Polska Wiara Żużlowa na tacy

 

Niewiarygodne ale prawdziwe. Kiedy byłem mały też były na stadionach tłumy, a trochę lat minęło. Kiedy byłem mały też nie brakowało kobiet na stadionach. I młodzieży, dzieci. I szwagrów, kuzynek, teściowych przyszłych i obecnych. O żużlu mówi się jako o sporcie „kumpelskim”, taką opinię podał na łamach „Gazety Wyborczej” Dominik Antonowicz, socjolog z toruńskiego uniwersytetu. Kumpelski a może rodzinny, albo familijny czy żużlowy sposób na wolny czas. Rozmawiam z jednym zagorzałych fanów sportu żużlowego, otóż kiedy tylko znany jest już kalendarz rozgrywek planuje się kumpelsko wyjazdy. I z jednej strony są drobne wypady na mecze swojej drużyny, rodzime turnieje z mistrzostwami Polski na czele, z drugiej strony mamy kalkulowanie dalszych eskapada na turnieje Grand Prix. –„ Jest jednak coraz drożej mówi mój rozmówca, trzeba mądrze kombinować trasę, ewentualne noclegi a kiedyś z wyjazdem do Pragi nie było żadnych problemów”.

Kiedyś jeżdżono za czasów „ wczesnego Golloba” wszędzie. Polskie autokary docierały niczym małyszowe grupy radosnego reagowania do wszystkich „ żużlowych portów Europy”. – „Teraz nie dajemy rady, pieniądze są zupełnie inne”, dodaje pan Waldek, który stadionowe wrota zna na pamięć, gdzie tylko pachnie metanolem. Istotnie czasy się zmieniły i teraz za „późnego Golloba” jest inaczej, choć nadal wiara nie wygasa w mistrza, acz organizatorzy turniejów Grand Prix poza Polską już nie mogą liczyć na najazdy biało – czerwonych fans. Prezesi polskich klubów mogą nadal liczyć na wierność kibiców swoich drużyn, co roku mamy  to samo, kiedy tylko pogoda nie zepsuje nastroju, tłumne oglądanie wyścigów. Niewiarygodne lecz prawdziwe; mamy rok 2009 i średnia  ekstraligowych potyczek w otwarciu sezonu wynosi około 13 tysięcy widzów. Jest kasa dla elity za bilety.

Czy kokietuje się tak wiernych obserwatorów, niezmordowanych kibiców na każdą okazję? Co zmieniło się na stadionach? Jakie mają bonusy ci świadkowie koronni nie tylko zwycięstw? Nie tylko słonecznych dni. Można powiedzieć, że wszystko się zmienia poza prozaicznym tematem jakim są toalety i aż mi wstyd, że jeszcze muszę o tym wspominać. O tym jakby myśli się po polsku, czyli „ jakoś to będzie”. Jeśli redakcja zrobi ranking stadionowych toalet, może być niektórym Wielkim Prezesom wstyd, taki zwyczajny smród, bo i nie ma gdzie rączek umyć z tego wstydu. Pachnie za to metanolem. I to jest jeden z  powodów, że garną się/ od zarania spalania metanolu z Castrolem/ na stadiony kobiety. Zapach jest charakterystyczny i przyjemny, choć przy obecnych eko trendach parkingi mamy nieco „opatulone”, toteż ten zniewalający swąd, który podnieca ponoć panie, nie atakuje już tak agresywnie. Kiedyś  jeden z działaczy motorowych, poświęcający się motocyklom, niecierpliwie mnie pytał, dlaczego jego żona tak bardzo chce być na meczach żużlowych. Temat na pewno dla prof. Lwa Starowicza, bo jest w tym ziarno namiętności wleczone od lat ze stadionu na stadion. Jedno jest pewne, kobiety w różnym wieku niezmiennie kochają chodzić na żużel. Im dobrze i samcom dobrze.

