Znamy te sztuczki

Proroków zwłaszcza politycznych mamy w nadmiarze, od lat liczba posłów nie wiem dlaczego nie zmienia się w Polsce, gdzie czym więcej ludzi do rządzenia, tym gorzej. Nie wiem czy nie wystarczyłaby setka posłów i oczywiście bez takiej nadbudowy senackiej. Pomyślcie ile oszczędności! Na razie nie znalazł się nikt, ani tacy, co by zredukowali izbę prezentowaną najczęściej z pustymi ławami. I jak tu prorokować, skoro człowiekiem targają mieszane uczucia co do przyszłości dnia codziennego? Na razie jest tak jak jest, więc zaczynam snuć rozterki żużlowe, co może nas spotkać w nadchodzącym sezonie. Konkluzję macie już w tytule.
 
Liga. Sól polskich torów. Ekstaza prezesów i decydentów lokalnych. Bez ligi nie ma życia i dla kibiców. Co będzie nowego? Nic, ale ma być oszczędniej. Dla kogo? Biednemu zawsze wiatr w oczy. Gwiazdy zgarną wszystko, nawet jak im nie wyjdzie. Inni poczekają na swoją dolę. Oczekiwanie na sezon ligowy w Polsce jest zawsze ogromne i kiedy tylko pogoda dopisze pierwsze mecze mają frekwencję wywołującą zazdrość innych sportów i tylko topowe mecze futbolowe Lecha, Wisły, Legii mają porównywalne liczby widzów. Polski fenomen od lat policzonych, zwłaszcza kiedy zjechali do nas najlepsi żużlowcy i zaczęli mówić, że bez polskiej ligi nie mogą żyć. To prawda. Odpuszczają nawet angielską świątynie i „logują” się na polskim gruncie. Może nie być angielskiej ligi ale polska i szwedzka tak, no i może coś wschodniego po drodze. Zagraniczne asy nie wzbudzają już większych emocji, opatrzyły się i nie wywołują podniecenia. Jest gromada rutyniarzy i gromada nowych, nieopierzonych  zawodników, polecanych przez tych pierwszych, którzy uczą się pilnie i marzą by zająć kiedyś miejsca swoich promotorów. Proces nie jest łatwy, wiek zawodników jeżdżących wydłuża się, na co chyba wpływ ogromny ma ciągły dobrobyt płynący z polskich klubów. Kolejka do składów jest duża; zagraniczni mają więcej szans od naszych, acz nie brakuje nam talentów, które są konkurencją dla młodzieńców z antypodów i bliższych rejonów świata.
Ligowe składy są montowane zaraz po zakończeniu sezonu już nie wzbudzają spekulacji jak dawniej, kiedy trwały przetargi i dogadywania się na stacjach benzynowych czy w hotelowych apartamentach z „Jasiem Wędrowniczkiem”.
 
Jaki będzie sezon 2009? Presja na Ziemi Lubuskiej jest ogromna acz nie ma tam takiej koncentracji jak kiedyś w Tarnowie, gdzie doszło do szczytowania niemal planowanego. Punkt G. jeśli zaskoczy w Gorzowie spełnią się marzenia budowniczych żużlowych państewek. Niestety nie zawsze tam, gdzie sypie się kasa mamy szczęście, bo do „ tanga trzeba dwojga”. Gorzowianie już poprzednio mieli apetyty lecz przy tym bywają wzdęcia, zaparcia. Ziemia Lubuska, to także zielonogórzanie, osobny rozdział w rozwoju spadkobierców Falubazu i pokolenia Krzystyniaka, Olszaka, Jaworka i Huszczy.


Skok na północ. Nadmorska ofensywa z Gdańska ma lotosowe aspiracje,  bydgoszczanie będą chcieli na pewno zapomnieć o spadku, Ząbikowi torunianie bronią mistrzostwa, leszczynianie chcą rewanżu i sanacji mistrzostwa. Wrocław jest nieprzewidywalny, podobnie jak i Częstochowa, zawsze z jasnogórskimi aspiracjami, choć niebiosa nie zawsze są im łaskawe.
 
