Na zdrowie!

Z okazji świąt oczywiście też. Nie tylko tak wielkanocnie. Okazjonalnie życzymy sobie przede wszystkim szczęścia no i zdrowia, 100 lat na dodatek. Kiedyś jednemu z hierarchów kościelnych życzono szczerze właśnie stu lat, jakby zapominając, że jubilat dobija do dziewięćdziesiątki, tenże dowcipnie sparował życzenia „ nie ograniczajcie woli boskiej”.

easter_eggs

Ale do rzeczy. Święta, świętami a kariery zawodników znaczone są wypadkami z mniejszymi lub większymi kontuzjami. A bywa w przypadku żużlowców i nieszczęściami. Odpukać. Początki sezonu bywają różne, bardzo dużo zależy od pogody czy w porę umożliwia treningi na torach i pozwala na elastyczny wjazd w mecze i turnieje. Z pogodą nikt nie wygrał, ani z losem. Słucham i oglądam w TVN interesującego reportażu o naszej mistrzyni biegów narciarskich Justynie Kowalczyk autorstwa dociekliwej Dagmary Kaczmarek. Mówi bohaterka i mówią lekarze, trener, opiekunowie skromnej biegaczki, która dzięki swojemu hartowi ducha zdobyła złote medale mistrzostw świata i Kryształową Kulę Pucharu Świata. Wspaniale. Zawodniczka z Kasiny Wielkiej przyznaje, że jej wydolność płuc jest duża. Te swoiste żagle pozwalają jej biec szybko i skutecznie. O jedną trzecią większe niż normalnie. Przypomnę zakopiańczyka Józefa Łuszczka, który ponad 30 lat temu w Lahti zdobył mistrzostwo świata i też był fenomenem o wielkiej wydolności płuc. Nie tylko jednak to pozwala, choć ułatwia organizmowi skutecznie walczyć. Pani Justyna mówi o dużych wyrzeczeniach. Jaka jest recepta na sukces. Są trzy, trening, trening i trening. Talent. W międzyczasie posiłki, jeszcze taki „ drobiazg” jak studia na katowickiej AWF. I zasypia zmęczona. Polska mistrzyni biegów mówi także o tym, że ma kręgosłup 70 – letniego człowieka. Przypominam sobie kiedy cudowne rumuńskie dziecko Nadia Comaneci było gimnastyczną, perfekcyjną/ same dziesiątki/ światową rewelacją i zdobywało olimpijskie medale. Nastoletnia dziewczynka miała układ kostny bardzo zużyty przez cierpliwe treningi. Twarz uroczej Nadii bez uśmiechu, była potwornie zmęczona. Cena zwycięstw i medali była zdrowotnie kosztowna. I jest nadal wysoka. O, zapytajcie byłego skoczka narciarskiego Stanisława Bobaka, który mieszka na Zrębie, na Gubałówce w Zakopanem. Jak cierpi z powodu kręgosłupa, stawów i aby walczyć o zdrowie musiał nawet pozbyć się sportowych trofeów. Przykre. Bolesne.

