Charakter bywa złotem

Nicki Pedersen ma wyraźnego w tym sezonie pecha. Kiedy w Polsce pojawiło się słowo KRYZYS nie zaakceptował nowej oferty z Częstochowy tylko obstawał przy starej. Sezon ruszył i Duńczyk myślał, że znajdzie nową lokalizację. Niestety prezesi zaczęli liczyć „drobne” i Nicki został na lodzie, więc chcąc nie chcąc wrócił jak syna marnotrawny pod Jasną Górę, dostał rozgrzeszenie, przyjął pokutę i wystartował jako mistrz świata, obrońca tytułu z częstochowskimi kolegami. OK.W mistrzostwach świata trochę słabo rozgrzany zaliczał upadki i kontuzje łapał jak niemowlę grypę. Ma wyjątkową skłonność do uczestniczenia w karambolach z których ongiś wychodził obronną ręką i nogą, lecz szczęście tym razem okazuje się dla Duńczyka zezowate. Jak nie Emil to inny zawodnik wywozi go tam, gdzie trzeba się wydostawać z poduszek band. Co turniej, to karetka. Co zawody, to kontrowersja z sędzią, bo etykieta zawodnika jeżdżącego spontanicznie ryzykownie przylgnęła do Nickiego chyba już na stałe. Poparzona noga przez oponę spowodowała komplikacje. Pedersen gonienie Jasona Crumpa ma bardzo utrudnione i raczej to szczęśliwy Australijczyk będzie miał główną premię sezonu. – Ze szpitala uciekaj na własnych nogach –  mówi się powszechnie a z każdej trudnej sytuacji wyjeżdżaj na swoim motocyklu, zaś gips zostaw na ściany. Nie takie zwykle proste. Nicki w tym sezonie nie ma farta i łapie kontuzje, kuruje się i traci nerwy nie mówiąc o koncie. Ma jednak charakter, nie  byłby trzykrotnym mistrzem świata czyli tyle ile ma jego mentor duński Ole Olsen. Turniej półfinałowy w Vojens pokazał, że jeśli wypada z gry dwóch zawodników klasy GP czyli Nicki plus Hans Andersen jest trudno o punkty zwłaszcza z takimi Rosjanami, którzy napompowani werwą Emila  jadą jak  „zborna” z dawnych lat. Co to znaczy serce, charakter walczaka stojącego choćby na straconej pozycji.

Trzeba mieć charakter? Ano trzeba od urodzenia.

W latach sześćdziesiątych i następnych kiedy ścigano się w normalnie ustalonych regułach drużynowych mistrzostw świata zespoły ze strefy tzw. kontynentalnej technicznie były w tyle, podpatrywano w parkingach mechaników z zachodu, załatwiano sprawy w hotelowym zaciszu wypijając nie tylko na koniec drobną wódeczkę. Czasy były takie, że jeśli  podpatrzono dobrze majstra, a jeszcze zawodnik włożył maksimum serca i zdrowia można było liczyć na sukces. Tak było u nas i tak było na wschodzie, gdzie hasło „ dawaj Grisza jak katiusza” zapewniało czasami medal. Medal za uścisk prezesa i diety federacji. Można było kupić dwie pary dżinsów i coś tam jeszcze. Piszę o tym, bo czasy ogromnie się zmieniły i dziś taka polska reprezentacja nie tylko ma kadrę ale i sprzęt. Jest ubrana jak się patrzy i nie musi jeść konserw w hotelu żeby coś kupić potem rodzinie. Marek Cieślak  „kołcz” naszej reprezentacji narodowej wyrastał i startował w czasach takich i dobrze wie jak to było. A dziś jest… Kanada. Mirek Kowalik, były pomocnik Cieślaka w drużynie powiedział mi na ucho, że zazdrości Markowi trenerskiego nosa. Nie tylko on. W trenerskim zawodzie trzeba mieć rzeczywiście tzw. „czuja” i nic nie pomogą niebiosa jeśli tego się nie ma. Cieślak jest gościem bez nadętych manier, znam go jak mikrus uciekał spod startu w Częstochowie i wpychał się tam gdzie nie trzeba byle wygrać. Był w tym fachu sprytny. Nie zawsze zawodnik po skończeniu kariery potrafi „czytać grę”, przekazać innym wskazówki tak, żeby były celne. Niektórym tylko wydaje się, że potrafią a codzienność trenerska jest brutalnie weryfikowana. Jeśli mają szczęście, przez jakiś czas będą ślizgać się w temacie, lecz przychodzi czas zderzenia i sami zawodnicy już wiedzą, że z takim dyletantem nie pojadą do przodu. Marek Cieślak przejechał trochę kółek w lidze angielskiej, autorytet umie zdobyć, choć nie musi, bo ten problem sam wychodzi i taki mistrz jakim jest Crump ceni Marka bardzo. A nasi zawodnicy? Kapelusze z głów, radzę posłuchać Cieślaka, czasami to jest tak proste, że wydaje się za proste jak na  żużel. Sukces jest schowany w sercu, czasem w kieszeni.