Teraz nadal poważnie. Ostatnio w Rybniku widziałem na stadionie atrakcję dla maluchów  w postaci zjeżdżalni, efektownej, która znudzoną dziatwę odciągnie od zafascynowanych wyścigami opiekunów. Powiem z autopsji, że dzieci nie lubią hałasu, przerw traktorowych czy obdukcji poszkodowanych na torze i widoku karetek. Dzieci nie powinny również słuchać skandowania przez tłum rozindyczonych fanów „sędzia chu…”Aczkolwiek nie jest to słowo obce nikomu kto chodzi po ulicy do przedszkola. Taki obsceniczny wrzask odbył się we wspomnianym Rybniku, kiedy miejscowy zawodnik został słusznie wykluczony przez doświadczonego sędziego Marka Smyłę, ale nie podobał się ten fakt połowie widowni, więc ulżyła sobie i dała tym samym znać, że jest podobna do wykrzykiwanego męskiego organu. A fe.

Oglądanie meczów żużlowych przez pewne grupy społeczne jest rytuałem. Do zazdroszczenia. Tylko wczesna godzina w dniu powszednim może wykluczyć fanów w gremialnym przyjściu na stadiony. Sobota czy jeszcze lepiej niedziela jest zarezerwowana dla wyścigów. O tym się w żużlowych miastach od Lublina, przez Rzeszów, Tarnów po Leszno, Toruń, Bydgoszcz, Zieloną Górę, Gorzów mówi na ulicy, w biurach i byle gdzie, choć nie byle jak. To jest poniedziałkowy temat, pewna zwyczajowa świętość od której nie uciekną abnegaci; temat żużlowy wciąga jak gąbka… prezesa, konduktora, kelnera i sklepikarza. Jak oni jeździli, jak wygrali i jak oni przegrali. Subkultura żużlowa made in Poland jest ugruntowana i wydawało się malkontentom, że kiedyś padnie ta wszechobecna popularność, wykruszą się namiętności i kasa domowa nie  pozwoli na rodzinne wyjścia. Ależ skąd. Spotykam z wielką przyjemnością grupy z różnych stron Polski, nawet nie z tych żużlowych ośrodków, które nie omijają ważnych imprez. Oni tworzą żużlomanię. Są podziwiani za taką wytrwałość. Wiedzą wszystko o zawodnikach, klubach i zanim jeszcze ktoś nie kichnie dobrze, oni już podają mu chusteczkę. Wierni do bólu, bez szorstkiej przyjaźni realnie „dbają” o drużyny i potrafią mieć swoje zdanie. Z tymi grupami kibicowskimi o różnej sile muszą liczyć się zarządy klubów i nie mogą sobie pozwolić na chałturzenie. Od razu jest reakcja. Bezceremonialna.

Uwielbiają kibice zbieractwo pamiątek i w takich rozmiarach nie ma tego żaden inny sport. Każde zdjęcie, znaczek do klapy, czapeczka czy miniaturka zawodnika na motorze jest tabu.

Fenomen frekwencji na polskich stadionach żużlowych budzi respekt, niezmiernie kręci zagranicznych zawodników, gdyż przyjemnie jest walczyć przy gorącej i dużej publiczności, reagującej żywiołowo, wdzięcznej i kochającej ten sport jak matka dziecko.

Dlaczego żużel ma takie zainteresowanie, dlaczego gdzie nie wdepniesz do jakiegoś towarzystwa, to zawsze znajdziesz żużlowego fana? Ot, fenomen wcale nie tylko wspomnianego lubczykowego zapachu z parkingowych boksów? Speedway forever. Ludzie lubią oglądać walkę, moto – corridę, gdzie w zasięgu wzroku jest start i meta, gdzie zawodnicy ocierają się o niebezpieczeństwo. Socjologicznie ten sport jest intrygujący i nadal zagadkowy nie tylko z powodu zatłoczonych trybun. Owszem bywają, jak to w sporcie, upadki, lecz są one spowodowane regresem formy drużyn czy wręcz upadkiem klubów. Zawsze jednak pozostaje żużlowa wiara. Niemal boska czyni prawie cuda i w najgorszym razie bywa transferowana na inne, także żużlowe, obiekty namiętnego pożądania.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s