Fart tynfa wart

Czy nie tak? Fart jest bezcenny na każdym kroku w życiu. Poza nim liczy się jeszcze „coś.” Zespołowo polski żużel jest najlepszy na świecie, w Europie. Seniorzy zdobyli złoto w Lesznie i są mistrzami świata, juniorzy także na gorzowskim torze, na duńskim stadionie w Holsted polska ekipa była najlepsza w europejskim finale. Czego jeszcze chcieć? Indywidualnych popisów i mistrzostwa świata w ramach Grand Prix, choć na razie znów nam nie grozi taki sukces, bo Australijczyk Jason Crump uciekł Tomaszowi Gollobowi i pozostałym zawodnikom z grupy pościgowej. Polski syndrom drużynowych zwycięstw trwa już od dłuższego czasu, juniorzy po raz piąty okazali się najszybsi. Seniorzy krążą po strefie medalowej. Ekipa juniorów rodzi nadzieje, choć jak historia pokazuje nie zawsze skok potem w grupę starszą ma swoje przełożenie na medale. Tajemnica do wyjaśnienia i może wreszcie kod zostanie złamany i doczekamy się następcy Tomasza Golloba. Z góry oświadczam, że będzie bardzo trudno wyedukować takiego następcę tronu, który przejmie sukcesję po niezastąpionym jak na razie Tomaszu Gollobie. Coachem polskich zespołów jest Marek Cieślak. Pisałem już o nim jaki był w młodości zawodnikiem i jakim ulubieńcem częstochowskich kibiców. Szybki i utalentowany, angielski staż ugruntował mu wizje na tory i technikę. Kiedy zakończył karierę został szkoleniowcem. Uprawia ten fach z pasją znaczącymi sukcesami klubowymi/ Atlas Wrocław był mistrzem Polski/ oraz reprezentacyjnymi. Kocha speedway i duże psy oraz naturę. Mało jest takich trenerów, którzy mają tyle z drużynami różnych formacji tyle laurów. Cieślak ma i gdyby to nie był żużel a dla przykładu futbol miałby Marek posadę u najdroższych władców klubowych. Akurat w tym sporcie nie ma takich poszukiwań trenerskich, rynek jest mały i specjalnie nie szuka się głów pozłacanych i dobrze opłacanych. Mirek Kowalik, który jazdy ma za sobą i pewne doświadczenia szkoleniowe, powiedział mi, że tylko jednego zazdrości Markowi. Czego? Ano instynktu. Argentyński super trener siatkarski, legendarny Julio Velasco mający teraz w opiece mistrzów świata Hiszpanów, oświadczył, że dobry trener potrzebuje pasji. „Masz pasję, to nie patrzysz w grafik, nie liczysz pieniędzy”. Nie tylko tego potrzebuje dobry trener. Instynkt potrzebny jest jak kotu węch. Byłem na fatalnym piłkarskim meczu na Stadionie Śląskim gdzie Polacy zdołali zremisować z Irlandią Północną. Pełny stadion ludzi z całej Polski i gra mierna, może nawet gorzej. Nie miała ta drużyna żadnej koncepcji, trener holenderski nie ma pomysłu na grę, zestawia ludzi i wypuszcza na boisko. Liczy na przypadek? Leo Beenhakker ma trudny orzech do zgryzienia, chyba, że zgryzie z prezesem Grzegorzem Latą. Czy Polacy są słabi i grają na takim poziomie, czy trener nie potrafi z nich „ wydoić” maksymalnie?! Zbigniew Boniek twierdzi, że nasi nie dają żadnych gwarancji. Co może trener? Dużo, bardzo. Od niego zależy zbudowanie charyzmatycznej atmosfery i wygrywanie choćby z „ dziadami”. Akurat Marek Cieślak przy swojej pasji oraz instynkcie i doświadczeniach ma do czynienia z talentami czystego gatunku w kategorii juniorów, a w gronie seniorów z wypróbowanymi zawodnikami, którzy zespoleni pod egidą skromnego