Zadumanie

Nie miałem ostatnio, a nawet dłużej czasu, który przeciekał przez dni i noce, bo moja żona Ewa była bardzo chora i walczyła dzielnie o przetrwanie do końca. Nie dała jednak rady i to mnie dręczy. Ogrom cierpienia bywa tajemniczy i niestety nieprzewidywalny w czasie. Umarła najbliższa mi osoba i będę musiał sobie z tym poradzić, albo i nie… Nie chcę nadwyrężać cierpliwości czytelniczej, lecz życie nie zamyka się tylko w żużlowym owalu. Ten czas o którym piszę był długi ale teraz wydał mi się chwilą, której nie mogłem wydłużyć. Jak zawrócić ten czas?

Refleksje gorzkie nasuwają mi się raz po raz i pędzą zawrotnie. Męczą okrutnie. Speedway. Finisz sezonu bardzo interesujący i na ligowym horyzoncie i na międzynarodowym. W tym kontekście moje zadumanie bardzo osobiście podrażnione odnosi się do tych, którzy zostali dotknięci nieszczęściem lecz dali radę odnaleźć się w codziennym życiu i imponują aktywną postawą. Nie szukam daleko. Stojący na progu kariery Krzysztof Cegielski w niewinnym wypadku na szwedzkim torze doznaje kontuzji, która eliminuje go z dalszej jazdy na żużlu. Nie poddaje się i przez kilka lat walczy dzielnie od rana do nocy by usprawnić swoje ciało, heroiczna walka inteligentnego zawodnika może być przykładem dla każdego nie tylko żużlowca, sportowca, człowieka. Kiedy już walka dobiega kresu nie załamuje się i zaczyna pracę jako komentator TV. Z miesiąca na miesiąc usprawnia warsztat telewizyjnego sprawozdawcy, bacznego obserwatora i przekonujemy się ile wiedzy jest w tym młodym człowieku, ile determinacji aby wszystko umiejętnie przekazać kibicom. Przekazuje, dają mu szansę i on ją wykorzystuje, jest coraz lepszy, widzę, że pracuje nad sobą i doskonali przekaz dla innych. Imponuje, zazdroszczą mu profesjonaliści i muszą się pogodzić z tym, co „Cegła” robi w TV. Będzie robił, jest człowiekiem budzącym zaufanie, choć ma w sercu na pewno żal do losu, który sportowo pokiereszował mu niemiłosiernie karierę. Krzysztof Cegielski znalazł jednak swój tor jazdy w życiu. Rafał Wilk, jeden moment i wówczas krośnieński lider znalazł się na wózku, nie tam gdzie powinien. Daje radę, jest trenerem, uparcie nie odstępuje od środowiska, które dało mu szansę, lecz połamało ostatecznie czynne uprawianie sportu. Jest jednak blisko, bardzo blisko motorów. Podobnie zresztą jak gorzowianin Bogusław Nowak, który jako zawodnik i trener tarnowskiej Unii doznał ciężkiego urazu na rybnickim torze. Pamiętam ten wypadek z mistrzostw Polski par jak dziś i wiem, że los obszedł się z nim okrutnie. Koniec jazdy po długim leczeniu, ale zostaje jednak praca z młodzieżą i szkolenie następców, jednym z nich jest wspomniany powyżej Krzysiu Cegielski. Mistrz i uczeń, obaj na wózkach. Perfidne zrządzenie losu. Nie dali się jednak wykolegować z żużlowego interesu. Tak było z małym Duńczykiem Erikiem Gundersenem, mistrzem świata, gdzie los w angielskim Bradford wykluczył go z jazd, a został potem coachem duńskiej reprezentacji. Nie każdy z zawodników poszkodowanych potrafił sobie poradzić z losem po wypadku. Los jest jakby dwustronny, wpierw odbiera a potem z łaski coś tam daje. Nie zawsze tak bywa. Szwed Per Jonsson nie miał dwóch szczęść. Czasem to szczęście zamyka się