Taki Emil to majątek!

on

Debiut marzenie na salonie SGP

Znakomity szwedzki żużlowiec Anders Michanek zapytany przeze mnie o szanse Zenona Plecha na światowej arenie powiedział kiedyś tak:  „ Jeśli się nie zabije, będzie mistrzem świata”. Nie zabił się na szczęście i został w 1979 roku wicemistrzem świata. Kiedy miał lat 20 zdobył brązowy medal MŚ wśród seniorów na Stadionie Śląskim. 22 – letni Edward Jancarz pojechał w 1968 do Goeteborga na mistrzostwa świata i wywalczył brązowy medal na Ullevi. Zawsze kiedy ktoś młody wjeżdża w grono starszych konkurentów słyszy się o nim różne „komplementy”. Po praskiej brawurowej victorii 20 – letniego Rosjanina z Saławatu Emila Sajfutdinowa, Rune Holta, który ma hipotekę startów obarczoną ryzykanckimi atakami, oświadczył, że Emil jeździ mocno za ostro… Powiedziałbym, że podobnie jak czasam norweski spolszczony Rune. Mistrz świata Nicki Pedersen, broniący tytułu, mający na swoim koncie kilkadziesiąt iście kosmicznych ataków w różnych sytuacjach jakby szukał usprawiedliwienia na swoją postawę w premierze sezonu GP w decyzjach sędziego Franka Zieglera z Niemiec. Sędzia był dobry, to obok Wojciecha Grodzkiego arbiter raczej bez bagażu pomyłek, zdecydowany w werdyktach słusznie podejmowanych. Upadający po starcie Emil w sytuacji gdy nie miał miejsca dostał szansę od sędziego prawo powtórki. Rosjanin podreptał do parkingu i potem już nie dał szansy rywalom. Pedersen idzie dalej w swoich wypowiedziach, jakby lekceważy sobie Emila i w głównym kontrkandydacie do tytułu upatruje Australijczyka Jasona Crumpa. Panie Nicki proszę nie lekceważyć młodzieży atakującej mocno utarte ścieżki weteranów, bo do takich orłów świat należy. Odważnych, bezpretensjonalnych, nie mających nic do stracenia. Na żużlu jeździ się tak, jak pokazuje ofensywna młodzież, Emil czy nieco starszy od niego Szwed Fredrik Lindgren albo Duńczyk Kenneth Bjerre. To nie wariaci, to nowa fala.

W obozie weteranów zawrzało, zaświeciło się światełko, że można ograć utytułowanych bez mydła, z szacunkiem, bez respektu. Gdyby popatrzeć na wcześniejsze starty Nickiego, to Emil, który nie wypadł sroce spod ogona, bo jest przecież dwukrotnym mistrzem świata juniorów, pojechał jakby niewinnie w stosunku do tych szarż Pedersena po których wrzało w głosach komentatorów a sędziowie nie mieli kłopotów z wykluczeniami. I oto niemal taką samą bronią, agresywnością atakuje ich ktoś niespełna dwudziestoletni, w stylu rokującym zmiany w nudnawym widowisku pt. SGP. Śmieszy mnie nie dostrzeganie zjawiska w postaci zwycięstwa Sajfutdinowa przez niektórych nestorów, aczkolwiek na pewno teraz w Lesznie podczas drugiej GP, tym razem ochrzczonej mianem turnieju GP Europy, przypilnują go już na wstępie i nawet potem na błyskotliwego Rosjanina wychowanego w klubie z tradycją i żużlową kulturą, czyli w Bydgoszczy. Tam Emil, chyba następca legendarnego Igora Plechanowa z Ufy, uczył się tego, co zrobił w finałach juniorów mistrzostw świata. Polska liga każdego edukuje jak pojechać w pierwszym łuku, być w ataku, gdy jeden na drugiego kładzie się na siebie i emocje odbierają niektórym rozum.  Odnoszę wrażenie, iż adept debiutujący w elicie seniorów dostał skrzydeł w Pradze i jeśli los mu ich nie obetnie albo konkurencja nie zniszczy będzie pojętnym zjadaczem bułek z masłem na orbicie serialu GP.

