Miś do poduszki

„Pragnę być twoim misiem do poduszki” – tak pisały, na początku lat 80. do Bruce Penhalla angielskie fanki speedway’a. Dwukrotny indywidualny mistrz świata był jednym z najprzystojniejszych zawodników w historii tego sportu. Na co dzień mieszkający w Kalifornii uruchamiał wyobraźnię naturalną, złotą opalenizną, a jego blond, długie włosy były magnesem dla oczu wszystkich dziewczyn. Na torze brylował. Swoim widowiskowym stylem jazdy, niejednokrotnie niemal zwisając z motocykla, onieśmielał rywali. „Trudno sobie było wyobrazić, że kiedyś ktoś będzie tak jeździł,” wspomina Piotr Pyszny, reprezentant Polski, który startował w angielskiej lidze. „Miło było patrzeć z jaką fantazją Bruce poruszał się na torze”. Elegancki Bruce, był zaprzeczeniem znoju i kurzu, jaki towarzyszył zawodom żużlowym. Zawsze czysty kombinezon, błyszczące szprychy w kołach motocykla – wszystko było jak z bajki. I taki też był Bruce. Przyjechał do Londynu z myślą nauki jazdy na żużlu, szybkiej kariery i co zaskakujące jeszcze szybszego „zjazdu” ze szczytu sportowej piramidy… ale wprost do Hollywood. Świat filmu i rozrywki był jego celem. Chciał być gwiazdą i został nią. Wygrał i zdobył tytuł mistrza świata na żużlu, już w 1981 roku – w uznanym za najlepszy finał w historii. W „świątyni sportu”, jak nazywano londyńskie Wembley, nie miał sobie równych! Przyszedł czas na światła jupiterów, okrzyki dziewczyn… tego ten sport wcześniej nie widział. Na Wyspach startował w zespole Cradley Heath – klubie, który porównać można do obecnego Realu Madryt. Jedni ich kochali, drudzy nienawidzili – ale nie można było niedoceniać ich siły i widowiskowej jazdy zawodników, w przeważającej części Amerykanów.

Poznałem Penhalla w londyńskiej restauracji „Taj Mahal”, gdzie spotkaliśmy się w gronie starych żużlowych znajomych. Przyszedł z Indianką, o tak niewyobrażalnej urodzie, że długo zastanawialiśmy się nad tym co zamówić… nie mogąc oderwać od niej wzroku. Bruce pomimo, że kochały go tysiące, wierny był swojej Indiance. Może bał się duchów… Polskę odwiedził w 1981 roku, tuż przed zdobyciem tytułu mistrzowskiego. W Katowicach, w hotelu o tej samej nazwie, zdziwił się jednak mocno, kiedy na bankiecie zabrakło dziewczyn. „Jak można tak świętować i cieszyć się życiem? Następnym razem przywiozę do Polski prawdziwe fanki speedway’a,” żartował. Uwielbiały go kilkunastoletnie dziewczęta i 60-letnie fanki. Pamiętam, jak w Katowicach pocałował w dłoń recepcjonistkę w hotelu – od tego czasu wszystkie jego życzenia były dla obsługi rozkazem. Rozdawał uśmiechy, autografy, ustawiał się do zdjęć, zwyczajnie, bez manier – jak Brad Pitt. Speedway miał swojego króla, który tak jak szybko się narodził, tak szybko „odszedł”, zdobywając kilka trofeów mistrzostw świata. Marzył o filmie i wrócił do Kalifornii. Grał w sit-com’ach – The Chips, miał kilka ról w filmach, uczestniczył w pokazach jako kaskader. Pożegnał żużel bez kontuzji, dorobiwszy się majątku i ruszył na plan filmowy – plan niemal idealny i udany. Wszyscy go pamiętają, wspominają. Kiedy odwiedza stare żużlowe kąty w Europie, nie tylko jemu łza w oku się kręci, a że z wiekiem, przystojnieje jak Robert Redford fanki ma wciąż te same…

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s