Kumpel Wenta

magdeburgentlssttrainerwenta_a2839609b7

Trenerski chleb nie jest łatwy, nerwowo gryzione kromki i presja opinii publicznej, mediów. W sumie jednak nie jest tak źle, ponieważ wyboistą karierę łagodzą wysokości kontraktów i odpowiedzialność, która bywa uzależniona wprawdzie od szefów, acz bywają oni różni.
Kontredans w polskim futbolu i podskórny konflikt pomiędzy nie przegranym prezesem Grzegorzem Latą  a holenderskim Leo Beenhakkerem  trwa i pewnie lobby antyholenderskie zwycięży na pierwszym zakręcie ku uciesze senatora koniecznie panującego wszerz i wzdłuż Antoniego Piechniczka. Trwa podskórna walka wiatrakami. Rosyjski multimiliarder Roman Abramowicz nie cackał się wiele ze słynnym trenerem brazylijskim, charyzmatycznym Luize Felipe Scolarim, Chelsea nie wygrywa, no to siup i Scolari odesłany został do domu z ciężarówką  funtów odszkodowania. W futbolu nie ma miłości na trenerskich ławkach, które są często podgrzewane do czerwoności i kiedy tylko zacznie wrzeć, mamy zmiany. Toteż ciągle nie mogę zrozumieć wykopania z krakowskiej Wisły Henryka Kasperczaka i płacenia mu kosmicznego honorarium za siedzenie w domu. Ambicje prezesa Cupiała wprawiały w osłupienie nie tylko centusiów ale i marnotrawnych synów. Pstra łaska prezesów i kontrakty niezrozumiałe dla normalnych ludzi. Abramowicz zatem nie jest sam.