cieslak

Marek Cieślak w barwach Włokniarza.

Trzeba mieć charakter? Ba! wypada. Ale jak go wypracować? Patrzcie na Cieślaka, który jako trener ma większe zasługi aniżeli zawodnik. Tak się ukształtowało po latach klubowych kontraktów i byli tacy, którzy na trudnej scenie wrocławskiej nie wróżyli mu za długiego pobytu a on tam trwa i trwa, mimo że ligowa pozycja wrocławian teraz nie jest łatwa. Wierzą  jednak w Cieślaka, mają Crumpa i mają wiarę w ten diaboliczny fart trenerski Marka.

Polska drużyna żużlowa jest medalowa, tak się dzieje raz po raz. Czy tacy jesteśmy silni, czy inni opadli z sił? Otóż nie jesteśmy słabi, lecz rywale nie są rzeczywiście najsilniejsi. Nasza zaletą jest drużyna, możemy faktycznie wystawić dwie reprezentacje A i B, które mogłyby ścigać się w Pucharze Świata vel drużynowych mistrzostwach świata z wielkim powodzeniem. Niektóre federacje nie mają takich kłopotów bogactwa, mają jednego albo dwóch wielkich reszta niestety nie dojeżdża. Jest przepaść. Gdzie są Czesi, Niemcy? Nie wspominając Amerykanów z czasów kiedy pędzili po medale w stylu kowbojów dobrze ubranych i świetnie stylowo zachowujących się na znakomitych motocyklach. Ale to już było, pozostało wspomnienie jak po wizycie w Hollywood.
Nasi, Polacy. Drużyna. Inaczej zachowujący się jako single w turniejach Grand Prix, natomiast jako zespół wykazujący takie cechy jak dawniej USA pod kierownictwem Johna Scotta, Dania pod egidą Ole Olsena albo Szwecja z Bo Wirebrandem jako coachem czy Anglicy z Jackiem Fearnleyem. Ten miał asa w Manchesterze Petera Collinsa i z cygarem w ustach układał prostą grę w … speedway.
Kiedy się wygrywa wszystko co się wydarzyło, postronnym wydaje się proste. Na początku zwykle malkontenci wybrzydzają na skład, niedowierzają, „ nie wystawiłbym tego, dałbym tamtego”. Kiedy jest medal klepią i ściskają zwycięzców. Animator zwycięstwa stoi z boku, choć zmontował te klocki.

Trzeba mieć charakter żeby zwyciężać i… czasami też przegrać. Złoto jednak jest blaskiem, które lśni nawet najciemniejszą nocą. Złoto jest dla wytrwałych i zuchwałych, jak w filmie który pamięta się całe życie i którego fabuła nie przemija; również reżyser i aktorzy, dźwięk i statyści także, bo sukces zdobyty w walce z charakterem jest jak show do przypominania nie tylko w święta.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s