Gliniane imperium? Skok na Pragę!

Mamy grand podniecenie. Nadchodzi europejska trasa angielsko – amerykańskiej grupy BSI/ IMG, a pierwszy „ koncert” na torze praskiego Marketa. Szykuje się zatem premiera i praska wiosna. Rozbudzone pęki drzew, kwiaty i kaskada mostów na Wełtawie. Nad wszystkim panujący dostojnie czarno – złoty Hrad. Stolica Czech po niedawnym politycznym szczycie świata jest wypucowana i zaprasza na plochą drahę oraz na wino, piwo i na inne uciechy, które wiosną nabierają tam wyjątkowego kolorytu. Odżywa uliczkami Haszkowy wojak Szwejk i Hrabalowskie Bambini di Praga i żyje się w tym misterium 24 godziny na dobę.  Do Pragi jeszcze wskoczymy, popatrzmy przy okazji premiery Grand Prix na układ światowy a faktycznie europejski. Jaki szykuje nam się szczyt? Zerknijmy zatem na panoramę żużlowego placu. Plac nieliczny ale śliczny… jak mówią panie.

[

USA. Greg Hancock Były mistrz świata, bliski czterdziestki. Kto za jego plecami? Nie ma Billy Hamilla, „Bullet” już ma dość żużla. Kto za nimi? Kalifornijscy zawodnicy mają wrodzoną charyzmę słonecznych chłopców dla których sport jest ważny ale nie najważniejszy stąd ten kapitalny luz, uśmiech i radość ze zwycięstwa ale nie rozpacz z przegranej. Amerykanie nie mają zaplecza, takie czasy i o mistrzostwo świata młodzież będzie walczyć nie wiadomo kiedy. Nie wyobrażam sobie kiedyś serialu SGP bez perlistego uśmiechu Grega. 

 
AUSTRALIA. Solidny Leigh Adams zapowiada swój ostatni sezon w serialu, chce odpocząć od presji. Swoje już zrobił, nie był mistrzem świata, zawsze coś psuł choć jest rzemieślnikiem godnym zaufania. Będzie dobrym coachem, lecz na razie taką funkcję ma ten, co Tomaszowi Gollobowi na londyńskim Hackney dał po głowie czyli Craig Boyce. Rodzinny Jason Crump zawsze jeszcze może być mistrzem świata, jeszcze raz i jeszcze raz. Siłowa perfekcja, dziadka oraz ojca opatrzność. Nadzieja „kangurów”, rozwojowy Chris Holder nie dostał niestety przepustki na salony SGP. Szkoda, wnosi powiew australijskiego wybrzeża i torów jakich trudno znaleźć w Europie. Z Australijczykami jest tak, że wychowują się na rodzinnym kontynencie, uczą w Europie i tu odbierają emerytury po udanej karierze.
 
DANIA. Nicki Pedersen jest niekwestionowanym liderem następców i jego, i Hansa Nielsena, Erika Gundersena, JanaO. Pedersena i samego Ole Olsena, który na pewno na emeryturze nie będzie się w Vojens nudził, zadbał tam o swoje życiowe hobby. Nie mam na myśli myślistwa oczywiście. Hans Andersen potrafi pojechać ostro, elegancki Niels – Kristian Iversen jest rezerwowym, ale w pace serialowej uparty na torze do bólu Kenneth Bjerre. Nicki będzie chciał swój czarny team przyzwyczaić do zachowań imperatorskich. Dobrze. Niech gwiazda świeci coraz jaśniej i spokojniej/ niedawno został ojcem/. Nicki chce przejść do historii swoich duńskich protoplastów. I przechodzi. W polskiej lidze też.
 
ANGLIA. Królowa nie rozpacza, bo chyba speedway jest daleki od pałacu Buckingham chyba, że wręczane są tytuły MBE, dla Briggsa, Maugera…Anglicy mają wyraźny regres, nie pamiętam takiego stanu drużynowego. Scott Nicholls jest chimeryczny jak tulipan. Chris Harris miał debiut udany, lecz potem zagubił się na zakrętach i w ubiegłym roku uprawiał jazdy w wyboistym stylu. Gdzieś zatracił płynność, rytm i zaufanie swoich fans.
 
ROSJA. Emil Sajfutdinow. Następca Igora Plechanowa? Tak to widzę, nabrał dobrych manier w Bydgoszczy, tam trzymają w towarzyskich ryzach, jest swoista subkultura i jak się trafi talent obrabiają go jak jubilerzy diamenty w Amsterdamie. Rosja w serialu, to nowość i dobra nowina dla żużla w perspektywie eskapad na wschód. Spolszczony Emil jest wyjątkowym zawodnikiem, sprytnym w tej grze i pojętnym jak rosyjski szachista. Może zechce być Polakiem?! Ładnie mówi po naszemu, jeździ skutecznie, może być przebojem serialu.