Nie tak dawno w Chorwacji na mistrzostwach świata w piłce ręcznej polska drużyna w pięknie dramatycznych okolicznościach zdobyła brązowy medal i obserwatorzy znów byli pod wrażeniem trenera Bogdana Wenty. Człowiek na ekranach odżywa w odstępach mistrzostw świata i Europy. Jest  szalenie aktywnym trenerem, który sprawia wrażenie jakby boisko było powiększone o działkę dla niego gdzie wyczynia sobie niesamowite i jak się okazuje potrzebne harce. Dla niego słynne 15 sekund z Norwegami było na tyle długim czasem, że wystarczyło na wygranie meczu. Wenta niczym jasnowidz przewidział te ostatnie sekundy.
Kiedy brązowa drużyna z MŚ wróciła do kraju i odwiedziła gabinet premiera Wenta nie pchał się do przodu, stał skromnie z boku. Wenta ma instynkt trenera, był dobrym zawodnikiem, zna świat i potrafi czytać grę, czyli przekazać zawodnikom czytelnie co mają robić, czego nie.
Takim podobnym był Andrzej Niemczyk ale nasze siatkarki znużone już nim dały mu bolesnego kosza. Chyba tego żałują nasze siatkarskie miss. Nie lubiany przez centralę PZPN Franciszek Smuda robi swoje i podobnie jak Wenta gania przy boiskowej linii poznańskiego Lecha tworząc swoisty teatr skutecznej pantomimy.
Co mamy w żużlu, bo starzy wyjadacze mnie zjedzą za taki długi wstęp. Jak mnie lubią, to poczekają mówił niegdyś spóźnialski piosenkarz. Lubili. No dobrze jak tam w żużlu na trenerskich stołkach, które jedne są wysokie, drugie niskie, trzecie obrotowe a jeszcze inne wyścielone pluszem miękkim jak dla kota.
Rynek trenerski, instruktorski jest nijaki. W żużlu. I trudno panowie możecie się obrażać ale na bezrybiu i rak rybą. Panują dwie opcje, pierwsza to taka, że trener musi mieć za sobą jeżdżenie na żużlu, druga, iż nie i tyle… Tym pierwszym dawno temu podstawił nogi dr Ryszard Nieścieruk. Zrobił doktorat z żużla na AWF, a  potem znalazł sobie receptę na budowanie vel kupowanie drużyny. I koniec, kropka. Miał sukcesy, oko wyczulone na talenty i dobrych mecenasów, bo sam przecież nie kupował.
Mamy niegdysiejszych reprezentantów Polski, którzy prowadza zespoły. Jedni mają dar ku temu, pozostali nie. Gdzieś tam pośrodku są jeszcze tacy szczęściarze, którym czasem się udaje. Są trenerzy ojcowie, którzy wiedzeni ojcowskim syndromem albo doprowadzają do sukcesów albo zniewalają swoje pociechy i tarmoszą się w rodzinnym gronie co robić żeby było lepiej. Czasami lepiej usamodzielnić syna i rzucić go na wielką wodę.
Bywają jeszcze tacy wodzirejowie, którzy potrafią opętać prezesów niby swoją mocą, acz nie mają w zespole autorytetu, jednak ich nijakość  jest wygodna dla szefów, bo jeśli jest dobrze biorą sukces na siebie, a jeśli klapa wskazują na szkoleniowca, a ten bierze pomyje na siebie i cieszy się, że kasa jest zagwarantowana.
Intuicja budowania składu drużyny i jego ustawianie w czasie sezonu jest kluczem do sukcesu. Nie zawsze w takim sporcie jak żużel można wszystko przewidzieć, gdyż nieprzewidziane kontuzje mniejsze czy większe wywracają plany.
Jaki jest kunszt trenerski w żużlu? Potrzebny autorytet, wcześniejsze sukcesy na pewno  go budują, trafne decyzje, znajomość sprzętu, zrobienie toru też i aktualna wiedza co się dzieje  na świecie w tej branży.
Trener reprezentacji Marek Cieślak jest samorodkiem, który nie od razu ale z czasem potrafił wytworzyć potrzebną atmosferę, klimat. Nie od razu powtarzam. Zna się na rzeczy. Trafił także we Wrocławiu, gdzie rotacja  była na takiej pozycji duża dogadać się z osobami decydującymi o istnieniu klubu. Zagrali na jednych falach.
Dowiaduję się, że będziemy mieli nowych szkoleniowców w niektórych klubach. Ryzykowne decyzje. No cóż, tak to się podoba niektórym prominentom lecz życie szybko weryfikuje stan.
W żużlu mamy najważniejszy proces szkoleniowy na najniższym szczeblu, gdzie adepta trzeba nauczyć jeździć, nauczyć dobrych nawyków, manier i wydobyć z niego talent na podium. Mamy na drugim biegunie prowadzenie zespołu, intuicję zmian i to jak wspomniałem właściwe czytanie gry. Czasami decydują sekundy o powodzeniu. Piszę o tym po wielu latach obserwacji ludzi podczas meczów, turniejów, w parkingu, poza nim, w czasie podróży i w czasie zwycięstw i porażek. Życie sportowe ma różne odmiany, inne są ranki a inne noce.
W technicznym sporcie jakim jest speedway o sukcesie trenerskim decyduje jego złożona wiedza podstawowa, znajomość psychiki nabiera w pewnych momentach dużego znaczenia. Ten element niestety jest lekceważony, jakby niedostrzegany, a bywa tak bo delikwenci nie mają w sobie tego daru.
No i tu odzywa się kumpel Wenta. Ostatni gracz drużyny. Bogdan znawca handbalowego parkietu. Ile ja razy w tym żużlu prowokowałem szkoleniowców o charakterystykę pomeczową, indywidualną. Ocenę dla zawodników. Nic z tego nie wychodziło, komunały, pustosłowia, w stylu trzeba jechać po małej, albo po dużej, motory szykować, no bo znowu mamy mecz.
Ano mamy. Szkoleniowo speedway jest stabilny, tam się nic nie  zmienia, bo nie ma w czym wybierać. Rynek ciasny od lat, a kiedy już się  z konieczności wybiera, to delikwent wprawdzie jeździł ale ma szkołę podstawową zaledwie. A życie zmienia strukturę tego sportu; zawodnicy nieco inni, wymagający i wręcz potrzebujący większej wiedzy niż tylko podstawowej. Kumpel Wenta nam nie pomoże, chyba że… inny kumpel Leszek Blanik w upadaniu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s