Sporo dyskutowano ongiś o cudownych nastoletnich pływakach i pływaczkach, którzy nie wychodzą od dziecka z basenów treningowych. Koszmar. Życie wykastrowane z normalności wczesnego i późniejszego dzieciństwa. Speedway jest sportem z natury narażonym na niebezpieczeństwo. Człowiek igra z motocyklem i dziurami na torze. I rywalami. Jak może być miedzy rywalami widzieliśmy podczas Grand Prix Australii Formuły – 1.Robert Kubica został „ żużlowo” załatwiony przez niejakiego Sebastiana Vettela z Niemiec, który nie zostawił mu miejsca i obaj pokiereszowali bolidy a Polak rozpędzony, kto wie czy nawet nie na pierwsze miejsce, został wyhamowany drastycznie nie fair. Nie ukończył jazdy a atakował z czwartej pozycji. Fatalnie. Mamy analogie do żużla? Ano. Ile razy ktoś przedłuża chamsko prostą, nie zostawia miejsca pod „ płotem”. Byli jeszcze i tacy, którzy przymykali gaz i eliminowali konkurenta jadącego z tyłu. Niebezpieczna gra, przykre upadki i kontuzje nie tylko na poziomie złamanego obojczyka. No właśnie obojczyki w żużlu, to kontuzje tak częste jak urazy nóg u piłkarzy. Sezon, terminy mistrzostw i ligowe nie czekają, kontuzje obojczyków leczone są błyskawicznie a ich „spawanie” powoduje szybki powrót na tor. Ile jednak razy tak można i walczyć z naturą, wbrew normalnemu zdrowieniu. Gwałty na naturze muszą się kiedyż zemścić. Nie ma zawodników żużlowych, którzy by nie leczyli urazów, nie jechali karetkami ze stadionów na sygnale. Takich szczęśliwców można policzyć na palcach. Ręce, uda, głowy mimo kasków również cierpią. Po sezonie odnawianie organizmów jest konieczne. Proszę sobie zrobić rachunki sumienia i szczerze popatrzeć w lustro, ile szybko zaleczonych kontuzji jest na kontach? No ile? Kiedy jest się młodym i silnym liczy się szybkie wyzdrowienie i wyskakiwanie z łóżek, nawet gdyby gorączka sygnalizowała inne rozwiązanie. Nie ma silnych i niezłomnych do stu lat. Kiedyś zawsze odezwie się natura i przypomni zawodnikowi na sportowej emeryturze o ekspressowym leczeniu czegoś tam, bo była ważna liga czy turniej z dobrymi nagrodami. Szanujcie zdrowie póki jest.

Były reprezentant Polski pozostający anonimowo, twierdzi, że teraz już nie popełniłby takich błędów. Teraz, kiedy już mija 60 lat. Czas szybko leci, w tym wariackim okresie kariery, napędzania koniunktury, jazd szaleńczych, upadania i uciekania ze szpitalnego łóżka kiedy tylko się da, chociaż zdrowy rozsądek nakazuje coś innego, pośpiesznego łatania organizmu, faszerowania lekami na siłę i ładowania dopalaczami ile można gubi się cenne zdrowie. Gubi. Współczesny sport wymaga wyrzeczeń ogromnych, jego chemia i wyzwania bezlitośnie eliminują pierwiastki zdrowego rozsądku. I ja to czasami rozumiem. Rozumiem także presję i „spawanie” obojczyków. Kości niektórych żużlowców są podrutowane i całość uformowana, jak rzeźba przez artystę. Wypadki groźne wizerunkowo powodują niemal zawały kibiców. Gladiatorzy żużlowych torów wychodzą jakże często z makabrycznych opresji bez szwanku, choć widownia stadionów cichnie na długie chwile. Ta cisza jest kłująca serca fanów jak bagnet. Zamienia się w podziw i szczerą burzę braw dla wstającego zawodnika o własnych siłach. Ambulans odjeżdża z areny. Znów damy radę. Poszanowanie rywala w ostrej walce, jazda fair w każdej sytuacji, przygotowanie nawierzchni toru bezpiecznej dla wszystkich powinno być kanonem przestrzeganym zawsze i wszędzie. Czy tak jest? Czy szkoleniowcy wpajają od małego sentencje szczęśliwego przetrwania na torach, kiedy w ferworze walki łatwo zapomnieć się na sekundę, gdy motocykl pociągnie nie tak jak trzeba i karambol utrwala klinicznie bezlitosna historia. Dość tego nastroju. Na zdrowie. Tak. Mamy kolejny sezon, tradycyjne ściganie się w wielu odmianach i na pewno nie obędzie się bez kraks.

Bo taki to sport, taka jego struktura i dramaturgia. I piękno zarazem. I adrenelinowe emocje, i jeszcze wiele walorów przy… gdzieś tam oczywiście istniejącej w podświadomości grozie sytuacji, jeśli szczęście zostanie brutalnie wypchnięte na bandę.

Advertisements

2 Comments Add yours

  1. spawanie pisze:

    Nie rozumiem tych wtrąceń ze spawanie m .

  2. johny-max pisze:

    A ja sie nie zgodze…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s