Naturszczyk carewicz, zraniony Hamlet i „rudy kangur”

1

Pachniało wtedy wiosną a Praga w takiej scenerii jest świeża jak panna młoda na wydaniu. Pierwszy turniej serialu Grand Prix i na starcie stare wygi i także debiutant rosyjski Emil Sajfutdinow, dobrze wyuczony na żużlowca z charakterem w bydgoskiej Polonii. Dwukrotny mistrz świata juniorów ale debiuty młodzieńców w GP były różne, najczęściej strofowane przez rutyniarzy. Nie zwracano uwagi na Emila, zwłaszcza po pierwszym starcie. I przypominam sobie miny na końcu zawodów kiedy zagrano hymn rosyjski dla zwycięzcy Emila. Udało się. Komentatorzy twierdzili, że jego przebojowość zostanie poskromiona, wyhamowana przez towarzystwo doświadczonych uczestników serialu, grających swoje role od lat, niezmiennie podobne; raz dobrze, raz źle, lecz zawsze na tych samych scenach i w kuluarach. I nagle wjechał na szczyt w premierze Emil z Sałatowa, który kiedy skończy się tegoroczny cykl GP wypije szampana na swoje dwudzieste urodziny. Sytuacja niecodzienna, sport lubi zaskoczenia, publiczność uwielbia utrwalanie miłych niespodzianek w wydaniu światowym, na poziomie mistrzów. Carewicz jest skromny, jeszcze bez zabiegów marketingowych. Na celebrę przyjdzie czas, kiedy szczęście nie będzie zranione.

Jak pojedzie naturszczyk „Sajfi”, który lubi na ekranie Brada Pitta i Johnny Deppa? Drugie zawody i Rosjanin z polskim paszportem jedzie podobnie, nie wygrywa wprawdzie lecz nie traci dystansu, nie ma temperowania go na torze, jest już inna sytuacja, na jego team z Tomaszem Suskiewiczem patrzą już inaczej. Guru teamu Ashley Holloway wie, czego chce niewątpliwy następca rosyjskiego, legendarnego żużlowca Igora Plechanowa, który nie bał się Wembley, wygrywał i był wicemistrzem świata. Trzecie zawody serii GP na dziurawym torze w Goeteborgu i Emil wygrywa zawody!!! Nie pamiętam takiego młodzieżowego przeboju na żużlu. Tam dochodzi do kontrowersyjnego upadku z Duńczykiem Nickim Pedersenem, po którym obrońca tytułu został wykluczony, a Emil aspirant wygrał turniej. Zaczęła się wojna Nickiego z polskim arbitrem Wojciechem Grodzkim i potyczka rosyjsko – duńska.

Carewicz poczuł na plecach oddech Hamleta.

Emil zeznał, że chciałby na swojej drodze spotkać Władimira Putina i władcę Chelsea Romana Abramowicza. Ma chłopak ambicje i muszę przyznać, że jedno i drugie jest możliwe. Przed Emilem świat. Okienka się otwierają. Czwarty turniej GP w Kopenhadze, Rosjanin od początku trzyma gaz, potrafi nim operować jak wyga, nie ma bojaźni przed nikim, rwie do przodu jak torpeda, już jest w półfinale i tam puszcza sprzęgło i uderza w taśmę, co dla wszystkich jest jasne, odjazd do parkingu, nie ma walki o finał. Wcześniej w wyścigu gdzie startuje on i jego duński rywal Nicki, kiedy Duńczyk kątem oka widzi z prawej strony pędzącego Emila odkręca manetkę gazu, motocykl wyskakuje do góry jak narowisty koń i obaj zawodnicy leżą jak kłody. Sędzia nie ma kłopotów ze wskazaniem winnego, mimo że to Parken w Kopenhadze. Wojna rosyjsko – duńska ponosi straty, nie ma finału z udziałem jej bohaterów, ponoszą straty punktowe. Bliższy podium, z historii wyścigów, wydawał się carewicz. Gdzie dwóch się bije trzeci korzysta. Walczący z determinacją Australijczyk Jason Crump nie marnuje okazji, w losowaniu wybiera bez zmrużenia powieki i szybko żółty kolor i jak wytrawny gracz w Las Vegas wytrąca atut Gollobowi. Grają więc hymn australijski a lider GP umacnia pozycję, zaś Emil jako wice ma 14 punktów straty.