W zasadzie zwycięzca praskiej GP Czech prezentuje cechy, których zwykle oczekuje się od zawodnika startującego w mistrzostwach świata. Dobry start, umiejętność jazdy na każdej szerokości toru, brak respektu dla weteranów „ wojen” GP, szybkość i niezawodność sprzętu. I odwagę cechującą młodych. Niektórych to poirytowało, mistrzów i nie mistrzów. Emil skutecznie nimi zakręcił w Pradze. Na szczęście! Już się nudzi czasami ta sama gra aktorów, te same maniery, szara sztampa, zgrane numery. Czas na nowego Bonda. Jak będzie w drugiej odsłonie sezonu na innym torze w Lesznie? Wszyscy go znają, bo tam jest ligowa Unia. Rok temu triumfował miejscowy kangur Leigh Adams, Jarosław Hampel był w finale czwarty. I znów pojedzie Hampel, będzie tam pięciu zatem naszych. 

W Pradze było czterech , czyli jedna czwarta uczestników i nikogo nie mieliśmy w półfinałach. Słabo, oj słabo. Słyszę jakieś żale na silniki, na niedopasowanie się do toru. Był on twardy, nie bardzo można było poszaleć, nie mieliśmy wielu mijanek i sądzę, że w Lesznie powinno być inaczej. Tak mi się wydaje, że to będzie zupełnie inny turniej. Jeśli będzie przyczepnie, może być fantastyczna walka. Mistrzowie nie mają patentu, choć ci najlepsi nie spadają z koni. Taki Greg Hancock w pierwszym swoim starcie miał defekt silnika na starcie, szybko jednak się pozbierał i jechał swoje, zawsze taki jest, specjalnie nie narzeka. Bez chimer, Jankes zawodowiec. Podobnie Adams. Będzie na swoim torze, który zna tak dobrze.

Wspomniałem o innym wymiarze turnieju w Lesznie, tak. Pięć razy więcej ludzi jest niemal pewne. Praga frekwencyjnie zaskoczyła chyba wszystkich, niespełna 4 tysiące fanów, w tym ponad połowa z Polski, albo i lepiej. Pogoda jak marzenie, miasto do podziwiania i kosztowania. Polaków już nie przyciąga tak jak dawniej magnes Tomasz Gollob. No ale Leszno jest  domowe i tam będzie niemal drużynowo, acz indywidualnie. Czy formuła turniejów Grand Prix się zużywa jak gąbka przy częstym myciu? Może to zabrzmi obrazoburczo dla wielu ale nie szkodzi, powiem wprost otóż ściera się i ściera… Sternicy światowego żużla przyzwyczaili się do tej formuły jak kot do kuwety i nie dostrzegają, że trzeba w tym niszowym sporcie coś zrobić. Na razie były wieloletnie obiecanki i nadzieje, że świat otworzy się na speedway. Praga potwierdza, że niestety się zamyka. Potrzeba więc rewolucyjnych zmian, gdyż mnożenie bezsensownych turniejów nie nakręca koniunktury. Widzę konieczność ugruntowania indywidualnych MŚ w ramach eliminacji i jednego finału na dużym stadionie oraz z promocją jak przystało na turniej kończący sezon. A serial Grand Prix ograniczony do sześciu pozycji w atrakcyjnych miejscach świata, nie tylko Europy  z wielką promocją tego sportu. Czy ten problem dostrzega FIM, jej prezydent Vito Ippolito i szef światowego żużla Norweg Roy Otto? Rozczarowuje mnie ten drugi. Zaledwie dopilnowuje bieżących spraw nie mając żadnej wyobraźni jak rozwijać ten sport. Praska, słaba frekwencja w premierze sezonu powinna być sygnałem dla prominentnych działaczy. Dzierżawcy nie widzą problemu, bo mają w umowach zapewniony haracz i chyba mało ich obchodzi ilu jest  kibiców. Kasa spada. Teraz zachłysną się wielką widownią w Lesznie i znowu będzie OK. I tak w kratkę. Kratki bywają nudne jeśli mamy je przed oczami tyle lat.

Powiewem czegoś nowego był niespodziewanie spolszczony paszportem Emil Sajfutdinow, także lider GP Fredrik Lindgren, mikry Kenneth Bjerre, nieobliczalny Andreas Jonsson, 3 – 4 weteranów aren różnistych dawało radę i tyle. Zwycięzca z Pragi potrafi szybko wyciągać wnioski z jazdy u progu kariery, ma świetnych majstrów koło siebie i przede wszystkim nic do stracenia a ogromnie dużo do zyskania. No cóż, błyskotliwy mołodiec! A zatem Emilu „spasiba i wpieriod”. 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s