Już taki podobny jest: Norweg Rune Holta. Nieobliczalny w każdym calu. Ma na sumieniu indywidualne zwycięstwa, na komplety jakoś go nie stać, brakuje jakby konsekwencji, acz na pewno marzy mu się w karierze być super Vikingiem znad fiordów. Jego jakby wytrącam specjalnie z naszej ekipy, bez podtekstu. Ma polskie obywatelstwo, ma tytuły mistrza Polski i z narodową drużyną medale. Norweg na polskiej roli posiał dużo urodzajnego ziarna.
Polski team zostawiam na finał tekstu.
 
SZWECJA. Kiedy odjechał Tony Rickardsson można śpiewać „ nie płacz kiedy odjadę”. Wraca Tony jako coach na tory żużlowe, długo w domu nie posiedział. Antonio Lindbaeck ma nabrać sił za jego sprawą, także wspomniany Emil. Reprezentanci „Trzech Koron” to niespełniony Andreas Jonsson, urazowy bez przerwy o dużym potencjale. Potrafi pojechać ostro, skutecznie i gdyby nie „padaczki” byłby sprawniejszy i zdrowszy, i może już medalowy. Fredrik Lindgren jest typem myśliciela, umie sporo, jeszcze musi być bardziej zorganizowany i konsekwentny w zbieraniu punktów. Z piekła do nieba nie może być dewizą. Unormuje swoje jazdy  na pewno, ambitny i ma z czego czerpać wiedzę.
 
POLSKA. Już o Holcie wspomniałem. Tomasz Gollob, statua światowego żużla. Wieczny idol nadal rozpościera flagi biało – czerwone na każdym stadionie. Do kolekcji brakuje mu tytułu mistrza świata. Czy zdobędzie złoty laur w wieku, kiedy ojciec już wie jak wychować córkę?!  Chyba i najwięksi rywale pogodziliby się z takim aktem mistrzostwa. Sebastian Ułamek już zakosztował serialu SGP, wtedy były szybkie prysznice, teraz już spokojnie można się chlapać. Ułamek jeśli nie będzie oszczędzał a dopisze mu szczęście może spełnić swoje marzenia, bo stać go na regularność i trzymanie się kupy. Grzegorz Walasek udowodnił nie raz, iż jego miejsce powinno być w elicie. O to taki szwedzki Lindgren, choć bardziej doświadczony, ma już za sobą ściganie w SGP. Czego mu życzę? Równości. I determinacji bycia w elitarnym gronie.
Nie mamy na stałe Czecha w gronie szesnastki BSI/IMG pod flagą FIM. Tak to się zakręciło. Nie mamy Słoweńca, brakuje Mateja Zagara. Te nacje będą  miały „dzikie karty” w Pradze i Krsku. Inne „dk” wypełnią luki w pozostałych turniejach. I tak to już poleci. Czasami na sztucznym torze, a w większości na naturalnych. Stadiony te same, atmosfera podobna.
 
Zaczynamy jazdy od Pragi. Nominację gospodarzy dostał utalentowany 20 – letni junior Matej Kus/ Unibax Toruń/ z praskiego Olympu. Czeskie debiuty w GP nie były rewelacyjne. Olymp Praga, dawna Ruda Hvezda jest bardzo zasłużonym klubem, stąd wywodzą się familie Spinków, Kasperów, Stanclów, innych /Kudrna/ świetnych mistrzów i reprezentantów Czech, uczestników mistrzostw świata we wszystkich gatunkach wyścigów motocyklowych.

Na Markete ma być odświętnie i wiosennie, oby tylko nie padało czyli jak mówią Czesi  „pryszczyło”. Tam turnieje bywają zażarte i nie brakuje upadków. Plocha draha jest już rychtowana od dawna, tradycyjnie towarzystwo, przeważnie z Polski, lubi przyjeżdżać nad Wełtawę. Miasto daje konieczny przy imprezach światowych koloryt, ma charakter i smak kolacji ze śniadaniem. W piwiarniach, każdej gospodzie i na stadionie jest sielsko, anielsko i swojsko. PRAGA, urbanistyczna bombonierka, jest malownicza, urzeka zawsze zwyczajnością oraz kameralnością i podobnie jest na tym stadionie, na górze Breznova, na „Markete”, gdzie rządzi niepodzielnie od lat dr Petr Ondrasik i jego niezmordowana skupina. Liczą prażanie na polskich kibiców bardziej, niż na swoich, więc kokietują niespodziankami. Bez Golloba i dopingu  polskich, kolorowych fanów nie ma imprezy. Jak miło to słyszeć od Pepików.

A co do glinianego imperium, proszę sobie samemu szczerze odpowiedzieć na takie pytanie przy kuflu Staropramena, bo warto. Chyba odpowiedź nie zrównoważy smaku. Grand ahoj! 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s