Kierunek Cardiff.

Rok temu zwyciężył tam Jason, dwukrotny mistrz świata, pragnący być znów najlepszym, dziś jest liderem ale kto na Boga przewidywał, że tym który będzie go tropił to Sajfutdinow? Sport ma jednak piękne lica. Zadziorny, odważny rosyjski talent chce być mistrzem świata już na dwudzieste urodziny, co może być nie tylko wyczynem historycznym.
A co na to reszta; nierówny z silnikami Szwed Andreas Jonsson, już czasami wyczerpany acz niezmordowany Amerykanin Greg Hancock, wiecznie najlepszy polski as Tomasz Gollob, który ma znów szanse na podium w ostatecznej rozgrywce. Dwa razy w 2009 na podium, co chcecie.
Nie wyrzucajmy jednak poza podium pechowego Duńczyka Pedersena, którego wyraźnie prześladuje los i czasami mi go żal, bo orze jak duński rolnik i nie daje rady. Szczęście sprzyja lepszym? Nicki jest mocno poobijany, ma kłopoty ze złamanymi palcami; bo jak nie stanie mu się krzywda na torze, to w akcie desperacji sam się okaleczy uderzając w coś ze złości. Jak nie idzie, to nie idzie, lecz kiedyś wyczerpie się chyba bagaż z pechami i nieszczęściami?!

Po czterech turniejach odstaje też ikona z obozu „kangurów”, Australijczyk Leigh Adams i jego zapowiedzi o powrocie do walki o podium MŚ nie wydają się uzasadnione jazdami w GP. Szykuje się czas na zmiany i skok np. kangura Chrisa Holdera. Taki oto mamy obraz elity Grand Prix, serialu zużytego w emisjach zbyt częstych, z aktorami znużonymi swoimi rolami i takim nowym „aktorem” ES, radosnym przebojem do którego nie mogą jakoś nawiązać inni, choćby Szwed  Fredrik Lindgren. Noworuski jest solistą. Co nas czeka pod dachem w Cardiff na walijskim Stadionie Millenium gdzie powinno być ponad 30 tysięcy fanów z angielskim rodowodem. Wyspiarze uważają ten turniej za żużlowe święto na Wyspach i życzą sobie wygranej rodaka. Życzenie trudne do spełnienia, bo Anglicy mają wyraźny dół.
Ekipa Emila zrobi wszystko i Crumpa rodzina także. I na pewno będzie chciał odzyskać grunt pod nogami Pedersen. Jest walczakiem, więc jeśli tylko będzie uciekał na starcie szybko od rywali, da dyla od pecha i sędziowskich pomówień.

No to co? Na koniec polski obóz w którym nie trzeba motywować Golloba, pochwalić ocknięcie się Grzegorza Walaska i jeśli Sebastian Ułamek wygra start zostawi rywali w tyle. Rune Holta chaotycznie miesza w każdym starcie i nie potrafi odnaleźć się na tyle, by dojechać do półfinału. Ma chłop norwesko – polskie problemy. Cardiff to już będzie inna jakość scenerii, choć pozostaje przy sportowych niewiadomych wciąż torowa, czy da się jechać na tym „materacu” po ludzku. Na sztucznych torach ciągle straszą dziurami. Ole! Nadal mnie pytają „ po co oni pchają się na sztuczne nawierzchnie”? Pchają, bo na Parken jest dobrze a dla Millenium nie ma alternatywy i nie można tylko zresetować Ullevi.

2547301379_0957deefef

Stadium Millenium. Anglicy piszą jako o… „ domu światowego żużla”. Z tym „home” to lekka przesada. Jeszcze nigdy tam nie wygrał Polak, ani Rosjanin. No to jazda na podbój Walii, miliarder Roman Abramowicz jeszcze w Cardiff funtami nie rządzi.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s