Marka jadą po medale. Nie od razu tak było, Cieślak ma jeszcze jedno: szczęście trenerskie. Trafił na pokłady talentów i wybiera, a że ma ten wspomniany instynkt, wygrywa jak w Monte Carlo w kasynie. Szelest medali jest słyszalny. To co powiedział szczerze Kowalik, który współpracował z Markiem jest prawda, bo nie każdy szkoleniowiec ma dar czytania gry i podejmowania decyzji słusznych potem na podium. Kiedyś klubowo miał sukcesy Andrzej Pogorzelski, też miał piekielny instynkt w tym sporcie i tak lepił skład, że nawet z frajerskim zespołem wygrywał, czego inny by nie ugrał. Jeśli komuś się wydaje, a wiem, że są tacy, iż sztuka uprawiana przez Marka Cieślaka, to tylko wyjątkowy zbieg okoliczności i mogą śmiało też wygrywać, mylą się kompletnie. Wspomniałem o meczu na Stadionie Śląskim, gdzie ponad 40 tysięcy kibiców było totalnie rozczarowanych i skandowało Franek Smuda na trenera reprezentacji. No właśnie, Smuda, jego sukcesy osobiste z Widzewem, Wisłą w Krakowie, Lechem Poznań. Transponowana wizja, koncepcja gry widoczna gołym okiem i mierzona bramkami, walka do ostatniej minuty. Wtopienie się w mentalność zespołu, a raczej zbudowanie takiej mentalności aby drużyna była monolitem, miała cechy ambitne do bólu i ostatecznego zwycięstwa jest darem trenerskim. Oczywiście macie rację, talent jest darem, doświadczenie umiejętnie podane innym i konsumpcja z pożytkiem, szczęście jest podarunkiem ponad wszystko, taki jest sport kiedy się go uprawia i kiedy się potem szkoli. Trzeba wiedzieć gdzie i kiedy powiedzieć… nie albo tak. Polski żużel ma notowanie złotem pisane, pokażcie mi taką drugą dyscyplinę. Czekam. Drużynowe zwycięstwa nie zawsze były w takiej komasacji. Teraz są pod wodzą Marka Cieślaka i wcale nie chcę wstawiać go na pomnik, bo mi nie pasuje jego charakter na posągowe stanie. Cieślak ma coś z napoleońskiej idei. Wierzy w drużynę, choć skręca go czasem stres. Daje radę jak widzimy, kiedy pojawia się w domu psy go relaksują. Nie tylko one… dodam na pocieszenie rodziny. Mamy zatem niebywałe sukcesy drużynowe na torze i problem jak wykreować następcę Tomasza Golloba. Jest ekipa i są talenty, sami zawodnicy chcą być Gollobami, ich ojcowie, ale samo chcenie niczego nie załatwi, musi być praca ciągła, ktoś tych chłopaków musi poprowadzić przez tę… rzekę. Jak historia uczy nie zrobią tego klubowi szkoleniowcy ani opiekuńczy tatusiowie, konieczny jest jeden wódz. Nie musi być duży, wystarczy wzrostu Napoleona, z referencjami wygranych bitew i pasją o której mówił argentyński Velasco. Jeszcze się mówi, że dobry trener musi umieć i chcieć się uczyć, i oczywiście nie być zadufanym w stare osiągnięcia. Szacowny Giekażet z władczym Pezetmotem powinni więc zrobić kolejny krok w przyszłość i umocować na stałe opiekuna kadry juniorów, także dać „papiery” na konieczne doradztwo w czasie turniejów Grand Prix, wszak to mistrzostwa świata i potrzebny jest tam coach, co nie wypadł nikomu z gabinetu przez otwarte okno. Tak to widzę, choć martwi mnie jasnowidzenie, bo materia decydentów jest uparta i nie bardzo obdarzona wyobraźnią, bez której sport medalowy niestety nie istnieje. A zatem liczy się jeszcze „ coś” i ten fart.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s