w najważniejszej fazie, żyje się, bo nie wszystkim niestety tak się „ udawało”. Mieliśmy przecież dramaty, jak chociażby na krośnieńskim torze z czeskim żużlowcem. Nie jest to łatwy felieton w trakcie sezonu, kiedy wszystko jeszcze przed nami w dramaturgii napięcia ostatecznego, walki o punkty, medale. Trzeba jednak pamiętać w kręgu zaognionych ambicji, co jest w życiu najcenniejsze. Życie. Tak po prostu i tak najzwyczajniej. Bywają karambole nie zawinione i zawinione. Speedway jest sportem ekstremalnym, to nie szachy ani brydż. Młodzi zawodnicy nie mają rutyny, ponosi ich euforia walki, bycia najlepszym i czasami kończy się to konsekwencjami; pół biedy jeśli tylko kontuzją do wyleczenia. Trudny sport, z jednej strony zawodnik musi być ostry i twardy, gdyż nie osiągnie celu, z drugiej strony mięczak może zostać tylko średniakiem. A o co chodzi w sporcie? O najwyższe cele, medale. Polacy zawsze byli hardzi, wjeżdżali tam, gdzie już nikt by nie wjechał. Taki charakter polskich serc. Determinacja historyczna? Coś chyba w tym jest. Ostatnie mistrzostwa świata w lekkiej atletyce w Berlinie były sukcesem polskiej reprezentacji na skalę imponującą. Potrafimy być heroiczni. Mamy talenty. Drużynowe sukcesy naszych żużlowców są dowodem na iskrę bożą w tym sporcie. Są przykładem męstwa i zbiorowej siły kiedy tylko potrzeba. W ostatniej nawet chwili. Dlatego cenię moich rodaków za ten dar. Dar jednoczenia się w zbiorowej ambicjohisterii. Żużlowa, nasza młodzież wyczynia cuda, choć potem niektórzy tracą animusz, ale to już inna sprawa, problem sztuki kontynuacji i równania do poziomu niezniszczalnego Tomasza Golloba. Kariery światowego formatu trudnej do odtworzenia tak szybko w przyszłości. Wspomniałem o niezniszczalnym. Tak się wyrwało. Hm, człowiek jednak jest zniszczalny o czym nie można zapominać a żużel i jego historia świecą przykładami przykrych okaleczeń. Czasami zagłady. Dość jednak tego tonu, wybaczcie mi ten trochę osobisty wątek na wstępie. Na koniec więc niech powieje optymizmem. O złotym medalu seniorów nie zapominamy, w heroicznym boju w Lesznie Polacy dali sobie radę z pogodą i rywalami. A juniorzy? W duńskim Holsted, gdzie stadion leży w bezmiarze rolniczych pól ścigały się nadzieje uzurpatorów Starego Kontynentu. I znów pod wodzą Marka Cieślaka polska młodzież okazała się najszybsza, a nie było łatwo, bo kiedy nacierają Skandynawowie nikomu w tym wieku nie jest lekko. Jeszcze przed nami długi finisz sezonu, ligowy epilog i finał Grand Prix. No i nadal powalczą juniorzy tym razem w mistrzostwach świata. Wystarczy? Spokojnie, bez zawału. Polacy mają w naturze ściganie się nie tylko na torach, także w codzienności drogowej, gdzie uprawiają hazard prędkości kończący się zbyt często tragicznie. Lubimy niedozwolone sztuczki, nie myślimy, że ktoś na nas czeka w domu, pędzimy z fantazją bez wyobraźni a demon szybkości kocha niestety dramaty. Życie i sport, i złudna niewiadoma, gdyż nie wszystkim udaje się zwyciężyć swoje ziemskie ego. Człowiek bywa więc często bezradny. Doświadczyłem tego i ja.

Advertisements

One Comment Add yours

  1. małgosia z-s pisze:

    Panie Adamie -ogromnie współczuję…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s