Nie spodziewam się poza modernizacją i nowymi obiektami cudów. Jak w życiu po polsku, gdzie każdy dług ma jakiś początek i koniec, a recesja wisi jak miecz Damoklesa. Deklaracja prezesów żużlowych klubów o ewentualnym lokaucie w roku 2010 jest manifestem z podtekstem nijakim, bo nic się nie zmieni. Mamy ligowe małżeństwo z rutyną ćwiczone na różne sposoby.


Jak zatem będzie wyglądać frekwencja ? Spadku można spodziewać się nawet w granicach 10 – 15 procent. Słabe mecze, kiepska frekwencja, Ekstraliga ma lepszą oglądalność, dwie niższe ligi wahania frekwencji ogromne. Kto będzie kokietować publiczność wygra dla siebie więcej, kto dalej będzie traktował widzów jako masę, która zawsze przyjdzie przegra.
Nie sygnalizuję problemów drugiej ligi, bo są takie jak w przypadku pacjenta mającego nieuleczalną chorobę. Środków na ratunek nie widać. Podziwiam ich, bo jakoś wiążą początek z końcem.
Podobnie można się odnieść do sezonu międzynarodowego, z niezmiennym Grand Prix. Polska jest gwarantem tego serialu. Oglądany ten „film” w niemal tej samej obsadzie nie może liczyć na bel esprit, czyli coś  błyskotliwego organizacyjnie i sportowo. Bo na Boga, czy aż tak się zachłyśniemy kiedy wreszcie wygra całość Tomasz Gollob, albo Andreas Jonsson, Hans Andersen czy znowu Jason Crump albo rozpędzony Nicki Pedersen?


Istotą sportu jest niespodzianka, to jej wymiar powoduje bezkresną reklamę sportu, kreację bohaterów. Czy mamy takie postaci, które mogą  w zestawie Grand Prix  wywołać tak potrzebny szok? Otóż nie. Możemy liczyć na „spodziewaną niespodziankę”. Tak jak w tej naszej lidze opatrzonej w najwyższym wymiarze klauzulą spółki jednak z ograniczeniami.
 
Ton prognoz jest minorowy? Tak. Wolę w tej analizie jako długoletni obserwator życia żużlowego i jego kulis przegrać na korzyść sportu oraz widzów. Już nie będę wywlekał, iż nie mamy wielkiego finału sezonu, już nie będę przypominał, iż drużynowe mistrzostwa świata są jakimś złem koniecznym bez wizerunku przykładnej imprezy. Wydarzenia roku. Już mi się nudzi pisanie o tym, że obok tego wszystkiego europejskie imprezy nie mają żadnego prestiżu  i jedynie zagęszczają niepotrzebnie i tak pełny kalendarz. Brakuje czytelnej koncepcji, trwa powielanie FIM – owskich imprez. Bez sensu. Ale jak mówi Jan Tomaszewski „nie mój cyrk i nie moje małpy”. Ani zawodników, ani widzów nie rajcują takie oferty.

Speedway potrzebuje realnego kopa w górę. Nie zrobili tego Anglicy, mają w żużlu potężny regres. Nie zawojował świata Olsen  i nie zrobi z tego, tak mi się wydaje, wydarzenia światowego ewentualny jego następca Olsson. Bo, bo, bo…

Potrzebny jest plan kreowania żużla w wymiarze światowym a do tego muszą być kreatywni i z kapitałem ludzie widzący ten problem. Owszem spotkałem takich, lecz nie mają przebicia na arenie międzynarodowej, blokowanej przez strukturę konserwatywną, bez wyobraźni tak potrzebnej w sporcie. No cóż, gorzko na przednówku.
 
Nadal mimo wszystko w tym światku mamy swoje pięć minut ligowych szaleństw oraz Grand Powtórki, mamy na arenie zgrane karty asów i pielęgnujemy nadzieje, że coś się zmieni. Jednak ile razy można grać w teatrze tę samą sztukę, ile razy może ona nie schodzić z afisza z tymi samymi aktorami i suflerami? Bo publiczność niby jeszcze jest? Jeszcze się bawi i kupuje? Popatrzcie tylko gdzie! 

Advertisements

2 Comments Add yours

  1. Mike pisze:

    Just passing by.Btw, your website have great content!

    _________________________________
    Making Money $150 An Hour

  2. Miki pisze:

    Tato czekam na nowego posta z niecierpliwoscia :)!!!!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s