PSP

Zaraz, wyjaśnię za chwilę ten skrót, więc trochę cierpliwości. Jeden z byłych zawodników górniczego klubu mówi, że w „komunie” może i było biednie ale nie było nigdy płacowych zaległości. Teraz mamy stawki vel kontrakty wywindowane, mamy kopę zagranicznych „grajków” i ciągłe utarczki finansowe. Cieniarze zagraniczni dostają więcej od rodzimych zawodników i rośnie polskie niezadowolenie. Wszystko się zgadza. Sport w latach „komuny” był ratowany przez zakłady pracy; zawodnik niby kopał węgiel pod ziemią a faktycznie tylko kopał piłkę. „Pracował” ktoś jako kierowca autobusu PKS a jeździł tylko na żużlu. Był ślusarzem na papierze a de facto za te pieniądze bawił się w sport wyczynowy. Kiedyś runął ten system dotowania sportu przez zakłady pracy, załogi zbuntowały się na fali odnowy. Odcięto dopływ pieniędzy. Kluby skierowały się w stronę kibiców i sponsorów.
Od czasu przemian mamy zatem nowe zarządzanie klubami.  Mamy stare statuty związkowe i w klubach doczesne życie na kredyt.

Polski System Płacowy? Już wyjaśniam tytuł. Praktycznie to wygląda tak, że zawiera się kontrakty w oparciu o ewentualne wpływy z reklam i z biletów. Wszystko jednak jest płynne. Nikt nie da za darmo. Zagraniczni żużlowcy na polskim rynku zostali skutecznie rozpieszczeni i nie jeżdżą za drobne. Jeśli komuś płaci się dużo, więc dla innych nie wystarczy. Koszula prezesa jest za krótka, wychodzi ze spodni i na nic się przydają umizgi i robienie dobrej miny, udawanie wesołego i kumplowskiego prezeska, który zalega z wypłatami. Powstają idiotyczne sytuacje. Zaleganie. Zawsze polskiemu zawodnikowi można zapłacić później, zagraniczny as zbuntuje się i nie dotrze na mecz.

Polski system finansowy dalej akceptuje dłużników, toleruje zaleganie z wypłatami na lewo i prawo i tak na dobrą sprawę w świecie nikt tego nie rozumie. Tak się dzieje od czasów wielkich przemian, zasada nie płacenia w terminie jest gruntowana przez kolejne rządy. Oczywiście w sporcie te zasady funkcjonują idealnie, powstaje więc pytanie który prezes stoi  na własnych nogach czy glinianych. Nie bardzo także pojmuję hurrra sytuacje zawierania umów z zawodnikami zagranicznymi, którzy lgną do Polski jak muchy do miodu, a potem jeżdżą niestety jak nowicjusze. Działa kontrola spółkowej ligi, są licencje, ale wszystko przypomina teatr futbolowy, gdzie drużyny łódzkie odpadają z hukiem a inne dostają licencje i nikt nie rozumie reguł łącznie z ministrem sportu, który nie ma recepty na piłkarskie towarzystwo i wbija samobójcze gole. Rządzą prezesi o perlistym uśmiechu/ ach ten Lato/ jakby reklamując pastę do zębów. Czeka nas więc jeszcze nie jedno lato…

W sytuacji konfliktowych powołana grupa pn. Metanol broniąca zawodników czyli związkowcy z toru i spoza niego, nie ma czasu monitorować zjawisk negatywnych i podejmować decyzje. Pozostaje szumny bubel.

