekwencji nie ma. Żużel niesie z sobą rozliczne obciążenia i szkoleniowiec musi dotrzeć do każdego, być ojcem w każdej minucie. Obojętnie ile zawodnik liczy wiosen, każdy ma inną psychikę. Jeszcze dodatkowo w ten wyczyn wdziera się sprzęt, który nie zna czasu defektu ani sprawności doprowadzającej do sukcesu. Mentalność zawodnika jest zbudowana na jazdach, które dadzą nie tylko zwycięstwo lecz również zapewnią zdrowie a czasem i życie, które w tym akuratnie sporcie wisi na kruchej lince.
Toteż mieliśmy przypadki samobójczych aktów i to młodych zawodników, którzy w swoim otoczeniu nie znaleźli wytłumaczenia na słabsze dni.

Nie ma idealnych trenerów, też ludzie, podlegają presji, gniecie ich lokalnie ogromna siła bycia najlepszą drużyną, bo liga w Polsce to cała kwintesencja egzystencji idoli, prezesa, szkoleniowca.
Przy okazji wywrotki w reprezentacyjnym futbolu dyskutuje się nad kapitanatem, nad ciałem doradczym dla trenera. Nie każdy lubi kolegialne decyzje, które rozmywają odpowiedzialność. Raczej jeśli ktoś jest autorytetem i ma silny charakter nie pozwoli aby mu grzebać na podwórku. Jeśli futbolowy związek Grzegorza Laty nie zdecyduje się na autonomicznego Franciszka Smudę, prolonguje błędne decyzje z wiatrakiem holenderskim jako symbol.

W żużlu trzeba nauczyć jazdy młodych, do tego potrzebny jest dar. Wielki dar. Do czego potrzebny jest coach pierwszego zespołu? Do kompletowania i robienia zmian w drużynie bezboleśnie jak tylko można. Czy  Rafał Dobrucki potrzebuje nauki skoro wie więcej od swego niby mentora? A czy Damian Baliński potrzebuje wejrzenia w swoją psychikę i podratowanie jej na zasadach ojcowskich? Pytania można mnożyć, bo w takiej Polonii Bydgoszcz Zenon Plech nie wymaga referencji.

Środowisko żużlowe jest małe i każdy wie co pomiędzy torem a parkingiem piszczy. Nie jest to łatwa grupa, nie jest wcale zwarta, bo raz po raz rozdzierana przez dziwne decyzje, które jak się okazuje potem nie znajdują pokrycia w  realiach. I tak jest z rynkiem szkoleniowców, nie używam celowo słowa TRENER, bo to ogromnie odpowiedzialna funkcja, a w speedway’u raczej udzielają się instruktorzy, którzy dzielą się na tych, co jeździli i na tych, co nie mają w metryce jazd tylko w lewo.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s