Jazdy nabierają prawdy

W kinach leci Vicky Cristina Barcelona i ludzie nie narzekają na emocje. Na stadionach żużlowych nabiera rozpędu sezon, dostał wiosennego popędu i bzykanie motorów trwa i trwać będzie jak tylko można. Barcelona piłkarska zdruzgotała madrycki Real i mamy bramek grad. A na żużlu trwa mocowanie się mocnych ze słabymi, mocnych z mocnymi i słabych ze słabymi. Jest śmiganie i jest zabawa, wszystko dopiero przed nami ale i jest czas do pierwszych refleksji, szarych i słonecznych, w każdym razie na pewno ozdobionych emocjami wyzwalającymi adrenalinę, która powoduje migotania wokół serc.

1. Gdzie są chłopcy z tamtych lat? No, gdzie ci Jankesi z kalifornijskich podwórek? Ostał się tylko Greg Hancock, który jedzie swoje i po swoje. Taki samotny biały żagiel z Pacyfiku czy może raczej jeździec z kalifornijskich żużlowych placów, gdzie zanim się rozpędzisz musisz hamować i jak sprężyna miotać się na motocyklu. Greg powołany został do reprezentacji USA na eliminację drużynowych mistrzostw świata na Łotwie i sam zdobył aż 14 punktów, podczas gdy jego partnerzy amatorzy 12. A było ich aż czterech! USA zajęły ostatnie miejsce i nie liczą się na salonie żużlowym. Co będzie kiedy Greg odjedzie na emeryturę, wszak wiecznie nie będzie tyrał a jest zawodnikiem ze stażem przedemerytalnym. USA słabe jak nigdy, po Nowej Zelandii mamy wspomnienia, Norwegia to tylko przeloty Rune Holty a Anglia jest na kolanach. Jakie paskudne czasy, tak, paskudne, gdyż tylko ostra rywalizacja i gwiazdy charyzmatycznego formatu napędzają koniunkturę. Amerykanie byli mistrzami świata, prowadzeni przez Johna Scotta z asem Brucem Penhallem jechali kosmicznie pięknie i wygrywali jak chcieli, a dziewczyny piszczały i marzyły by nie zasnąć w ramionach takich boys.

2. A propos Anglii. Słyszę, iż Marek Cieślak bije się w swoje, na szczęście, piersi a dudnienie dochodzi aż do Rzeszowa, że zakontraktowany został w Atlasie Scott Nicholls, przypominający raczej posturą / pamiętacie?/ Joe Screena, w gruncie rzeczy sympatycznego zawodnika, który chyba futrowany puddingiem utył nad miarę. Nicholls nie był pewnym zawodnikiem, to nie jest pracownik na którym można polegać o czym nie raz zapewniał sprzętowo i kondycyjnie swoich prezesów. Dlaczego Cieślak  zaufał Scottowi? Dobroduszny acz jeśli ma się miękkie serce, to co trzeba mieć twardego? Już wiecie i pewnie Marek też. Nicholls  nie zapomniał czego nauczył się w swoim kraju, lecz jest niefrasobliwym facetem, któremu trzeba dać odpoczynek od polskiego krajobrazu z pożytkiem dla naszych rodzimych zawodników. Utarło się dziwnie, że lepszy taki Scott niż Antek albo Jasiu…Weryfikacja musi jednak być i nie każdy funt tynfa wart. Marek Cieślak zaufał, Anglik S. N. jest chimeryczny no i teraz jest kłopotek. Rutyna jest zgubna, Atlas musi odkleić pewne schematy, gdyż nic tak nie ożywia jak nowe. Co do Anglii, mają kryzys kadrowy. Nicholls kiepski, a Chris Harris nie może odnaleźć się drugi sezon, jedzie jakby do tyłu, rozczarowuje nie tylko fanów Albionu ale i Ostrów Wlkp. Anglicy dołują wyraźnie, fatalnie i szkoda chyba na nich funtów, euro i każdej złotówki.