W sezonie nic się nie załatwi, a zaraz kiedy się on skończy, niektórzy przezorni zawodnicy zawierają z kąpanymi w gorącej wodzie prezesami umowy, które wiążą ręce jak kajdanki. Po temacie?
Przewidywanie jest wielką cnotą, pośpiech zgubny zwłaszcza kiedy chodzi o kasę. Co zrobić z wywindowanymi stawkami, przyzwyczajeniami do których przywykły portfele asów z Danii, Szwecji, USA, Anglii, Australii…Zatrzęsła się ziemia, gdy kryzys dotarł na nasze żużlowe podwórka. Przetrwano, wszak jeszcze nie skończył się ten garbaty sezon, kosztowna zabawa dopiero się zaczyna. Play offy kręcą regiony a w kasach widać dziury. Sponsorzy je zalepią? Nie wszyscy. Też maja kryzys.
Niektórzy bohaterowie są już zmęczeni. Nie dadzą tym, którzy zawodzą. Zaczyna się ból głowy na etapie intrygującej końcówki sezonu. Panie i panowie kasa na stół. Polskie żużlowe Las Vegas daje o sobie znać.

Aby wyjść z kłopotów prezesi muszą  dogadać się w sprawach wysokości płac. Polska żużlowa to nie Real Madryt czy Manchester United. Nie ta kategoria. Nie te rozmiary kapeluszy choć wymagania i nadęte ambicje szybują nieba. O dogadaniu się w podobnym stylu namawiam nadal organizatorów Grand Powtórek w granicach międzynarodowych, nie tylko polskich. Na szczęście wkroczył  w ten rozgardiasz i partyzantkę organizacyjną Pezetmot. No i dobrze.

Nie wszystko finansowo można przewidzieć, w żużlu mamy marginesy pogody. Potrzebna jest nie tylko prognoza ale i wyobraźnia. Niestety nie wszyscy zarządzający klubami mają, poza ambicjami, wyobraźnię pozwalającą przejechać cały sezon bez bólu i bez latania z wypiekami na policzkach do sponsorów. Do lokalnych notabli z zawołaniem „ dajcie na mistrza”.

PSP. Polski System Płacenia albo inaczej nie płacenia w terminie, albo wcale.

No to wracam do pierwszych zdań w powyższym tekście i gdyby opublikować listę zawodników na koniec sierpnia, którym kluby zalegają z płaceniem mielibyśmy obraz zarządzania i wiedzy na temat tych, którzy na wyścigi zaraz po sezonie zawierają umowy i kontraktują uczestników ligowych harców nie myśląc, czy wystarczy im kasy. Nadal funkcjonuje pojęcie „ jakoś to będzie”. Nie dziwię się, gdyż od wielu lat w takim systemie pracują wszyscy, a nazywanie tego „ pracą” jest  przeze mnie ogromnym nadużyciem.

Czy polski żużel w takim tyglu będzie się rozwijał, czy nie zaciemnia nam sytuacji złote drużynowe mistrzostwo świata? Czy jesteśmy świadomi, że speedway przeżywa światowy kryzys i my w tym kryzysie jesteśmy dobrzy? Mnożę publicystyczne pytania, nurtujące nie tylko mnie, bo wyławiam je z rozlicznych przemyśleń kibiców. Naśmiewanie się z dawnych układów i „komuny”, gdzie nie było zatorów finansowych w klubach nie jest dobre. Raczej warto zastanowić się nad tym, co zrobić żeby nie było śmiesznie, kiedy zawodnik szuka dojścia do prezesa po zarobione pieniądze. Jednych się kokietuje, drugich poniża. O tym się mówi po kątach. I wskazuje palcami. Może zatem Grupa Metanol, która nie jest muzyczna a związkowa opublikuje dłużników? Taka czarna lista może być hitem takim samym, jak tabela ligowa, choć o innym niestety znaczeniu. I raczej z odcieniem wstydu dla tych, którzy nie potrafią utrzymać klubowego budżetu, mimo szumnych deklaracji oraz ambicji bycia… prezydentami klubów na miarę Barcelony. Jest śmiesznie i chwilami nawet strasznie. Słyszę głosy o powiększeniu Ekstraligi, „ bo jak klub spadnie, to już się nie podniesie”. Kabaretowa zagrywka. Nie pierwsza i nie ostatnia, bo scena umożliwia każdemu występy. Z niezatapialnym hasłem PSP.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s