3. No właśnie. A co teraz jest na ustach w Toruniu? Kopernik? Radio Maryja? Moto Arena? Zgadnijcie?  Nowy stadion im. Mariana Rose,  nowe cacko Moto Arena na światową skalę z urodą miss world. Szkoda tylko, że na piętnaście tysięcy widzów. W Toruniu ten stadion zbudowali szast – prast i chyba nikt nie wierzył, iż w błyskawicach medialnych piłkarskich ME 2012 zbudowana zostanie taka bombonierka. W premierze pałacu torunianie „stuknęli” Unię Leszno. Było kompletnie na widowni; wspaniała tablica świetlna, dach pozwalający dojrzeć gwiazdy z księżycem i zbiorowe przekonanie, że to stadion mistrzów Polski. Znów mistrzów? Nie tak hop. Wiecie co, bardzo mnie zaskoczyła opinia Roberta Sawiny, który tam startował, a teraz dorabia jako instruktor w gdańskim Lotosie, kiedy Falubaz złoił skórę żużlowcom z wybrzeża, że „przegrali chyba z mistrzami Polski”. Do tego jeszcze daleko, a ponadto gdzie wiara Sawiny w zespół pompowany szkoleniowo przez niego. Nie mieszczą mi się w głowie na początku sezonu takie opinie. Czasem wiara czyni cuda zwłaszcza nad morzem. Trochę odjechałem z Torunia, nie szkodzi, bo wrócić tam zawsze można jeśli mają takie żużlowe cudo i wielka szkoda, iż tego nie dożył sędzia Roman Cheładze. Zastanawiam się jak wyremontowano rybnicki stadion czy częstochowski moloch bez dachu nad głową. W Rybniku trybuna niby kryta jest dziełem jakiejś damy, tak jak i cały stadion. Daszek pozwala dobrze zmoknąć kiedy zacina deszcz, a stary dach był tak dobry jak czarny parasol. Potrafimy spartolić, nie mówiąc już o tablicy jakby sklepowej na rybnickim stadionie. Do Rybnika jeszcze wskoczę na chwilę, a Toruń zaskoczył, jak kiedyś Kielce piłkarskim obiektem z kasy Kolportera. Mamy jeszcze niedokończony gorzowski stadion, mamy wrocławski antyk tak legendarny i lubiany przez kibiców. Do reszty stadionów  jeszcze wrócę przy okazji. Torunianom przybijam piątkę, czekam na ich  naśladowców.

4. Mamy za sobą premierę w Grand Powtórkach, jakieś tam ściganie się na rubieżach w ramach Europy no i mamy ligowe poty. Na pewno Polonia Bydgoszcz liczyła na więcej, nie mówiąc o Lotosie, który ma skład słabszy od tarnowskiej Unii. Rzeszowianie spodziewali się ananasów, lecz nic nie spada z nieba. A więc? Konia z rzędem temu, kto stawiał na Rybnik, a tu Pawliczkowa grupa jedzie i ciuła punkty, niepozornie wygrywa i do domu ucieka. Kibice w Rybniku uwierzyli w drużynę, choć mało kto miał taką wiarę, poza nowym zarządem. Sam byłem sceptykiem, ciekawy jestem jak będzie dalej. W każdym razie rybniczanie bez fanfar fedrują wózek za wózkiem. Martwią się za to we wspomnianym Ostrowie, ale skoro tak sobie ułożyli wszystko kadrowo, to niech Jan Grabowski teraz główkuje. Robił takie rzeczy już w Rybniku. Do szkoleniowców przypięte jest nieszczęście albo szczęście poza oczywiście zmaterializowanymi cechami codziennej pracy. I jedno, i drugie jest na kredyt ale egzekucje bywają brutalne. – Takie życie jest na kółkach i nic nie zrobisz na siłę, powiedziała znajoma, która jeździ na rowerze i mijają ją mercedesy. Każda jazda ma swój charakter, bo rower rowerowi nie jest równy a co dopiero motocykl czy auto. I zawodnicy, i szkoleniowcy też mają różne oblicza oraz wyniki, które albo znaczone są porażkami albo szczęściem nie mającym granic. Jak w tej Barcelonie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s